Porto – spacer labiryntem brukowanych uliczek wprost do winiarni

Bury kot leniwie przeciąga się w bramie kamienicy wydając z siebie długie mruknięcie. Na podwórku dzieciaki grają w piłkę, obok przy kawiarnianym stoliku pochłonięta lekturą kobieta sączy espresso. Gdzieś tam w głowie błędnie sklasyfikowałem Portugalię jako część zachodniego świata. Może nie tak prężnie rozwiniętą jak Niemcy czy wymuskaną niczym Holandia, ale jednak zachód. Pobyt w Porto już w pierwszej chwili bezpowrotnie rozwiał to mylne wrażenie. Portugalia to ni wschód, ni zachód, a południe. Tutaj czas płynie wolniej, na oświetlonych słońcem twarzach częściej gości szczery uśmiech niż grymas zacięcia; tak znane w naszym świecie powiedzenie – „czas to pieniądz” – tu jakby traci na znaczeniu. 

Poddaj się chwili, spróbuj się zgubić!

Pomysł wyjazdu do Portugalii narodził się zimą, gdy za oknem mojego warszawskiego mieszkania siąpił deszcz, stopniowo przechodzący w śnieg. Udało się kupić bilety z przesiadką na luty – wtedy w Porto temperatury oscylowały w granicach 15-17 stopni – idealne wakacje od zimy. Czasu w samej Portugalii nie mieliśmy za wiele, bo tylko niecałe 5 dni, jednak to wystarczyło aby w dość szybkim tempie poznać Porto, do którego przylecieliśmy oraz jego bliższe i dalsze okolice. W tym celu na dwa dni wynajęliśmy samochód. W tym wpisie jednak skupię się wyłącznie na Porto – ale nie na głównych zabytkach i słynnych placach. Charakter i układ urbanistyczny Porto sprzyja… zgubieniu się. Tak. To jedno z tych miast, w którym powinieneś schować mapę głęboko do plecaka i po prostu iść przed siebie. Już po chwili, błądząc przez wąskie zakamarki między malutkimi kamienicami znajdziesz urokliwe miejsca, które w swojej spontaniczności mają niepowtarzalny magnetyzm. Poddaj się chwili, nie zwiedzaj zgodnie ze schematami. Zgub się.

Obdrapane Porto, które niczego nie ukrywa

W Portugalii czas płynie inaczej. Siedzisz z filiżanką kawy przy mikroskopijnym stoliku małej kawiarni, podziwiasz ciasno zabudowane kamieniczkami wzgórze, z knajpki obok wylewają się przyjemne dla ucha odgłosy fado. Na twarzach mieszkańców widzisz uśmiech,  poddajesz się atmosferze totalnego luzu, czego tak rzadko doświadczasz w Polsce. Tu niewiele rzeczy jest na pokaz, zabytkowe budynki nie są przypudrowane na siłę. Podniszczone fasady większości kamienic są nadgryzione naturalnym zębem czasu, nikt niczego nie ukrywa. Wszystko to tworzy jednorodny, spójny klimat, miasto ma swój specyficzny charakter,  który przyciąga jak magnes i nie chce wypuścić. Choć z zasady nie przepadam za dłuższym pobytem w miastach i zazwyczaj już po dwóch dniach ciągnie mnie w mniej zurbanizowaną okolicę, w Porto mógłbym zabawić dłużej. Eksploracja skomplikowanego labiryntu krętych, wąskich uliczek prędko by mi się nie znudziła. Ponoć Lizbona jest podobna w tym względzie,  niestety tym razem nie dane nam było się przekonać. 






Porto słynące z mocnego Porto

Porto to drugie co do wielkości miasto Portugalii – wraz ze sporą aglomeracją liczy ok. 1,7 mln mieszkańców. Miasto jest malowniczo położone na wzgórzach u samego ujścia rzeki Duoro do oceanu Atlantyckiego. To tutaj, w kilkunastu winiarniach, zlokalizowanych głównie po południowej stronie rzeki (w miasteczku Villa Nova de Gaia) butelkuje się słynne wino Porto, charakteryzujące się wysoką zawartością alkoholu. Na przestrzeni wieków cały transport był spławiany rzeką na drewnianych łodziach z licznych winnic, położonych we wschodniej części kraju. Dziś część zabytkowych łodzi stoi zacumowanych przy nabrzeżu, ciesząc turystyczne oko.

Postanawiamy wybrać się do winiarni Taylor’s, gdzie w cenie 5€ zostajemy oprowadzeni po piwnicach, w których wino leżakuje w dębowych beczkach. Dowiadujemy się też, że transport winnych beczek łodziami funkcjonuje po dzień dzisiejszy, choć w zdecydowanie mniejszym stopniu. A na koniec mała degustacja trzech rodzajów Porto.

 Villa Nova de Gaia, widok z mostu Ponte Dom Luis I. Przez wieki miejscowość zamieszkiwała liczna grupa angielskich kupców, po czym pozostały nazwy winiarni produkujących współczesne Porto. Nasza Taylor’s znajduje się po prawej stronie, prawie na szczycie wzgórza 🙂

Beczki napełnione po brzegi cierpkim Porto.

Miło się dowiedzieć, że tą samą winiarnię, niespełna 20 lat temu zwiedzał nasz były prezydent 😉

 

Skąd jest najlepszy widok na Porto?

Na lewym brzegu rzeki Duoro rozciąga się szeroki deptak, z którego mamy fenomenalny widok na centralną część Porto. Położone na wzgórzach kilkupiętrowe kamieniczki wyglądają jak z bajki. Sam deptak wydaje się mocno turystycznym miejscem, choć w lutym kręci się tu tylko kilku turystów na krzyż. Niewątpliwą perełką okolicy jest dwukondygnacyjny, stalowy most Ponte Dom Luis I z 1886 roku. Dołem poruszają się samochody, zaś górną kondygnacją jeżdżą pociągi metra. Górnym poziomem można także przejść pieszo i napawać się wspaniałą panoramą miasta. Polecam zajrzeć tu także nocą – oświetlone klimatycznym światłem nabrzeże oraz sam most nabierają wtedy magicznego charakteru.

Mniej znanym punktem widokowym jest Miradouro de Vitoria. Właściwie to zaniedbane klepisko na tyłach ogromnego kościoła – jednak kameralny charakter tego miejsca oraz oszałamiający widok na dzielnicę Ribiera i winne miasteczko po drugiej stronie rzeki sprawiają, że podczas kolejnej wizyty w Porto pierwsze kroki skieruję właśnie tutaj. 

Urokliwa dzielnica Ribeira widziana z nadrzecznego bulwaru.

Most Ponte Dom Luis I został zaprojektowany przez tą samą osobę, co wieża Eiffla.

Widok z mostu na położone na wzgórzach Porto.

Na szczyt ostrego wzgórza można się również dostać kolejką linowo-terenową Funicular dos Guindais.
.


Drugie, mniej reprezentacyjne oblicze Porto.

 

Tam, gdzie rzeka spotyka się z oceanem

Poza szeroko pojętym centrum, w którym znajdziemy większość zabytków z przewodnika, wartym do odwiedzenia miejscem jest ujście rzeki Duoro do oceanu. Szeroka promenada wysadzona jest wysokimi palmami. Następnie przechodzi w molo zakończone latarnią morską. Zimą fale potrafią dochodzić tu do kilku metrów. Mimo falochronów, spieniony żywioł co rusz uderza z ogromną siłą w betonowy mur, po którym idziemy, zraszając twarze słoną bryzą. 


 

Coś o portugalskiej kuchni, czyli suszone płaty dorsza i słodkie babeczki

Będąc w dowolnym miejscu w Portugalii, nie można nie wspomnieć o jedzeniu. Kuchnia portugalska słynie z owoców morza, które są dodawane i łączone dosłownie ze wszystkim. Narodowa potrawa kraju to przyrządzany na 365 sposobów suszony i solony dorsz, czyli bacalhau. Wchodząc na targ, a nawet do dowolnego sklepu spożywczego, zawsze w pierwszej chwili uderza nas w nozdrza intensywny zapach tej ryby. Na targach możemy zakupić także różnorakie owoce i warzywa, w tym ukochane przeze mnie oliwki i bób. 

Warto wspomnieć, że Portugalczycy uwielbiają słodycze. Na każdej ulicy roi się od cukiernio-kawiarenek, zwanych pastelaria. W każdej z nich ruch jest wzmożony już od samego rana. Tradycja wypiekania wyśmienitych słodkości kultywowana jest na półwyspie iberyjskim od wieków – przepyszne babeczki, tzw. pastele, są nieodłącznym towarzystwem porannej kawy. 




 

Jak poruszać się po Porto?

Choć samo Porto w swoich administracyjnych granicach nie jest zbyt dużym miastem, cała zwarta aglomeracja tworzy już pokaźnych rozmiarów metropolię. Poruszanie się po niej jest całkiem łatwe i przyjemne, bowiem znaczną część obszaru obsługuje tzw. lekkie metro, będące hybrydą metra i szybkiego tramwaju (pod warunkiem, że się mieszka przy stacji 😉 ). Pierwszą linię, wraz z kilkukilometrowym odcinkiem podziemnym pod centrum miasta, uruchomiono w 2002 roku – od tego czasu sieć jest sukcesywnie rozbudowywana i na dzień dzisiejszy wynosi 67 kilometrów. 6 linii jest obsługiwanych przez nowoczesne składy, które podjeżdżają na przystanki w godzinach szczytu co kilka minut. Jedna z nich dojeżdża bezpośrednio pod lotnisko, co daje wygodne połączenie z centrum miasta. 

Schemat wszystkich połączeń jest dostępny tutaj

Warto także zajrzeć na oficjalną stronę metra w Porto, gdzie znajdziemy rozkład jazdy, bieżące aktualności oraz przepisy taryfowe. Co ważne, korzystając ze wszystkich rodzajów biletów należy je skasować jeszcze na przystanku (w pojazdach nie ma kasowników). W przypadku korzystania z biletów krótkookresowych, kodowanych na specjalnych kartach, należy przyłożyć ją do kasownika także po wyjściu z tramwaju.

Zabytkowym tramwajem przez Porto

Poza lekkim metrem, które spełnia podstawową funkcję komunikacyjną aglomeracji, po centrum Porto poruszają się zabytkowe tramwaje. Na trzech liniach kursują oldschoolowe wagony, z wewnątrz których można podziwiać architekturę miasta. Jednorazowy przejazd kosztuje obecnie 3€, bilety dostępne są bezpośrednio u motorniczego. Rozkład jazdy oraz trasa – tutaj (w języku angielskim). 

Pociąg (tramwaj? 🙂 ) w najbardziej charakterystycznym punkcie miasta – stalowym moście Ponte Dom Luis I

Zabytkowy tramwaj na placu Praça de Parada Leitão. Tutaj spotykają się dwie z trzech linii, rozkład umożliwia dogodną przesiadkę. 


 

Mam nadzieję, że tym krótkim tekstem i kilkoma zdjęciami z wycieczki przekonałem Was do odwiedzenia urokliwego Porto. W kolejnym wpisie ruszymy się za miasto – odwiedzimy między innymi nadmorski klif w miejscowości Nazare, powstanie dylemat zakupu figurki z Matką Boską lub piłkarskiej koszulki w Fatimie, przejdziemy się górskim szlakiem wzdłuż potoku w parku narodowym Peneda – Geres. Zapraszam! 🙂

 


Zobacz także:

Nocowanie w namiocie na dziko – 5 rzeczy, które musisz wiedzieć
Ukraińskie drogi – czy naprawdę jest aż tak źle?
Wyspy Kanaryjskie autostopem

Dodaj komentarz

Close