Ukraińskie drogi – czy naprawdę jest tak źle? Cała prawda.

Legendarne ukraińskie drogi już dawno wryły się w świadomość społeczną, jako synonim dziurawych jak ser szwajcarski resztek asfaltu, na których można zostawić zawieszenie tudzież wybić zęby. Choć większość jest szeroka, często nawierzchni nie starcza na swobodne minięcie się dwóch samochodów. Żwawo jeżdżący kierowcy w starych Ładach poruszają się pewnie, jakby umiejętność zgrabnego omijania dziur wyssali z mlekiem matki. Określenie jazdy wężykiem nabiera tutaj nowego znaczenia. Czy plotki o katastrofalnym stanie dróg za naszą wschodnią granicą są przesadzone?

Ukraińskie drogi – czego się po nich spodziewać?

Zawsze przyjemnie jest poczytać o flagowych atrakcjach jakiegoś miejsca, które chcemy odwiedzić. O ukrytych w leśnej głuszy chatkach, klimatycznych miasteczkach, dzikich plażach nad morzem. Często nie znajdziemy zbyt dużo informacji o dojeździe – wszak o czym tu pisać? Wsiadasz w samochód lub autobus, kilkadziesiąt kilometrów i… już. Jesteś. Na Ukrainie jednak wcale nie jest tak łatwo. Podróż może się niespodziewanie wydłużyć, gdy tylko zjedziemy z wygodnej krajówki na Kijów. Początkowo w miarę równy, szeroki asfaltowy trakt, już za parę kilometrów zacznie się drastycznie pogarszać. Pojawią się dziury – ale nie takie, jakie znamy w Polsce. Jeśli u nas są dziury, to na Ukrainie będą wyrwy, często rozmiarem przypominające leje po bombach i pochłaniające większą część drogi. Aby dojechać do celu będziesz musiał wytężyć umysł wykorzystując całą szerokość drogi do ominięcia przeszkód. Pamiętaj, że jeden błąd, jeden niewłaściwy ruch kierownicą może się wiązać z błyskawicznym zakończeniem podróży, co najmniej w wyniku uszkodzonej felgi. To jest walka, w której już od startu stoisz na przegranej pozycji. 

Niektóre fragmenty dróg wyglądają jak po bombardowaniu z powietrza…

…inne zaś niczym po głębokich wykopach. Tu w drodze do Drohobycza i Truskawca. 

 

Dziura na dziurze. Zapomniana legenda?

Ukrainę odwiedziłem już wystarczającą ilość razy, aby móc obiektywnie wypowiedzieć się odnośnie tamtejszych dróg. Poruszałem się po nich rowerem, przemierzałem tysiące kilometrów samochodem i marszrutkami. Zawsze turystycznie, poszukując krajoznawczych atrakcji z dala od magistralnych arterii, łączących największe miasta. Co zobaczyłem? Czy… naprawdę jest aż tak źle, jak się słyszy?

Ukraińskie drogi posiadają kilka oznaczeń, które znajdziemy na mapach. „M” – drogi magistralne, „H” – drogi krajowe, „P” – drogi regionalne, „T” – drogi terytorialne (odpowiednik naszych wojewódzkich). Tak jak w przypadku tych pierwszych prawie zawsze możemy spodziewać się w miarę dobrej nawierzchni, przy poruszaniu się drogami o niższej randze trzeba zachować szczególną ostrożność. Tym bardziej, że jakość nawierzchni jest często losowa – nie należą do rzadkości sytuacje, gdy po 20 kilometrach równej drogi nagle zza zakrętu wyłoni się wyrwa na pół samochodu, w której w najlepszym wypadku stracimy koło. 

Ciekawostka: na Ukrainie nie ma ani jednej autostrady. Co prawda, bez trudu znajdziemy dwupasmowe trasy szybkiego ruchu (np. między Odessą a Kijowem, Dnipro a Charkowem, z Mariupola w kierunku Doniecka) – jednak żadna z nich nie spełnia europejskich parametrów autostrady. Trafiają się skrzyżowania z polnymi drogami, zawrotki, lewoskręty… mniejsze lub większe bazary przy poboczu. Natomiast w praktyce do celu dojedziemy zapewne równie szybko niż niejednym odcinkiem polskiej autostrady… w przeciwnym razie będziemy zawalidrogą 😉

Okolice Odessy, w drodze do miasteczka Wilkowe. Typowy odcinek ukraińskiej drogi – kilkaset metrów dobrego asfaltu aby zmylić przeciwnika, po czym rozproszona seria dziur zmuszająca do przeturlania się tędy 15 km/h.

 


Fragment nagranego przeze mnie filmu z samochodowej wycieczki do Ługańska. Tutaj krótki odcinek drogi T1504 w centralnej części Ukrainy. Michał, który prowadził naszą Ładę, dzielnie omijał wszystkie większe skupiska 🙂
 


Drogi w Karpatach. Terenowe auto nie da rady…

Według oficjalnych statystyk najbardziej zużyte drogi są w obwodzie iwano-frankowskim i odeskim, gdzie ok. 50% dróg nadaje się do kapitalnego remontu. Najgorsze drogi pod kątem przejezdności są w górach, które stanowią jedynie kilka procent powierzchni Ukrainy. W wyniku częstych opadów, osuwisk terenu, gwałtownego wylewania potoków – część dróg przebiegających przez Karpaty kompletnie nie nadaje się do użytku dla samochodów z niskim zawieszeniem. Dziurom towarzyszą żleby, wytworzone przez spływającą wodę i garby ze spływającej smoły w okresie letniego nasłonecznienia. O dziwo, zdarzają się też dobre odcinki na drogach bez oznaczeń – są mniej uczęszczane, więc wolniej ulegają degradacji. Najlepiej jednak mając najmniejsze wątpliwości pytać miejscowych.

Jest natomiast jedna, kultowa wśród rowerzystów droga „wojewódzka”, która nie jest przejezdna nawet dla samochodów terenowych. Oczywiście, na wielu mapach nadal zaznaczona żółtą linią, jako główna 🙂 Droga T0728 łączy turystyczną Kołoczawę z obwodową drogą H09, która biegnie wzdłuż granicy ukraińsko – rumuńskiej. Na odcinku Kołoczawa – Komsomolsk pokonuje wysoką górską przełęcz, za którą prowadzi kamienistym dnem potoku. Wykorzystywana jest wyłącznie przez ogromne ciężarówki do pozyskiwania drewna oraz żądnych przygód turystów… choć jak wiemy, takie pomysły różnie się kończą 😉

Karpaty – droga T0720. Jedziesz sobie dziurą, a tu nagle asfalt…

Karpaty – Uricz. Wzbierający wiosną potok zabiera kolejne fragmenty drogi. 


Opisywana powyżej droga T0728 w Karpatach. Odcinek podjazdu pod przełęcz – głębokie koleiny utworzone przez ciężarówki. 

Tak, to dalej ta sama droga! 🙂

Na co uważać w ukraińskich miastach?

W miastach drogi są zazwyczaj w stanie przyzwoitym. Bardziej niż na dziury, należy uważać na otwarte studzienki kanalizacyjne i kiepskie oznakowanie poziome lub całkowity jego brak. W wyniku tego możemy przypadkiem wjechać w ulicę „pod prąd”, nie zauważyć, że nasz pas akurat się kończy lub niechcący nie ustąpić pierwszeństwa.

Dniepropietrowsk (ob. Dnipro). 

Lwów. Choć wiele ulic zostało tam ostatnio elegancko odremontowanych, w niektórych miejscach nadal tory tramwajowe wystają ponad bruk.

 


Refleks i przewidywalność to sposób na ukraińskie drogi

Poruszanie się po Ukrainie autem ma jednak dla mnie swój niepowtarzalny urok. Stan dróg wymaga od kierowcy niebywałego refleksu i przewidywania, a chaotyczny ruch nie pozwala nawet na krótki moment zawahania. Na pierwszy rzut oka styl jazdy większości kierowców jest ekspansywny, pełen drapieżności (co jest szczególnie zauważalne wśród posiadaczy nowych, drogich samochodów). Mimo tego w przypadku awarii lub problemu na trasie szybko znajdzie się ktoś, kto wyciągnie pomocną dłoń. Wielokrotnie doświadczyliśmy bezinteresownej pomocy – np. gdy zbiła się przednia szyba od kamienia lub siadł rozrząd i trzeba było odholować samochód do najbliższego warsztatu. 

Na koniec jeszcze kilka zdjęć z różnych rejonów Ukrainy.

Radzieckie samochody dobrze spisują się na ukraińskich drogach – może dlatego porusza się ich wciąż tak dużo? Ten Zaporożec przyjechał na przykład aż z Warszawy 🙂

Polesie, okolice miasta Sarny. Tutaj większość dróg jest jeszcze brukowanych.





Południowa Ukraina, droga T1610. Asfalt się nagle skończył w głębokich koleinach, wyjeżdżonych przez ciężarówki. A kawałek dalej…

… most. Szeroki, mógłby mieć kilka pasów. Niestety chlubne dzieło radzieckich inżynierów nie doczekało się utwardzonego dojazdu z żadnej strony.

Stary Paz 672 na kursie do Kilji. Napęd 4×4, wysoko zawieszona, pancerna konstrukcja – jak to się mówi: „gniotsja, niełamiotsja”.

Karpaty, most nad jedną z rzek…

Tylko niewielki fragment drogi nadaje się do wahadłowego użytku.

Znów Karpaty. Autobus na drodze Werchowina – Dżembronia.

Ukraińskie drogi mają natomiast jedną, podstawową zaletę. Zawsze są SZEROKIE 🙂

 


Zobacz także:

Riwiera Krymska i jej atrakcje
Ukraińskie Zakarpacie na rowerze
Stara Łada w służbie taxi… motoryzacyjny skansen na Ukrainie

7 przemyśleń nt. „Ukraińskie drogi – czy naprawdę jest tak źle? Cała prawda.

  1. Bardzo przyjemne się czyta 🙂 Mam zamiar wybrać się swoją ładą w dalszą podróż, między innymi na Ukrainę. Powiedz proszę, jakie części warto wozić ze sobą, co Ci się przydało, czy miałeś dużo usterek i w jakim stopniu znasz się na mechanice 🙂 Wszelkie wskazówki mile widziane. Pozdrawiam

    • W sumie to nie znam się aż tak. Podstawowe rzeczy jestem w stanie sam zrobić, jednak na miejscu raczej polegałem na lokalnych warsztatach – Łada dla ukraińskich mechaników to chleb powszedni. Zepsuł nam się rozrząd podczas powrotu (ale to już w Mołdawii), gdzieś tam złapaliśmy gumę. No i oczywiście po tylu kilometrach zawieszenie było do roboty. Nie braliśmy ze sobą wielkiego zapasu części, wszystko było na miejscu dostępne po niższych cenach niż w Polsce. Polecam się w razie czego 🙂

  2. Jestem z Ukrainy, i to co pan Dawid piszę jest prawda absolutna. Istnieje jedna ładna trasa Lwów-Kyjiw-Charkiw (korzystam z nią co kilka tygodni) i chyba jeszcze Kyjiw-Odesa. Oprocz tego nic dobrego. Podroże po Ukrainie południowej (napr. w kierunku Mykolajewa) to jest akurat safari. Prowadziłem safari w Kenii i wiem o co chodzi. Tylko trochę mniej małp i innych dzikich zwierząt 🙂

    P.S. Żeby prekrocić granicę polsko-ukrainską bardzo polecam pociąg Intercity z Przemyśla. Nie ma już potrzeby stojać w tych kolejkach po kilka godzin.

    • Panie Romanie, bardzo ciekawe porównanie 🙂 Nie byłem na safari ale to prawda, poruszając się po niektórych regionach Ukrainy trzeba mieć się mocno na baczności. Cieszę się, że podchodzicie do tego z humorem. Za informację o pociągu dzięki – niedawno moi znajomi nim jechali i faktycznie, przejazd przez granicę przeszedł bardzo sprawnie. Pozdrawiam serdecznie!

Dodaj komentarz