Nocowanie w namiocie na dziko – 5 rzeczy, które musisz wiedzieć!

Możesz go rozbić gdzie chcesz – na łące, w lesie nad jeziorem. Nie musisz nic wcześniej rezerwować – gdy słońce chyli się ku zachodowi, wystarczy znaleźć spokojną i bezpieczną lokalizację, trochę płaskiego terenu i już można go stawiać. Nocowanie w namiocie na dziko to nie tylko przygoda i poczucie swobody, ale także zwykła oszczędność pieniędzy!

Nocowanie w namiocie na dziko – czy rzeczywiście jest się czego bać?

Ktoś powie, że przecież za zakup namiotu też trzeba zapłacić. Do tego karimata, nie najgorszy śpiwór, aby uzyskać komfort termiczny. To wszystko prawda, jednak jeżeli będziemy należycie dbali o nasz ekwipunek, początkowa, wydawać by się mogło spora inwestycja, już po kilku noclegach zwróci się z nawiązką.

Oczywiście na temat plusów i minusów spania w namiocie można dyskutować godzinami. Są ludzie, którzy nie wyobrażają sobie nocy bez ciepłej kołdry i prysznica; są też tacy, które zawsze i wszędzie podróżują ze swoim przenośnym domem. Poprzez ten post chciałbym dotrzeć do osób, które z jakichś powodów się wahają przed swoim „pierwszym razem” pod namiotem, czegoś się obawiają, coś je hamuje. Temat jest szeroki, więc ograniczę się narazie do noclegów „na dziko”, czyli na własną rękę, z dala od ludzkich osad i pól namiotowych.

O noclegach w namiocie na dziko krążą różne opinie. Na pewno każdy z Was słyszał (być może podobnie jak ja, od nadopiekuńczej cioci), że to niebezpieczne, że okradną, że zaatakują dzikie zwierzęta albo przynajmniej się nie wyśpicie na twardej ziemi. Osoby, które głoszą podobne herezje albo nigdy nie spały na dziko w namiocie, albo robiły to raz i zwyczajnie się zraziły z jakiegoś powodu. Za chwilę bez precedensu obalę te stereotypy. Nie słuchajcie złych proroków!

Nie uważam siebie za eksperta, ale jeśliby tak podliczyć to pod namiotem przespałem z pół roku swojego życia. Nie raz złapał mnie deszcz lub burza, jednak NIGDY nie napadło mnie dzikie zwierzę, a tym bardziej człowiek.

Dlatego postanowiłem przygotować kilka porad w punktach, związanych z noclegiem w namiocie „na dziko”. Mam nadzieję, że wyjdę naprzeciw Twoim obawom.


1. Lokalizacja

Kluczowa sprawa – zanim w ogóle pomyślimy o wyjęciu namiotu z worka, musimy zastanowić się gdzie chcemy spać. W zależności od tego gdzie się znajdujemy i jakie warunki pogodowe nas czekają, staramy się wybrać najkorzystniejszą dla siebie opcję. Uniwersalną zasadą jest unikanie skupisk ludzkich – im dalej znajdujemy się od wsi, tym lepiej (wyjątek stanowi nocleg u kogoś, tzw. spanie „na gospodarza”).

Jadąc przez wieś rowerem lub idąc z plecakiem piechotą staramy się nie sugerować nadto, że planujemy rozbić namiot w okolicy. Dla własnego bezpieczeństwa. Najlepiej oddalić się nieco od głównej drogi (lub jakiejkolwiek drogi) i znaleźć miejsce nie rzucające się w oczy z daleka. Kolor namiotu powinien być stonowany, nie kupujcie broń Boże namiotów w modnych, jaskrawych kolorach!

W lesie czy nawet małym zagajniku nie powinno być problemu ze znalezieniem miejsca pod namiot. Nad jeziorami (szczególnie w Polsce) część terenów nad brzegiem może być prywatna, staramy się więc cierpliwie szukać „ziemi niczyjej”. W przypadku jazdy samochodem mamy trochę utrudnione zadanie, do miejsca potencjalnego biwaku trzeba dojechać. Z drugiej strony jesteśmy mobilni – możemy przejechać więcej w krótszym czasie.

Osobiście polubiłem rozbijanie namiotu w różnego rodzaju pustostanach (jeśli budynek jest w przyzwoitym stanie) lub w ich sąsiedztwie. Spanie w takim miejscach ma swój klimat, często można znaleźć udogodnienia (np. ławkę, stół), a ściana budynku może osłaniać od wiatru.

 

Nocleg w sąsiedztwie opuszczonej fabryki na Łotwie. 


Unikajmy ludzi, ale nie popadajmy w paranoję…

Starajmy się, w miarę możliwości, znaleźć miejscówkę i rozbić namiot jeszcze przed zmrokiem. Samo rozkładanie pałąków zajmie mniej czasu, a przede wszystkim uda nam się racjonalnie ocenić okolicę noclegu. Zdarzyło się już kilka razy, że rozbijałem po nocy namiot z poczuciem odosobnienia, a rano się okazało, że za drzewami stoi kilka domów 😉

Zwykle staram się przygotowywać biwak niezauważony, jednak nie popadajmy w skrajności. Jeśli przypadkiem spotkamy grzybiarza lub leśnego spacerowicza, nadal istnieje dość nikłe prawdopodobieństwo, że wróci w to miejsce nocą z kijem bejsbolowym, aby nas okraść z kosztowności. Czasem, gdy nie jesteśmy pewni, warto powiedzieć „dobry wieczór” i zwyczajnie zagadać.

Jeśli właściwie wybraliśmy lokalizację naszego obozowiska, szansa, że akurat ktoś w nocy się na nie natknie i nas zaatakuje we śnie jest bliska zeru. Zboczeńcy, grasujący po ciemnych lasach to mit! Już chyba łatwiej dostać w głowę w którymkolwiek polskim mieście, wracając na rauszu nocnym autobusem.

 

2. Udogodnienia w Naszym Miejscu

Jeżeli mamy taką możliwość, warto zapewnić sobie dostęp do wody. Taka lokalizacja ma same plusy – możemy się przemyć, umyć naczynia, nabrać wody do gotowania (jeśli źródło jest pewne). Może to być np. studnia, choć rzeka lub jezioro niesie za sobą dodatkowo walory krajobrazowe 🙂

Na polu, czy w lesie?

Osobiście jestem zwolennikiem spania w lesie. Osłonięty teren zmniejsza odczuwalną siłę wiatru i poziom porannej rosy, właściwie kamufluje, a także zapewnia drewno na opał. Pola stanowią większość niezabudowanych terenów w Polsce, jednak na samym polu rozbić się nie da – trzeba znaleźć skrawek ugoru lub łąki. Jest też duże prawdopodobieństwo spotkania traktora o poranku 🙂 W chłodniejsze miesiące poranna rosa bardzo zmniejsza odczuwalną temperaturę, szczególnie gdy w okolicy znajduje się ciek wodny. Wtedy takich miejsc należy zdecydowanie unikać.

Omijamy także szerokim łukiem tereny podmokłe, bagna – grunt niestabilny, wieczorem zwiększona aktywność owadów.

Gdy rozbijamy namiot nad brzegiem morza, weźmy poprawkę na przypływ lub wyższe i dalej idące fale. Ja raz nie wziąłem – o 5 rano woda wraz z małymi rakami zaczęła się wlewać do przedsionka, trzeba było się zebrać w tempie ekspresowym 😉

Bułgaria. Poranna, wrześniowa rosa czasem potrafi skutecznie zniechęcić do wyjścia z namiotu, na szczęście mocne słońce wyglądające zza góry szybko osuszy i podgrzeje powietrze.

Ukraina, Krym. Mimo bezwietrznego dnia, w nocy zwiększyły się fale podtapiając trochę nasz namiot. 

 

 

Czasem w lasach można spotkać specjalnie przygotowane miejsca do biwakowania (według moich obserwacji, jest to szczególnie popularne w krajach byłego ZSRR i w Skandynawii). Proste wyposażenie w drewnianą wiatę, palenisko obłożone kamieniami, czasem śmietnik i toaleta – niby niewiele, a bardzo ułatwia życie. Jest gdzie usiąść, można rozpalić kuchenkę lub legalne ognisko.

Gdy rozpalamy ognisko poza miejscami specjalnie do tego przygotowanymi (szczególnie w lesie), pamiętajmy o właściwym zabezpieczeniu bezpośredniej okolicy (obłożenie paleniska kamieniami lub piaskiem) i właściwym zgaszeniu. Rozgrabienie żaru nie wystarczy, nocne podmuchy wiatru mogą go przenieść dalej i podpalić suchą trawę.

Ukraina, Krym. Aby zapewnić sobie trochę cienia, zrobiliśmy daszek z tego, co akurat mieliśmy. Potrzeba matką wynalazków!

 


3. Wybór miejsca na rozłożenie namiotu

Gdy już wiemy, że chcemy postawić namiot właśnie na tej łące, właśnie nad tą rzeką… przychodzi czas na dokładny wybór miejsca. Nie ignorujmy tego aspektu rozkładając go gdzie popadnie – od tego zależy komfort naszego snu. A chyba każdy lubi spać wygodnie 🙂

Przede wszystkim należy usunąć wszelkie kamienie, kolce i gałęzie z miejsca, w którym będzie stać namiot. W nocy taki kamień może się nam wbijać w plecy, a kolec przebić materac, na którym śpimy. Zanim złożymy stelaż, połóżmy się na rozłożonym materiale. Sprawdźmy, czy pod nami nie ma niewygodnych górek lub wystających patyków. Dopiero wtedy możemy przystąpić do rozkładania stelaża i mocowania tropiku linkami.

No właśnie, linki. Gdy istnieje prawdopodobieństwo opadów lub silnego wiatru, przymocujmy namiot do podłoża wszystkimi linkami. Przed wyjazdem zerknijmy, czy mamy odpowiednią ilość śledzi w zanadrzu, aby to uczynić. Dobrze nałożony tropik na namiot zapewni nam ochronę od wilgoci i wiatru. Szczególnie zwróćmy na to uwagę na terenie odkrytym.

W bardzo ciepłym klimacie czasem można spać bez tropiku, rozkładając samą sypialnię. Jednak robimy tak tylko w przypadku gdy mamy pewność, że nie będzie padać.

Aby osłonić namiot od wiatru, wykorzystajmy ukształtowanie terenu i istniejące budynki. Noclegi za ścianą opuszczonego budynku lub w naturalnym dołku minimalizują tę niedogodność. Choć rozbijając namiot w dołku też uważajmy – po obfitych opadach woda w taką nieckę może spłynąć i zamienić nasze miejsce w jezioro 🙂

Ostatnia rzecz – poranne słońce. Latem, po bezchmurnej nocy, może sprawić, że przed szóstą rano wewnątrz namiotu będzie niczym w saunie. Natomiast wczesną wiosną może wprowadzić do namiotu przyjemne ciepełko. Zastanówmy się, z której strony będą padać poranne promienie i weźmy również ten czynnik pod uwagę.

Czarnogóra. Opuszczony pustostan skutecznie osłaniał namiot od wiatru.  

Gruzja. Nocleg w terenowym zagłębieniu w celu ochrony od wiatru.

Islandia. Czasem, mimo niesprzyjających warunków, po prostu nie ma za czym się schować. W takim wypadku mocujemy namiot do podłoża wszystkimi linkami. 

 

4. Bezpieczeństwo

Nocowanie w namiocie na dziko  jest bardzo bezpieczne, jeśli zachowamy trzeźwy umysł i nie będziemy kusić losu. O wyborze bezpiecznej lokalizacji było powyżej, pamiętajmy jednak że to najważniejsza kwestia. Tym bezpieczniej im dalej od zabudowy, odludne, głuche miejsce będzie w tym przypadku najtrafniejszym wyborem.

Ważna jest też nasza subiektywna opinia, co do bezpieczeństwa miejsca – jeśli coś nam mówi, że to nie będzie dobry nocleg, coś jest podejrzane, spotkaliśmy nieciekawe towarzystwo w siąsiedztwie noclegu, podjedźmy kilka kilometrów dalej, co nam szkodzi?

Mimo dobrej lokalizacji, zabezpieczmy nasz ekwipunek. Wyjmijmy kluczyki ze stacyjki, zamknijmy nasze samochody. Rowery połóżmy blisko namiotu (najlepiej po stronie głowy), możemy je spiąć ze sobą lub włożyć pomiędzy jakiś przedmiot (plastikowe lub szklane butelki, szeleszczącą folię). Jeżdżąc swego czasu na rowerach z kumplem, każdego wieczoru z pieczołowitością plątał oba rowery gumowymi ekspanderami, niezależnie od miejsca biwaku. To był już rytuał, jednak faktycznie eliminował ryzyko kradzieży wręcz całkowicie.

Pamiętajmy, aby nic cennego nie zostawiać na zewnątrz namiotu. Sakwy albo plecaki schowajmy do przedsionków lub do środka, jeśli jest miejsce. Dokumenty i pieniądze miejmy zawsze przy sobie, w środku namiotu.

Szczególną uwagę zwróćmy na jedzenie – nadgryziony kawałek kiełbasy, który nie zainteresuje człowieka, z dużym prawdopodobieństwem przyciągnie zwierzaki. Zanim zasuniemy suwak namiotu od środka, upewnijmy się, że posiłek nie został na zewnątrz. Jeśli nie możemy lub nie chcemy schować go do namiotu, połóżmy go co najmniej kilka metrów dalej lub powieśmy na gałęzi w torbie.

Sama nasza obecność nocą w lesie nie powinna przyciągnąć zwierząt. Pamiętajmy, że w znakomitej większości przypadków to one boją się bardziej nas, niż my ich. Nawet gdy usłyszymy dzika czy sarnę przechodzącą obok, nie panikujmy.

Wyróbmy sobie także nawyk zamykania namiotu, gdy w nim nie przebywamy. Nocując na naszych Mazurach mogą do środka wlecieć co najwyżej komary, jednak już w Albanii możemy znaleźć zagnieżdżonego pod karimatą węża…

5. Legalność

Niestety nie we wszystkich miejscach na Ziemi nocleg w namiocie na dziko jest legalny. W Danii, we Włoszech, Francji, Szwajcarii czy na Cyprze na przykład dozwolone jest wyłącznie rozbijanie namiotu na polach namiotowych lub prywatnych posesjach. W krajach Skandynawskich (Norwegia, Szwecja, Finlandia, Islandia) natomiast zgodnie z prawem można rozbić namiot na terenie publicznym, w pewnej odległości od zabudowy.

W wielu państwach (w tym w Polsce) nie możemy biwakować na terenie Parków Narodowych i Krajobrazowych poza miejscami do tego wyznaczonymi. W naszym kraju także oficjalnie powinniśmy uzyskać zgodę na rozbicie namiotu w lesie lub na plaży – w większości przypadków są to tereny należące do właściwego Nadleśnictwa lub Urzędu Morskiego. W praktyce, jeśli ustawimy nasz przenośny domek pomiędzy drzewami na jedną noc, nie będziemy robić grubej imprezy i pozostawimy miejsce w takim stanie, jakim je zastaliśmy, mandat raczej nam nie grozi….

Przepisy przepisami, a rzeczywistość często jest inna. Niektóre z państw, w których obowiązuje prawny zakaz biwakowania nie wyciąga żadnych konsekwencji od turystów, czasem ten zapis jest po prostu martwy. W innych za nieprzestrzeganie zakazu grożą surowe kary i lepiej się nie wychylać.

Bez względu na wszystko starajmy się dostosować do społecznych norm panujących w kraju, który odwiedzamy. Pamiętajmy, że jesteśmy tylko gośćmi. Nie hałasujmy, jeśli ktoś może nas usłyszeć, nie dewastujmy przyrody, a przede wszystkim nie śmiećmy! Rano wszystkie pozostałości wczorajszej kolacji pozbierajmy grzecznie do torebki i wyrzućmy do najbliższego śmietnika. Poranną toaletę załatwmy w ustronny miejscu, nie na środku obok ścieżki. Pozostawmy miejsce takim, jakie sami chcielibyśmy zastać.


A poniżej fotograficzne dowody, że z miejsca biwakowego przy odrobinie szczęścia możemy mieć lepszy widok niż z hotelowego okna:




Gdy już wszystko wiesz… ruszaj w drogę!

Już znasz podstawowe aspekty, jak powinien wyglądać nocleg w namiocie na dziko pod kątem logistycznym. Pamiętaj w każdym momencie, że przede wszystkim liczy się Twój rozsądek, który jest ponad sztywnymi regułami!

Gdy zastosujesz powyższe wskazówki w praktyce, rozpal koło swojego przenośnego domu małe ognisko (byle nie za blisko! ;)), rozsiądź się wygodnie na karimacie i chłoń piękno natury, ciszę… ciesz się tą magiczną, ulotną chwilą.

 


Zobacz także:

Jura Krakowsko – Częstochowska rowerem
Co spakować na wyprawę rowerową?
Tatry – Orla Perć od Granatów do Koziego Wierchu
Krym na rowerze – Jałta, szczyt Aj-Petri, najdłuższa europejska linia tolejbusowa
La Graciosa – prawie bezludna wyspa
Podróż na własną rękę – jak zmniejszyć wydatki?

20 przemyśleń nt. „Nocowanie w namiocie na dziko – 5 rzeczy, które musisz wiedzieć!

    • W bezpieczniejszych czasach? Tylko tak Ci się wydaje. Nie było GPS, komórek, rozwiniętej kryminologii. Dziś ktoś może Cię okraść i policja machnie ręką, ale jak ktoś Cię skrzywdzi, oprawca ma wielokrotnie niższe szanse na ukrycie się niż lata temu. Kamery na ulicach, namierzanie komórki, zdjęcia satelitarne, drony… Kiedyś mordercy i gwałciciele chodzili po wioskach i często byli bezkarni. Często ich zbrodnie nie pojawiały się w gazetach, bo brakowało regionalnych żurnalistów, a nie zawsze był czas i pieniądze, by ruszyć się z miasta na miejsce zbrodni. Dziś pojawić się w dowolnym miejscu to kwestia maksymalnie kilku godzin, ale tak naprawdę wszelkie informacje dziennikarz może zaczerpnąć bez wychodzenia z biura mailowo lub telefonicznie i opisać sprawę. Statystycznie jest dziś tak bezpiecznie jak jeszcze nigdy w historii.

      • Teoretycznie masz rację, ale moim zdaniem, nie do końca. Wydaje mi się, że dawniej było mniej różnej maści psycholi. A dzisiaj potrafią człowieka napaść, pobić i Bóg wie co jeszcze choćby tylko po to, żeby wrzucić „fajny” filmik na fejsa.

        • Nie wiem, czy warto tak generalizować. Zawsze jakiś odsetek społeczeństwa był niebezpieczny, kiedyś po prostu mniej nagłaśniano podobne sprawy…

  1. Osobiście również z namiotem Gotland IV przemierzyłam kilometry. Rower z sakwami i dwójka dzieci w przyczepce. Był czas na nocleg na dziko (Czechy , Włochy). Niestety teraz czas jest trudniejszy na tego typu wypady. Najważniejszą zasadą było pilnowanie zapasu wody i minimalnego prowiantu reszta jakoś się udaje. Namiot i dobry śpiwór dały duży komfort. Pozdrawiam

  2. mnie kiedyś w namiocie (w dodatku podczas samodzielnego spania) zaatakował zwierzak – pod moimi nogami kret próbował wykopać kopiec. Obudziło mnie „podrzucanie” moich nóg – bardzo nieprzyjemna, stresująca pobudka po godzinie snu. Zanim się w te kilkanaście sekund rozbudziłem na tyle, żeby zrozumieć co się dzieje, przez chwilę myślałem że to trzęsienie ziemi.

    Ogrodzony kamping polecam szczególnie tam, gdzie dzikie zwierzęta są i maja mało miejsca. Np. na półwyspie helskim – tylko dzięki temu, że spałem na campingu ogrodzonym metalową siatką, biwaku nie spustoszyły dziki; za to liski zapuszczały się na camping i kradły jedzenie.

    Co do wyboru miejsca, kiedyś rozbijalem namiot po północy, wybór miejsca w kompletnej ciemności. Miejscowość nadmorska nieturystyczna w Anglii, jednak nie miałem planu samej miejscowości. Znalazłem odludzie. Miałem nadzieję, że rozbijam się w pobiżu plazy – słychać było szum w odległości kilkuset metrów; ze względu na pogodę nie decydowałem się rozbić „bliżej morza”. Rano „szumiące morze” okazało się czynną całą dobę fabryką, a do morza kilka km.

    • Faktycznie z tymi zwierzakami na niewielkich przestrzeniach może być problem. Ja rozbijałem się raz na mierzei Helskiej, jednak żadne zwierzątko mi nie przeszkodziło we śnie. Z zaskoczeniem co do otoczenia noclegu po rozbiciu się w środku nocy niestety trzeba się liczyć, ale czasem po prostu nie da się inaczej. Trudno obejść całą okolicę biwaku z latarką, a pole wiedzenia mamy jednak dużo mniejsze niż w dzień.

  3. Widzę, że posiadasz i używasz Fiorda N. Andy II … Kupiłbyś go po raz drugi ? 🙂 sam właśnie zakupiłem andy III gdyż podróżować z nim będe ze swoją kobietą (tygodniowe wyprawy) i jak zobaczyłem, że używasz tego namiotu naprawde poprawił mi sie nastrój 😀 w majówkę w Polske ! a dokładnie woj. Pomorskie 🙂 Malbork Gdańsk Sopot Gdynia Hel Łeba Koscierzyna Warszawa i z powrotem do domu czyli do KRK 🙂 pozdro.

    • Powiem, szczerze, że według mnie niewygórowana cena współgra z całkiem niezłą jakością. Nigdy nie szukałem towarów z najwyższej, a także najdroższej półki, więc nie wiem jak FN Andy wypada w porównaniu do modeli np. powyżej 1000 zł, jednak ja jestem z niego zadowolony. Przetrwał sporo ekstremalnie wietrznych nocy, dopiero teraz po dwóch latach porwał mi się materiał w jednym miejscu i nadłamały pałąki. Myślę, że na nasze polskie warunki spokojnie można go używać. Również pozdrawiam! 🙂

      • No to super ! Myślałem też o Marabucie Gwinea, ale wolałem wydać 400 zł na inne równie przydatne rzeczy 🙂
        dzieki za artykuł, bardzo przydatny ! Powodzenia w następnych podróżach 🙂 aa no i bacznie obserwuje od dziś Twojego bloga ! Świetne wskazówki

        • Miło mi, bardzo dziękuję! 🙂 Tobie również życzę powodzenia w podróżach i użytkowaniu namiotu, oby służył Ci tak dobrze jak mnie 🙂

  4. Artykuł bardzo dobry a do tego tez zdjęcia <3
    Mamy jednak pytanie wybieram się teraz pierwszy raz na taki wypad zupełnie na dziko 😀 czy masz może jakieś sprawdzone miejsce noclegu w Gdańsku?

    • Dziękuję 🙂 W okolicach Gdańska spałem tylko na plaży w Sobieszewie (w sumie to administracyjnie już Gdańsk) choć od znajomych słyszałem, że w lasy Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego też można się zapuścić. Choć nie wiem, jak nocleg w obu tych miejscówkach wygląda pod katem zgodności prawnej…

  5. Tak przy okazji ostatniego pytania i odpowiedzi, w Polsce nigdzie nie można legalnie biwakować „na dziko”. Popraw lepiej tą informację, bo wprowadzasz ludzi w błąd i możesz ich narazić na spore kłopoty.
    Można ryzykować i zwykle pewnie się udaje, ale jest to nielegalne i grożą za to kary, szczególnie na plaży ryzyko jest większe, bo jesteśmy widoczni, a straż graniczna lubi ją patrolować.

    • Dziękuję za uwagi – wiem, że na plaży, wydmach, w parkach krajobrazowych i narodowych nie można biwakować. W innych miejscach ponoć tak. Zweryfikuję w najbliższym czasie swoje źródła i w razie czego poprawię, bo zasiałeś we mnie wątpliwość… 😉

  6. Dawid, wybieram się w tym roku na dłuższą rowerową ekspedycję z hamakiem. Co do samej mierzei helskiej, zdradź, jaka lokalizacja na dziko jest najbezpieczniejsza? Opieram się obecnie na mapach satelitarnych i szukam miejsc najdalej położonych od ludzi, jednak czasami trudno o to w sezonie. Po prostu gdzieś w głąb lasu jakiś km od dróg? Czy może odradzasz nocowanie na dziko na mierzei w sezonie?

    • Jak dobrze wiemy, jest to nielegalne, więc nie mogę wprost zarekomendować Ci noclegu bez obaw o konsekwencje 🙂 W praktyce miałem raz okazję spać na półwyspie niedaleko Helu, pomiędzy torami A plażą. Miejsce bezpieczne, oddalone znacznie od pól namiotowych. Oczywiście cichutko i bez śladu… Ale musieliśmy się wyrobić na pociąg na 5 rano,więc zależało nam na bliskości stacji.

Dodaj komentarz