Jura Krakowsko-Częstochowska – rowerowy szlak Orlich Gniazd

Jura Krakowsko-Częstochowska to jedyna taka kraina, gdzie unikatowe walory przyrodnicze naprzemiennie mieszają się z burzliwą historią naszego kraju. Z jednej strony liczne pagórki, porośnięte gęstymi lasami, wapienne skały o zróżnicowanych  kształtach, z drugiej widoczne już z oddali, średniowieczne zamki na wzgórzach, idealnie komponujące się z okolicą. Nic dziwnego, że rokrocznie ten obszar przyciąga coraz większe rzesze turystów – w tym rowerzystów, dla których przygotowano Szlak Orlich Gniazd oraz parę innych tras, tworzących wspólnie harmonijną całość.

Szlak Orlich Gniazd – wzdłuż najciekawszych atrakcji Jury

Szlak Orlich Gniazd to całe 180 kilometrów zróżnicowanej trasy przez najatrakcyjniejsze tereny wyżyny Krakowsko – Częstochowskiej. Początkowo prowadzi przez obszar Parku Krajobrazowego Orlich Gniazd, bliżej Krakowa wiedzie przez serce Ojcowskiego Parku Narodowego. Trasę wytyczono w taki sposób, aby ukazać największe piękno regionu – co kilka kilometrów będziemy mijać wapienne skały, jaskinie, zamki i strażnice. Z perspektywy siodełka, podążając za czerwonymi znakami, ujrzymy najbardziej charakterystyczne atrakcje Jury. Pagórkowata rzeźba terenu i pojawiające się od czasu do czasu odcinki trudniejsze technicznie dadzą również satysfakcję rowerzystom żądnym porządnego wysiłku fizycznego.


Olsztyn – tu zaczyna się przygoda

Wraz z Jankiem do dyspozycji mamy tylko dwa dni, więc decydujemy się na zrobienie pętli. Rozpoczynamy ją w Olsztynie pod Częstochową, gdzie zostawiamy samochód (oficjalny początek szlaku znajduje się kilka kilometrów wcześniej, na Starym Rynku w Częstochowie). Bez trudu odnajdujemy szlak Orlich Gniazd, który przebiega przez sam rynek obok zamku – postanawiamy jechać nim cały dzień aż do momentu, gdy zbraknie sił, a drugiego dnia wrócić „na skróty”, drogami publicznymi 🙂 Odwiedzałem ten region kilka lat temu i pamiętam, że niektóre odcinku szlaku były dość wymagające, szczególnie dla rowerzystów objuczonych sakwami 🙂

 

Ruiny zamku w Olsztynie. Ze względu na bliskość Częstochowy to miejsce jest dość licznie odwiedzane przez turystów. U podnóża budowli znajdziemy sporo lokali gastronomicznych i obiektów noclegowych. Mimo tego Olsztynowi daleko jeszcze do krzykliwego jarmarku z niekończącymi się alejkami tandetnych pamiątek.

Początkowy fragment czerwonego szlaku jest słabo wyjeżdżony. Królują trawiaste i piaszczyste odcinki.

W ostatnim czasie na całej długości szlaku ustawiono słupki z tabliczkami kierunkowymi oraz precyzyjnymi odległościami do najbliższych atrakcji.

 

Jurajskie zamki – klimatyczny Mirów i odpicowane Bobolice

Żarki to pierwsze miasteczko na naszej trasie – idealne miejsce na postój. Nieopodal Sanktuarium Maryjnego w Leśniowie nabieramy wody z ogólnodostępnego źródła i lustrujemy na mapie dalszą trasę. W ostatnich latach szlak w tym rejonie zmienił przebieg – aż do Mirowa wybudowano niezależną od lokalnych dróg ścieżkę rowerową. Na wygodnym, asfaltowym trakcie obowiązuje zakaz ruchu samochodów (choć niestety bywa łamany). Na tym odcinku znacząco zwiększa się liczba rowerzystów, spotykamy także kolarzy. Taka rowerostrada w połączeniu z pagórkowatym terenem tylko zachęca do bicia kolejnych rekordów prędkości!

W Mirowie podziwiamy ruiny zamku w otoczeniu wapiennych skał o różnych kształtach i wielkości. Niestety ze względu na prace remontowe nie można wejść na dziedziniec. Niespełna 1,5 km dalej znajduje się kolejny zamek w Bobolicach. Pieczołowicie odbudowana konstrukcja ma już zupełnie inny charakter. Zarówno z daleka jak i z bliska zdaje się aż lśnić nowością, przez co traci na autentyczności. Mam nadzieję, że podobny los nie spotka zamku w Mirowie po zakończeniu remontu…

Wygodna rowerostrada na odcinku Żarki – Mirów. Ciepła sobota, to i ruch całkiem spory.

Ruiny Zamku w Mirowie.


Zamek w Bobolicach.

 

Skały Kroczyckie – widok na lasy po sam horyzont

Za Bobolicami na kilka kilometrów opuszczamy asfalt. Dla odmiany, teraz kopiemy się w piachu. Na szczęście wzdłuż trudniejszych odcinków prowadzą bardziej przejezdne ścieżki, wytyczone zapewne przez samych rowerzystów.

Dojeżdżamy do Skał Kroczyckich, czyli obszaru kilkunastu skalnych wzniesień, w dużej części porośniętych roślinnością. Najokazalsze z nich to Góra Zborów, osiągająca 462 m.n.p.m. Zostawiamy rowery w zasięgu wzroku i ruszamy na krótki spacer po okolicy. Niektóre skały budzą autentyczną grozę, przypominając postaci z amerykańskich horrorów…






Zamek Ogrodzieniec – największa warownia na naszej trasie

Kolejne kilkanaście kilometrów to odcinek leśny do miejscowości Morsko, gdzie ukrywa się tajemniczy zamek. Wapienne skały tworzą tu kształty jakby idealne pod wybudowanie warowni. Kameralny klimat okolicy sprawia bardzo pozytywne wrażenie.

W przeciwieństwie do zamku Ogrodzieniec, do którego dojeżdżamy w następnej kolejności. Cała miejscowość Podzamcze wygląda, jakby żyła tylko z tej atrakcji. Wokoło stragany z chińskimi pamiątkami, kręcone świderki, trampoliny dla dzieci, park miniatur… Takie lokalne Władysławowo, tylko alei gwiazd brakuje 🙂

Choć atrakcyjności temu miejscu nie można odmówić. Zamek Ogrodzieniec jest największą warownią wyżyny Krakowsko – Częstochowskiej, widoczną już z kilkunastu kilometrów. Mając chwilę czasu warto zostawić rowery i wejść do środka – ogrom budowli i położenie na wysokim wzgórzu dostarcza wrażeń. Także widok z najwyższej baszty zasługuje na uznanie 🙂 Ja miałem okazję wejść do środka podczas poprzedniej wycieczki przez Jurę. 

 

Morsko – kameralny zamek, idealnie wpasowany w skałę.

Po drodze mijamy mikroskopijne, poniemieckie bunkry.

Wygodnym asfaltem zmierzamy w kierunku Podzamcza.


Zamek Ogrodzieniec w Podzamczu w całej okazałości.


 

Za Skałami Zegarowymi czas porzucić szlak…

Za turystycznym Podzamczem robi się nagle spokojniej. Na długo zjeżdżamy z asfaltu, żwirowa droga pnie się pod górę, osiągając wreszcie szczyt wzniesienia. W oddali zza drzew wystają strzeliste bryły skalne, u szczytu jednej z nich widzimy mozolnie wspinających się ludzi. A na naszym szlaku znowu nikogo nie ma. Robimy krótki postój przy nowych,  drewnianych wiatach i podchodzimy do skalnej ściany. 

W Smoleniu mijamy zamek Pilcza i odtąd kierujemy się na południe. Wjeżdżamy w kolejny zagajnik i z poziomu szutrowej ścieżki obserwujemy Skały Zegarowe – jedno z bardziej popularnych miejsc wśród wspinaczy na Jurze. Na część z nich bez większego problemu można wejść i podziwiać panoramę okolicy, my jednak sobie na dzisiaj odpuszczamy. Wykańczające podjazdy, lawirowanie między korzeniami i walka o utrzymanie się na siodełku na piaszczystych odcinkach dały nam się już we znaki i po prostu nie mamy siły 🙂 Do tego w okolicach Złożeńca gubimy szlak. To znaczy celowo się od niego oddalamy bo… właściwa droga staje się nieprzejezdna. Może bez rowerów udałoby się przejść pod zakrywającymi naszą ścieżkę gałęziami, ale my próbujemy znaleźć alternatywę. Pomocną dłoń wyciąga do nas okoliczny mieszkaniec jadący quadem, który wskazuje właściwy kierunek. Już po chwili jesteśmy na asfaltowej drodze w Górach Bydlińskich, skąd kierujemy się bezpośrednio na Pustynię Błędowską.

 


Nowo postawione wiaty przy szlaku zachęcają do odpoczynku…

W tym miejscu postanawiamy objechać szlak drogą alternatywną 🙂

 

Pustynia Błędowska – z widokiem na dymiące kominy

W Kluczach na dobre żegnamy się ze szlakiem, na licznikach mamy 113 kilometrów! Ostatkiem sił wdrapujemy się na punkt widokowy Czubatka, z którego rozpościera się wspaniały widok na południowy fragment Pustyni Błędowskiej. W oddali majaczą kopcące kominy Huty Katowice w Dąbrowie Górniczej. Tam rozpoczyna się kojarzony przez wszystkich, ten właściwy, przemysłowy Górny Śląsk. A my dla odmiany pół dnia jeździliśmy po tym województwie wdychając czyste powietrze i obserwując piękno dziewiczej natury!

Łapiąc ostatnie promienie słońca, zjeżdżamy z powrotem do Kluczy, robimy małe zakupy i szukamy miejsca pod namiot w pobliskim lesie. Wrażeniami z dzisiejszego dnia spokojnie można by wypełnić niejeden długi weekend. Wykończeni,  ale spełnieni,  kładziemy się w przenośnym domku i zbieramy siły na jutrzejszy powrót do Olsztyna. 

 

Rzut oka na Pustynię Błędowską z punktu widokowego Czubatka.

Zasłużony nocleg.

Kolejny dzień – powrót do Olsztyna. Natrafiliśmy na pielgrzymkę. 

 

Przez Ojcowski Park Narodowy prosto do Krakowa

Dzisiaj przejechaliśmy ponad połowę szlaku Orlich Gniazd. Dalsza część Jury jest nie mniej interesująca – kilka lat temu, w drodze do Krakowa przejechaliśmy przez Ojcowski Park Narodowy, słynącego z nagromadzenia wapiennych ostańców i bram skalnych. Czerwona trasa (w tym przypadku szlak pieszy) mija znane atrakcje, np. popularną skałę „Maczuga Herkulesa”, imponujący rozmiarem i położeniem zamek Pieskowa Skała oraz prowadzi malowniczą doliną Prądnika.  Poniżej zdjęcia, które, mam nadzieję, zachęcą Was do odwiedzenia na dwóch kołach tego magicznego regionu Polski. 

 

Ojcowski Park Narodowy we wczesnojesiennej szacie.

Zamek Pieskowa Skała.

… a tuż obok – Maczuga Herkulesa. 25 metrowa formacja skalna to najbardziej znany element krajobrazu Doliny Prądnika.



Informacje praktyczne. Gdzie zjeść i jak się nie zgubić?

Na koniec jeszcze parę słów o kwestii techniczno – logistycznej. Czyli oznakowanie, infrastruktura turystyczna, baza gastronomiczna. Szlak Orlich Gniazd (zarówno rowerowy, jak i pieszy) to jeden z flagowych produktów turystycznych Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Mimo to można się natknąć na spore braki w oznakowaniu, choć sytuacja ponoć ulega stałej poprawie. Na wyremontowanych lub nowo wybudowanych w ostatnich latach odcinkach lśniące tabliczki z oznaczeniem szlaku pojawiają się często, natomiast na leśnych ścieżkach, kluczących między drzewami, już niekoniecznie. Zdarzało nam się także gubić w miejscowościach – w takim przypadku niezbędna staje się tradycyjna mapa z zaznaczonym szlakiem i poszukiwanie właściwego wyjazdu z miejscowości. 

Szlak jest przejezdny na całym odcinku (no, prawie 🙂 ), choć są fragmenty gdzie kopny piach skutecznie próbuje to uniemożliwić. Zazwyczaj jednak to krótkie odcinki i już za pierwszym zakrętem będziemy mogli kontynuować przyjemną jazdę. Choć dobrą kondycję trzeba mieć – niekończące się pasmo podjazdów i zjazdów potrafi wymęczyć najbardziej wprawnego rowerzystę. W porównaniu do mojej wizyty na Jurze sprzed lat, kilka odcinków szlaku zostało odnowionych i wyasfaltowanych. Na przykład odcinek Ostrężnik – Żarki – Mirów to równa jak stół nitka asfaltu, dostępna wyłącznie dla rowerzystów. W takich miejscach przebieg szlaku może się nieznacznie różnić od tego na starszych mapach. 

Ponieważ Szlak Orlich Gniazd biegnie przez obszar turystyczny, praktycznie na całym odcinku baza noclegowa i gastronomiczna jest na poziomie zadowalającym. W Olsztynie, Żarkach, Podzamczu, Olkuszu czy w rejonie Ojcowskiego Parku nie powinniśmy mieć żadnych problemów ze znalezieniem pensjonatu bądź knajpy. W sezonie turystycznym także przy większości zamków znajdziemy przynajmniej budkę z hot-dogami. W cieplejsze noce polecam rozbicie namiotu gdzieś w okolicy szlaku i kontynuację jazdy kolejnego dnia – macie wtedy dowolność i nie musicie „cisnąć” kolejnych kilometrów do zabukowanego noclegu.

Za wstęp do większości zamków po drodze pobierana jest symboliczna opłata w postaci kilku złotych. Naturalnie, dostęp do ostańców skalnych i wszelkich innych walorów przyrody nieożywionej jest bezpłatny 🙂

Moim zdaniem na przejazd całego szlaku warto poświęcić minimum 3 dni, aby nie gonić od jednej atrakcji do drugiej i pstrykać bez sensu fotki naprędce, ale dać sobie właściwą ilość czasu na poznanie okolicy i docenienie jej magii. 

 



 

Zobacz także:

Ukraińskie Zakarpacie rowerem
Tatry – Orla Perć od Granatów do Koziego Wierchu

 

Islandia, czy Antarktyda? Wzdłuż brzegów lagun lodowcowych

10 przemyśleń nt. „Jura Krakowsko-Częstochowska – rowerowy szlak Orlich Gniazd

  1. W Bobolicach obok zamku jest hotel. Cena za dwie osoby za trzy noclegi o 1250-1570zł !!! Kilka klientów widziałem. Ten hotelik to nie wiem dla kogo z takimi cenami!

  2. Super relacja! Chciałem wybrać się tam w długi weekend, jednak wybór padł na Szklarską Porębę i górską wyprawę rowerową do Harrachov w Czechach. Przed wyjazdem do Jury z pewnością tu wrócę.

    Pozdrawiam,
    D

    • Też wspaniały wybór, sam nie byłem w tamtych regionach od lat. Mam nadzieję, że wycieczka się udała. Dziękuję i również pozdrawiam 🙂

  3. Byøem pod koniec wrzesnia – jechalismy z Czestochowy do Krakowa i powrot pociagiem do Czesto. Nie do opisania – po zobaczeniu tego arta – lza wzruszenia w oku – miesiac temu tam cisnalem az mi oczy wychodzily z orbit 🙂 Ale warto jak cholera…

Dodaj komentarz

Close