Trudne nowego początki. Skąd się wziął pociąg do świata?

Im bliżej domu tym bezpieczniej. Czy na pewno?

„Świat jest książką i ci, którzy nie podróżują, czytają tylko jedną stronę” – Św. Augustyn, filozof.

Naturalnym jest, że czujemy się komfortowo poruszając się w znanej nam rzeczywistości. Znamy zaułki miasta, w którym mieszkamy, wiemy jakim tramwajem dojechać do centrum, mamy jasno określone obowiązki w pracy i cyklicznie umawiamy się ze znajomymi na piwo. Nasze życie ubogacają mniejsze i większe sukcesy w pracy i szkole. Jeśli coś się nie udaje, na jakiejkolwiek płaszczyźnie, zawsze jest ktoś, kogo możemy się poradzić, wypłakać na ramieniu lub poprosić o pomoc w rozwiązaniu problemu. Ot, nasza strefa bezpieczeństwa.

Taką samą strefę bezpieczeństwa posiada Ukrainiec mieszkający w Kijowie, Islandczyk z domu nad fiordem, Kirgiz żyjący w jurcie na stepie. Nawet, jeśli podróżował, większość życia spędził w swojej rzeczywistości, tak innej od naszej. Tu się wychował. Tu dorastał i stworzył swój system wartości.

A jakby tak przyjechał do Polski? Zobaczył miejsca, obok których codziennie przechodzimy obojętnie, spróbowałby schabowego lub bigosu, nauczyłby się kilku zdań po polsku, napiłby się wódki na domówce. Jakby się czuł? Z pewnością nieswojo. Jednak wróciwszy do domu, zapewne pełen ekscytacji opowiedziałby rodzinie o tym, co zobaczył, czego doznał, z kim rozmawiał. Byłby o te, nieznane dotąd doświadczenia, bogatszy.

Tak jak Ty pokazujesz zdjęcia z weekendowego wypadu do Pragi lub Berlina, z wakacji w Turcji lub Egipcie, z objazdówki po Bałkanach. Przywozisz pamiątki, kulinarne specjały, a przede wszystkim masę wspomnień. Byłeś gdzieś, gdzie jest inaczej. Próbowałeś posługiwać się lokalnym językiem, skosztowałeś nieznanych smaków, zgubiłeś się z obcym mieście. Może nie zawsze było kolorowo, pojawiły się sytuacje stresowe, jednak wróciłeś z uśmiechem na ustach.

Od razu nasuwa się na myśl oklepana fraza: PODRÓŻE KSZTAŁCĄ. Czyż nie? Jadąc nawet do z pozoru nieodległego kulturowo kraju, za każdym rogiem uderzają w Ciebie nowe bodźce. Wcale nie musisz lecieć do Afryki, czy na koło podbiegunowe.

dsc03133


Ciekawość świata

Od urodzenia mieszkam w Warszawie. Nie powiem, wygodnie jest żyć w mieście. Wszystko masz pod ręką, pozornie wszędzie jest blisko. Z drugiej strony miasto męczy. Im byłem starszy, jego przyspieszony rytm kłócił się z moim rytmem. Zapragnąłem wyjechać na łono natury, odpocząć, wyciszyć się. Tak poznałem najpierw oddalony o 40 kilometrów Zalew Zegrzyński i inne okolice Warszawy, potem Krainę Wielkich Jezior, Podlasie… Zobaczyłem, że tam też mieszkają ludzie. Ale jest jakoś tak inaczej, a niby ten sam kraj. Rzekomo jesteśmy homogenicznym narodem, jednak w jednej części Polski społeczeństwo posługuje się gwarą śląską, w innej zaś śpiewnie zaciąga. Dlaczego? Czemu na podlaskiej wsi większość domów jest drewnianych, a w Wielkopolsce nawet stodoły są murowane? Czemu pod Kościerzyną znajdziemy tablice wjazdowe do miejscowości w dwóch językach? Przecież to jedna i ta sama Polska! No, a jak jest za jej granicami? Właśnie…

Stawiając sobie tysiące podobnych pytań, postanowiłem odpowiedzieć sobie na nie sam. Ruszyłem poza strefę własnego komfortu!

Z czasem podróże i ich funkcja poznawcza stały się jednym z ważniejszych elementów mojego życia, swoistym motorem napędzającym do przeciwstawiania się trudom codzienności. Gdzieś tam w przyszłości zaplanowany wyjazd był motywacją do odkładania pieniędzy, zdobycia nowych informacji o planowanych do odwiedzenia obszarach, skrupulatnej logistyki przebiegu wyjazdu. Wyszukiwanie skomplikowanych relacji dojazdowych i zdobywanie nowych ciekawostek o odwiedzanym kraju tylko podsycało nieśmiało żarzące się plany kolejnej eskapady. Gdy już wszystko było dopięte na ostatni guzik, następowała ekscytacja połączona z lekkim, zdrowym lękiem. Jak to będzie w tej tajemniczej Albanii? Czy wierzyć relacjom z internetu, że w Gruzji na rowerzystów napadają pasterskie psy? Czy faktycznie, jadąc samochodem przez Ukrainę, każdemu milicjantowi będzie trzeba wręczyć łapówkę? Takie retoryczne pytania krążyły po głowie jak mantra przed każdym wyjazdem. Na żadne nie znalazłem jednoznacznej odpowiedzi, jednak wyrobiłem sobie własną, subiektywną opinię. Ni lepszą, ni gorszą niż opisy w książkach, relacje w internecie. WŁASNĄ. I właśnie to jest nadrzędny cel, dla którego warto ruszyć w świat. Wspomnienia, spotkania, doświadczenia. Coś Twojego, własnego, czego nikt Ci nigdy nie odbierze. Podróże to jedyna rzecz na którą wydajemy pieniądze, a stajemy się bogatsi.


No ale dlaczego rower?


dsc07180Gdy pokonujesz widokową trasę samochodem, otaczająca rzeczywistość zza szyby prędko ucieka. Mijasz kolejne wioski czy domy, za oknem migają ukryte wśród drzew jeziora. Tak na prawdę w pełni chłoniesz tylko te miejsca, w których się zatrzymasz. Wysiądziesz z auta, zaciągniesz się świeżym powietrzem, poczujesz woń wilgotnej, leśnej ściółki. Podróżując rowerem wszystkie te aspekty masz na wyciągnięcie ręki – nie musisz szukać miejsca do parkowania, aby zatrzymać się i dłużej popatrzeć na bogato ozdobiony dom stojący przy drodze, możesz spojrzeć w oczy ludziom, których mijasz i odpowiedzieć na ich pozdrowienie. Nie ma dla Ciebie dróg nieprzejezdnych.


Ten blog ma za zadanie zmotywować Cię do ruszenia w nieznane, do poznania kolejnych stron z księgi świata. Nieważne czy blisko, czy daleko… gdziekolwiek. Życie jest za krótkie, żeby wyjazd przekładać w nieskończoność, a świat zbyt ciekawy, żeby siedzieć w domu. Na tej stronie postaram się pomóc Ci zrobić pierwszy krok na podstawie opisu odwiedzonych przeze mnie miejsc, spotkań z ludźmi i praktycznych porad. Zdecydowana większość destynacji będzie obejmować byłe republiki ZSRR (Ukraina, Litwa, Gruzja itd.), które w dużej mierze pozostały nietknięte masową turystyką, a mają wiele ciekawego do zaoferowania. Na blogu nie zabraknie również luźnych refleksji dotyczących podróżniczej tematyki i odwiedzanych regionów.

 

Jedno przemyślenie nt. „Trudne nowego początki. Skąd się wziął pociąg do świata?

Dodaj komentarz

Close