Lipniażka – opuszczone miasto na Ukrainie

Na terenie Ukrainy znajduje się wiele całkiem młodych miast, powstałych w ubiegłym wieku. Większe lub mniejsze ośrodki miejskie budowane były przede wszystkim dla pracowników pobliskich zakładów przemysłowych (najczęściej miasto powstawało równolegle z fabryką). Naturalnie, towarzyszy im wszelaka infrastruktura socjalna (szkoły, szpitale, służby bezpieczeństwa), dająca niezależność i umożliwiająca zaspokajanie podstawowych potrzeb. Podobne miasta nigdy nie znalazły i nie znajdą się na mapie turystycznej kraju – brakuje w nich zabytków, nie posiadają interesującej, wielowiekowej historii. Jednak nie taka jest ich funkcja – tu ma się dobrze i wygodnie mieszkać, ma być blisko do pracy. Państwo oferuje mieszkanie dla rodziny – starsi chodzą do pracy, dzieci do szkoły. Nierzadko 80% ludzi w wieku produkcyjnym jest zatrudnionych w wielkim kombinacie, z górującymi nad szarym blokowiskiem kominami.

W takim razie co się stanie z takim miastem, gdy dająca zatrudnienie fabryka upadnie…?

Miasto-widmo

Ano miasto umrze śmiercią naturalną. Bo gdzie te 80% mieszkańców ma znaleźć pracę? Na terenie byłych republik ZSRR zjawisko powstawania miast-widm jest zauważalne szczególnie w przypadku niewielkich ośrodków. Tam faktycznie „całe miasto” pracowało w jednym zakładzie. Gdy go zamknięto, mieszkańcy rozproszyli się po całym obwodzie (ukraiński odpowiednik województwa) gdzie szansa na znalezienie pracy była większa. Do opustoszałych bloków przestała dopływać woda i gaz, w mieszkaniach pozostali tylko nieliczni.

Przykładem takiego miasta-widma jest Lipniażka na Ukrainie. Rozwój miejscowości nastąpił w roku 1986, kiedy w okolicy otwarto cukrownię. W przygotowanych dla pracowników blokach zamieszkało kilka tysięcy osób. Jak to możliwe, że dziś, po zaledwie trzydziestu latach w miasteczku pozostały pojedyncze osoby a po cukrowni pozostała kupa gruzu?

Betonowy, 6-metrowy bocian. Czy naprawdę swego czasu uważano podobne pomniki za ładne? W tle nasze opuszczone miasto.

Lipniażka. Szeregowo ustawione bloki.

Szeroki trotuar biegnący przez serce osiedla powoli pochłania roślinność.

Eksplorację czas zacząć

Jadąc główną drogą mijamy tabliczkę „Lipniażka”, lecz do właściwej części miasta musimy kawałek odbić. Kierujemy się na azymut, droga prowadząca w interesującym nas kierunku jest bowiem nieuczęszczana i trochę zarośnięta. Jednak docieramy bez problemu, zza szpaleru drzew posadzonych wzdłuż traktu wyłaniają się zabudowania. Wokół nie ma nikogo, przed nami stoi kilkanaście szarych, smutnych bloków, w większości pozbawionych szyb w oknach. Parkujemy auto i ruszamy na eksplorację. 

Do większości klatek dostajemy się bez problemu. W zależności od bloku ich stan się różni – być może jednostki były opuszczane w różnych odstępach czasowych.


Widok na gruzowisko pozostałe po zburzonej w 2006 roku cukrowni.



Książki, zabawki, meble, a nawet… telewizor

Jesteśmy zdziwieni, jak wiele znajdujemy w mieszkaniach przedmiotów pozostałych po lokatorach. Najprawdopodobniej ludzie wyprowadzający się z Lipniażki mieli odpowiednio dużo czasu na zabranie ze sobą wszystkich rzeczy z mieszkań – w przeciwieństwie do sytuacji np. z Czarnobyla, gdzie po ogłoszeniu alarmu należało opuścić mieszkania w przeciągu kilkudziesięciu minut. Być może po prostu część rzeczy nie była potrzebna lub nie zmieściła się do samochodu. Kilka pomieszczeń wygląda dosłownie, jakby ktoś wyszedł „na chwilę”, do sklepu czy szkoły. I nie wrócił, pozostawiając mieszkanie na łaskę matki natury, która poprzez opady atmosferyczne i zmieniające się pory roku błyskawicznie dokonuje dzieła zniszczenia. 


W mieszkaniach pozostało kilka szkaradnych przytulanek.

 
Znaleziony polski akcent – „Chłopi” Władysława Reymonta.




Zwraca uwagę kalendarz z 2005 roku – prawdopodobny rok opuszczenia mieszkania.

 

W ciągu czterech godzin udaje nam się zwiedzić kilka bloków. W kolejnym zauważamy, że drzwi klatki są zamknięte a zza kuchennej firanki na parterze przemyka jakaś postać. Czyżby faktycznie ktoś pozostał w Lipniażce i mimo odcięcia bloki od mediów nadal zajmował lokal? Pozostawiamy te pytania bez odpowiedzi i kończymy zwiedzanie. Na zakończenie zdjęcie dużego gmachu szkoły, w której obecnie funkcjonuje tylko kilka klas dla dzieci zamieszkujących domy jednorodzinne w drugiej części miejscowości.


 

Dodaj komentarz