Batumi – gruzińska wyspa szczęśliwości

Niegdyś słynny kurort i wakacyjne marzenie mieszkańców bloku wschodniego. Dziś odmienione nie do poznania – krzykliwe, szokujące, pełne sprzeczności i kontrastów, przyciągające rosyjskich oligarchów i europejskich backpackerów. Batumi – trzecie co do wielkości miasto w Gruzji, jedyne w swoim rodzaju.


Łykamy pierwsze kilometry po gruzińskich drogach

Pierwszy dzień naszej rowerowej tułaczki był nielekki. 130 kilometrów w nogach i niekończące się pagórki. Ale udało nam się tyle wykręcić przede wszystkim przez wczesny start – na lotnisku w Kutaisi wylądowaliśmy o 5 rano (w Polsce była dopiero trzecia!), więc po złożeniu rowerów i przepakowaniu bagażu przed 7 byliśmy gotowi do jazdy.

Kierowaliśmy się na Batumi, w pierwotnych planach chcieliśmy rozbić namiot kilka kilometrów przed miastem. Jednak cały dzień, mimo krótkiego snu w samolocie, jechało się nadzwyczaj dobrze. Mijając kolejne wsie chłonęliśmy nowe bodźce, przyciągając jak magnes ciekawskie spojrzenia mieszkańców. Dzieciaki siedzące na gankach machały do nas energicznie i wykrzykiwały radosne „hello!” lub jego gruziński odpowiednik. Pulchna Pani sklepowa z zainteresowaniem zapytała „Odkuda wy?” (skąd jesteście?), jak nam się podoba w okolicy i gdzie planujemy dzisiaj dojechać. Szybko poczuliśmy się dość swojsko.

Swoją drogą bardzo nie lubię uczucia dyskomfortu na początku podróży, bezpośrednio po przylocie samolotem. Jeszcze dosłownie chwilę temu byliśmy w Polsce, u siebie. Trzyipółgodzinny przelot do kraju odmiennego od naszego pod tak wieloma względami to istna teleportacja. Mimo poczucia ekscytacji związanym z poznawaniem nowego jeszcze przez jakiś czas czujemy się nieswojo. Do tego ciężko nam się przyzwyczaić do wszechobecnej brzydoty i nieładu architektonicznego. Po kolejnych wizytach na Ukrainie mój osobisty próg tolerancji na ten aspekt osiągnął najwyższą możliwą wartość, jednak w Gruzji ilość posępnych pozostałości dawnych zakładów przemysłowych, rozsypujących się poradzieckich pomników, domów i ogrodzeń sklecionych z byle czego, ledwo jeżdżących, kopcących samochodów… zdaje się nie mieć końca. Mój odbiór tego wszystkiego jest oczywiście pozytywny – w końcu również dla takich widoków tu przyjechałem!

Pierwsze kilometry. W kierunku Ozurgeti.

Gruzja Ładą stoi!

Świnka wydaje się zaciekawiona zawartością moich sakw 🙂

Typowe domy gruzińskie, jakie spotykamy na nizinach.

Ozurgeti. Plac miejski.

dsc02866Ozurgeti. Wiele kobiet chodzi ubranych w tradycyjne stroje przypominające muzułmańskie, mimo wiary chrześcijańskiej.

Gruzińskie domy są zazwyczaj duże i przestronne, jednak zaniedbane wizualnie.

p1040448Przydrożny stragan z łakociami prowadzony przez sympatyczną babuszkę.

Jeden z licznych, zaniedbanych pomników wojennych.

dsc02873Po drodze na wybrzeże straszą nas przemysłowe pozostałości regionu.

dsc02878


Batumi – szokujący futuryzm i przepych

Rozpisałem się nie na temat, a miało być przecież o Batumi. Miasto leży w południowo – zachodniej części kraju nad morzem Czarnym, zaledwie kilka kilometrów od granicy tureckiej. Jest stolicą autonomicznej republiki Adżarii oraz centrum rozrywkowym i wypoczynkowym całego kraju. Znajduje się tu słynny ogród botaniczny, 8-kilometrowa, elegancka promenada wzdłuż kamienistych plaż, sala koncertowa, delfinarium. Jest port, starówka, park rozrywki, ekskluzywne sklepy i drogie restauracje. Teoretycznie kurort, jakich wiele w Europie, nie wyróżniający się niczym szczególnym.

Widok na Batumi z plaży w Bobokvati.

Rozrywkowo – wypoczynkowe centrum kraju

Już z daleka widać, że miasto jest nietypowe, przynajmniej pod względem architektury. Z odległości 30 kilometrów wygląda niepoważnie, trochę jak wielki park rozrywki. Otóż w 2010 roku miłościwie panujący w Gruzji Michael Saakaszwili zapragnął nadać Batumi nowego blasku i przyciągnąć ponownie rzesze turystów. Zdawał sobie sprawę, że czasy świetności kurortu minęły wraz z upadkiem Związku Radzieckiego i zwiększeniem swobody podróżowania po Europie, toteż powstał dość ekscentryczny pomysł na renowację kurortu.

Stworzono tu ośmiokilometrową promenadę nadmorską, wzdłuż której pobudowano serię wielu dziwacznych, gigantomańskich budowli, pełniących rozmaite funkcje. Znajdziemy wzdłuż niej liczne budynki hotelowe o nietypowych kształtach, kilkunastopiętrowe, pstrokate apartamentowce, wybudowany we włoskim klimacie plac Piazza, gondolkową karuzelę zamontowaną u szczytu najwyższego budynku miasta… a nawet futurystyczny budynek Mc Donalds’a. Już przy samym porcie gdzie rozpoczyna się deptak, można zapomnieć, że jesteśmy nadal w Gruzji. Bujna zielona trawa i geometrycznie przycięta, śródziemnomorska roślinność szalenie kontrastuje ze wszystkim, co widzieliśmy jeszcze chwilę temu, jadąc przez wioski oddalone od morza.

Centralna ulica miasta Gogebashvili. Tutaj rozpoczyna się długi na 8 kilometrów bulwar nadmorski.

dsc02926Wygodny ciąg pieszo – rowerowy w kierunku ścisłego centrum. W tle po prawej Wieża Gruzińskiego Alfabetu, na której szczycie znajduje się kawiarenka.


Elegancka nowoczesność czy tandeta i kicz? Oceń sam!

Batumi to śmiała i chaotyczna mieszanka stylów – od zabytkowych, secesyjnych kamienic, przez socrealistyczne blokowiska, po nowoczesne drapacze chmur ze szkła i stali o futurystycznej bryle. Po głębszym poznaniu miasta ma się wrażenie, że brak mu jakiegokolwiek planu zagospodarowania przestrzennego – a może tak właśnie miało być i w tym tkwi wyjątkowość kurortu przyciągająca turystów? Z dala od nadmorskiej promenady nowoczesność stopniowo przechodzi w slums lub miesza się z nim. Normą są prestiżowe hotele z ładnym, przeszklonym atrium, stojące przy ulicy, gdzie nawet nie ma asfaltu. Idąc odremontowaną, wybrukowaną ulicą wzdłuż zrewitalizowanych kamienic i drogich witryn możemy natrafić na śmietnisko wieńczące koniec alejki lub paskudny rząd garaży osiedlowych i stojący od frontu wrak Łady. Choć nie da się ukryć, że władzom zależy na likwidacji takich miejsc. Im bliżej morza, tym schludniej i bardziej elegancko. Ponadto wciąż powstaje wiele nowych budynków, a zapuszczone ulice przynajmniej zyskują nawierzchnię bitumiczną i latarnie.

Wydawałoby się, że podstawową grupą docelową dla władz miasta są bogaci oligarchowie i inne „grube ryby” z byłych republik ZSRR oraz Turcy z racji bliskości granicy i niższych cen. Można tu jednak spotkać pełen przekrój turystów, w tym wielu z Polski i Ukrainy, za sprawą tanich połączeń drogą lotniczą i morską. Przy głównym przystanku autobusowym bez problemu spotkamy naganiaczy oferujących noclegi na kwaterach w granicach 30-40 zł  za noc. Jest sporo drogich restauracji, hoteli znanych marek i kasyn.

Czy Batumi może się każdemu spodobać?

Jednak niskobudżetowy turysta również znajdzie coś dla siebie – nie brakuje „normalnych” sklepów z niewygórowanymi cenami oraz knajpek serwujących tradycyjne, gruzińskie jedzonko. Im dalej od linii brzegowej, tym ceny niższe. Co ciekawe, w mieście funkcjonuje sieć rowerów miejskich (powstała wcześniej niż w Warszawie!), niestety jedyny sensownie poprowadzony odcinek ścieżki ciągnie się wzdłuż plaży. W innych miejscach niby da się znaleźć jej fragmenty, jednak są często pozastawiane przez samochody, a przy przejeżdżaniu przez pasy można stracić życie – auto w Gruzji ma bezwzględne pierwszeństwo, a kierowcy nie przejmują się pieszymi i rowerzystami.

Dzisiejsze Batumi ma niewiele wspólnego z sentymentalnymi herbacianymi polami, o których śpiewały Filipinki w latach 70-tych. Jest oryginalnym, cudacznym tworem, w który wpompowano gigantyczne pieniądze. Bardziej przypomina gruzińską wersję Las Vegas lub Dubaj w miniaturce. Jest „wyspą szczęśliwości” na mapie współczesnej Gruzji, mocno kontrastuje  z resztą regionu. Podobną niekonwencjonalność architektoniczną znajdziemy jedynie w Tbilisi, choć już bez takiego rozmachu. O Batumi mówi się również, jako stolicy światowego kiczu. Według mnie jednak, będąc w Gruzji warto tam pojechać i ocenić uderzającą niezwykłość tego miasta na własne oczy. Ja odwiedziłem je po raz drugi i mimo kilkukrotnego zbierania szczęki z chodnika uważam, że warto. Poniżej garstka zdjęć z nowej i starej części miasta (kilka z nich pochodzi z wycieczki w 2014 r.):

dsc02927Wieża czaczy. Swego czasu, o określonej godzinie, z jednej z fontann wytryskiwał słynny gruziński bimber. Obecnie niestety nieczynna.

dsc02931Wieża alfabetu gruzińskiego. Właściwie ta konstrukcja nie pełni żadnej funkcji, poza kawiarnią, do której się wjeżdża specjalną windą. No i w nocy jest kiczowato podświetlona, niczym na rynku choinka przed Bożym Narodzeniem.

dsc02932Port. Pomiędzy drogimi i luksusowymi jachtami dogorywają stare kutry rybackie.

Ruchomy pomnik Ali i Nino. Ośmiometrowe, awangardowe posągi kochanków poruszają się niezależnie, aby raz na jakiś czas zbliżyć się do siebie w pocałunku.

Kościół św. Mikołaja widziany z placu Piazza. Na pierwszym planie stacja roweru miejskiego.

dsc02917

A to jedna z ulic w „stanie przejściowym”, łącząca starą i nową część miasta.

Na drugim planie budynek Uniwersytetu Technologicznego z karuzelą dla turystów.

Plac Piazza we włoskim stylu.

Ścieżka rowerowa biegnąca wzdłuż głównej nadmorskiej promenady.

Wzdłuż deptaku napotkać można różnego rodzaju pomniki, rzeźby itp. Niestety pod żadną konstrukcją nie znajdziemy podpisu tłumaczącego, co autor miał na myśli.

Ta najpewniej sugeruje kolejnych kochanków 😉

A tak wygląda kamienista plaża Batumi przy ładnej aurze. Tłumów nawet nie ma, nie to co we Władysławowie 🙂

Apartamenty nadmorskie.

Najbardziej futurystyczny budynek Mc Donalds’a jaki widziałem 🙂

Na pierwszym planie budynek ratusza miejskiego.

Kolejne kosmiczne budynki mieszkalne.

Fontanna miejska. Każdego wieczoru na placyku nieopodal ulicy Ninoshvili rozgrywa się tu spektakl dźwięków i świateł. Mimo dużego rozmachu przedsięwzięcia, nie gromadzi ono zbyt wielu widzów.

Po niektórych budynkach widać, że architekci mieli bujną wyobraźnię.

Dalej od centrum zaczynają się kontrasty. Bloki mieszkalne przeplatają się z nowoczesnymi budynkami.

Bajkowe postacie w parku.

Ciężko znaleźć sensowną interpretację dla olbrzymich japonek postawionych na jajkach.

Typowe bloki mieszkalne. Zwracają uwagę dobudówki balkonowe, co pozwala powiększyć mieszkanie o kolejny pokój.

Bazar Hopa. Jedno z tych miejsc, gdzie można kupić wszystko.

A oto pogodny mieszkaniec Batumi, który zaprosił nas do siebie na degustację czaczy. Niestety tego dnia planowaliśmy przejechać jeszcze 70 km, więc z przykrością odmówiliśmy.

W spożywczej części bazaru kupuję kilka czurczeli – to tzw. „gruziński snickers”, czyli orzechy zalane zastygłą masą winogronową. Pycha!

Stoiska obfitują też we wszelkiej maści przyprawy…

Bloków ciąg dalszy. Tutaj balkon wyposażony w gustowną balustradkę 🙂

Pewne konstrukcje przeczą znanym powszechnie prawom fizyki.
  dsc02967
dsc02968
dsc06611


Zdziwieni? Zszokowani? Zapraszam do pozostawienia swojej opinii o Batumi w komentarzu!

Więcej zdjęć z Batumi i całej wyprawy do Gruzji możesz znaleźć tutaj.

Zobacz także:

Bagienny tramwaj w Odessie
Cała prawda o ukraińskich drogach
Norwegia – samotnie szlakiem wzdłuż Lysefjord

 

7 przemyśleń nt. „Batumi – gruzińska wyspa szczęśliwości

  1. Batumi eh Batumi, jest tam wszystko i nic:
    Tandeta i nowoczesność.
    Chrześcijaństwo i Islam
    Azja i Europa
    Duże pieniądze i bieda
    Prawdziwe zabytki i kiczowate instalacje je imitujące

    Jedyne czego tam brak to tych herbacianych pól z piosenki 🙂

  2. „Wieża alfabetu gruzińskiego. Właściwie ta konstrukcja nie pełni żadnej funkcji, poza kawiarnią, do której się wjeżdża specjalną windą. No i w nocy jest kiczowato podświetlona, niczym na rynku choinka przed Bożym Narodzeniem.”

    Brzmi jak taka jedna budowla, wieża Eiffla w Paryżu, nie wiem czy o niej słyszeliście…

Dodaj komentarz

Close