Łódź w jeden dzień. Pozytywne oblicze wyludniającego się miasta

– W czasach mojej młodości mówiło się, że Łódź albo się kocha albo nienawidzi – mówi Adam Bębenista, Art Director w jednej ze znanych firm odzieżowych. Przyjechał tutaj z Płocka, ukończył studia magisterskie w Wyższej Szkole Filmowej i… został.

– Pamiętam jak dziś, gdy po zdanej maturze przyjechałem na studia do Łodzi. Przytłaczająca szarość przygnębiała mnie każdego dnia. Z biegiem czasu zrozumiałem, że na Łódź nie można tylko patrzeć, ale dogłębnie obserwować i studiować.  To unikat wśród polskich miast, gdzie nadal odczuwalne jest piętno czterech kultur kształtujących to wspaniałe miejsce. Dziś, po ponad siedmiu latach, czuję się tu jak w domu.

Łódź w jeden dzień – czy w tak krótkim czasie uda nam się ją zrozumieć?

„Dokąd płynie miasto moich snów,
  Dokąd płynie niekochana Łódź,
  Dokąd płynie odrapany wrak,
  Czy długo tak?”

Tak śpiewał Piotr Rogucki, lider zespołu Coma. Od opublikowania piosenki, w której autor krytycznie wyrażał się o swoim rodzinnym mieście, minęło prawie siedem lat. Co się zmieniło w Łodzi przez ten czas? Czy „w bramach nadal czai się zło”?

W zeszłym roku na blogu pisałem o opuszczonej Łodzi – na 23 fotografiach przedstawiłem zapomniane kamienice wyludniającego się śródmieścia i Bałut. Zajrzeliśmy w podwórka, do jednej z nich udało się nawet wejść. 

W ciągu ostatniej dekady dominująca wizja brudnego, zaniedbanego miasta stopniowo staje w szranki z sukcesywnie budującym się obrazem idealnego miejsca do życia dla artystów, fotografów. Osoby uwrażliwione na sztukę i posiadające artystyczne talenty łatwo znajdują tu inspirację i coraz śmielej ukazują wnętrze swojej niespokojnej duszy w miejskiej przestrzeni publicznej. 

 

Łódź to nie tylko Piotrkowska

Zarzygane bramy w śródmieściu sąsiadują tu z hipsterskimi pubami lub kameralnymi galeriami sztuki. Przechadzając się wśród robotniczych famuł nieopodal Księżego Młyna, w przydomowych ogródkach spoglądają ciekawsko własnej roboty krasnale, a rozmaite ozdoby dodają ciepła ogólnodostępnej przestrzeni. Jest skromnie, ale przytulnie. 

Ciągnąca się przez ponad cztery kilometry Piotrkowska to odpowiednik łódzkiego starego miasta. Są tu modne sklepy i kawiarnie jest McDonald’s. Jest także Dom Handlowy „Magda” powstały w okresie komuny, architektonicznie gryzący się z otaczającymi go secesyjnymi kamienicami. Wchodząc w bramy najdłuższego deptaka w Polsce już nie jest tak różowo. Podniszczone podwórka kryją w sobie wiele tajemnic… ale o tym za chwilę. 


Zacznijmy od początku. Chłodny, grudniowy poranek. Gdy większość mieszkańców jeszcze śpi, my wysiadamy z autobusu na dworcu Łódź Fabryczna.

Główne wejście do dworca Łódź Fabryczna.

 

Wysiadamy na nowej fabrycznej i…

Oddany pod koniec 2016 roku obiekt to największa inwestycja Łodzi ostatnich lat. Poza nowoczesną bryłą dworca kolejowego, kompletnie nie przypominającą poprzedniego budynku, dokonano przebudowy dużego obszaru ścisłego centrum miasta. Zrobiło się przestrzennie i nowocześnie – ale zarazem zimno i odludnie. Może to także efekt niedzielnego poranka, jednak bezpośrednie otoczenie dworca jest puste. Otwarta przestrzeń aż prosi się o stworzenie przyjaznego mieszkańcom terenu rekreacyjnego lub zagospodarowanie jej drobnymi usługami. Ludzie po prostu nie mają po co tutaj chodzić, jeśli nie wybierają się akurat w podróż. Miejmy nadzieję, że to się zmieni – od otwarcia minął dopiero rok. 

Interesująca aranżacja wnętrza głównej hali dworcowej.
Źródło: Wikipedia.org.

 

Famuły – domki robotnicze z czerwonej cegły

Spacerem przemieszczamy się na południe miasta. Mijając opuszczoną fabrykę Szmula Jarocińskiego (u zbiegu ulic Nawrot i Targowej), wkraczamy w jedno z największych zagłębi przemysłowych dawnej Łodzi. Księży Młyn to cały kompleks fabryk włókienniczych, wokół którego pobudowano tzw. famuły, czyli kilkukondygnacyjne budynki mieszkalne z czerwonej cegły, przeznaczone dla robotników i ich rodzin. W tym rejonie famuł jest prawie 90. Nadal większość z nich zachowała swój pierwotny, skromny charakter – w budynkach zapewnione są podstawowe media, łazienki są wspólne dla całego korytarza, a zamiast piwnic, na podwórku znajdują się komórki lokatorskie. 

Przechadzamy się wśród famuł z aparatem, czując się trochę nieswojo włażąc „z butami” w czyjeś podwórka – choć teren oczywiście jest ogólnodostępny. Część lokatorów już się krząta wokół budynków. Są i tacy, którzy rozpoczynają niedzielny poranek od cierpkiej „seteczki”. 

Budynki są wizualnie w całkiem niezłym stanie, co robi wrażenie – zwłaszcza, że część z nich ma już prawie 200 lat. Od 2016 roku w Łodzi rozpoczęto program rewitalizacji tej części miasta, planując wykonać kompleksowy remont czterech famuł rocznie. Remontem mają być objęte również pomieszczenia gospodarcze i ciągi piesze na terenie osiedla. Na dzień dzisiejszy dostrzegamy zaledwie kilka odrestaurowanych budynków.











 

Księży Młyn – zamieszkaj w największej przędzalni w Europie

Po drugiej stronie ulicy Tymienieckiego, trafiamy do innego świata. W pełni zrewitalizowana przędzalnia z lat 30. XIX wieku mieści obecnie drogie lofty. Fabryka wykupiona w 1870 roku przez Karola Scheiblera szybko stała się największą fabryką włókienniczą w Europie. W pałacyku należącym do właściciela obecnie znajduje się Muzeum Kinematografii.  Sama przędzalnia jest aktualnie przeznaczona w całości na mieszkania – początkowo ceny za metr kw. oscylowały w granicach 7 tys. zł, co biorąc pod uwagę średnie ceny mieszkań w Łodzi oraz pewną odległość od centrum jest kwotą dość abstrakcyjną. Ponoć nadal część apartamentów stoi pustych czekając na amatorów mieszkania w dawnym kompleksie przemysłowym…

Kontrast w tym miejscu jest zauważalny gołym okiem. Z przestronnych, żeliwnych okien przędzalni doskonale widać szeregowe budynki z czerwonej cegły, przysłonięte dymem z przydomowych kotłowni. Po jednej stronie prestiżowe lofty dla majętnych łodzian i drogie kawiarnie, po drugiej klitki dla potomków robotników upadłej fabryki, nie posiadające nawet porządnego węzła sanitarnego. Ciekawe, czy rewitalizacja famuł i przestrzeni wokół nich choć odrobinę zmniejszy tą dysproporcję?

Tak się prezentuje dawna fabryka od frontu.

Nowy Księży Młyn, widziany z dachu jednego z opuszczonych budynków fabrycznych. 

Pofabryczne budynki czekają na swoją kolej w rewitalizacji za zamkniętą bramą. Część z nich pochłonęła już bezlitośnie roślinność. 


Ze Stajni Jednorożców wprost na Piotrkowską

Dla przeciwwagi, kierujemy się teraz do ścisłego centrum Łodzi. Czyli na ulicę Piotrkowską, bo gdzieżby indziej! Wysiadamy pod odważną konstrukcją w al. Mickiewicza, pełniącą rolę dużego węzła przesiadkowego między tramwajami. Potocznie nazywana przez łodzian „przesiadkowem” lub „Stajnią Jednorożców” – nawet na schemacie komunikacji punkt jest oznaczony tym bajkowym zwierzęciem 🙂

„Architektoniczna definicja przerostu formy nad treścią” – twierdzi Filip Springer, fotograf i reportażysta, znany z ostrej krytyki polskiej przestrzeni publicznej.

Może faktycznie stajnia nie pasuje do otaczających ją przedwojennych kamienic, ani bezdusznych brył biurowców i hoteli, jakich wzdłuż alei pełno. Mnie osobiście całkiem się podoba – mimo, iż zdecydowanie dominuje nad okolicą, sama konstrukcja jest lekka, a dach kolorowy. A w Łodzi czasem brakuje kolorów. 

 

 

Na piwo lub kawę do dawnej fabryki, czyli czym jest OFF Piotrkowska

Piotrkowską zaczynamy zwiedzać od tyłu… a w zasadzie od dołu. Ponad czterokilometrowa ulica przecina łódzkie śródmieście na przestrzał, z północy na południe. Na końcu fragmentu wyłączonego z ruchu kołowego (a od naszej strony – na początku) znajduje się kolejny pofabryczny kompleks OFF Piotrkowska. Tajemnicze miejsce pełni zgoła inne funkcje niż przędzalnia na Księżym Młynie – na niewielkim obszarze skupiają się różnorakie galerie, klubokawiarnie, kluby muzyczne i przestrzenie wystawiennicze.

Choć dla zasady podchodzę do takich pro-hipstreskich miejsc z rezerwą, OFF Piotrkowska miło mnie zaskoczyła. Roztaczana w tym miejscu przyjazna aura szybko wypromowała je jako ważny punkt na kulturalnej mapie miasta. Ciekawe jak to miejsce wygląda latem, gdy można usiąść na kablowej szpulce ze szklanką piwa, opierając się o ceglaną ścianę dawnej fabryki bawełny. Tym razem, ze względu na temperaturę powietrza bliską zeru, piwo wypiliśmy w środku 😉 

 






 

Co znajdziemy na najdłuższym deptaku w Polsce?

Piotrkowska, Piotrkowska… myślę, że absolutnie każdy turysta przyjeżdżający do Łodzi, swoje kroki kieruje między innymi tutaj. Specyfika Łodzi polega na tym, że właściwie nie posiada wydzielonego starego miasta. Bogato zdobione, historyczne kamienice są tutaj wszędzie – można rzecz, że łódzkie śródmieście to jedno wielkie stare miasto. Piotrkowska jest natomiast najbardziej reprezentatywna, przynajmniej od tej zewnętrznej strony. Wzdłuż ponad dwukilometrowego deptaku wyrastają schludne budynki, pomalowane w lekkie, pastelowe kolory, ozdobione kunsztownymi gzymsami i rzeźbami. Nie zabraknie przejawów tutejszego, śmiałego artyzmu, na przykład w postaci pochylającej się kobiety przytwierdzonej do latarni 😉

Według mnie Piotrkowska nie jest obowiązkowym punktem na mapie Łodzi, jednak chcąc odwiedzić ciekawe miejsca w mieście, siłą rzeczy musimy się na niej znaleźć. A jako deptak, jest dobrym korytarzem transportowym. 

Warto także zajrzeć w bramy, dla odnalezienia kolejnych kontrastów. Możemy odszukać interesujące galerie, zwiedzić zapomniane dziedzińce lub… przenieść się na Zadoopie 😉

 







Kolejny przykład działalności artystycznej. Pasaż Róży – kamienica przy ul. Piotrkowskiej 3 została obłożona tysiącami drobnych szkiełek, miejscami tworzących kształtem róże. Autorką projektu jest Joanna Rajkowska, znana m.in. z pomysłu ustawienia palmy na rondzie de Gaulle’a w Warszawie. Łatwo tu trafić – idąc Piotrkowską od pl. Wolności skręcamy w pierwszą bramę w prawo.

 

Niezwykła galeria „Odlot”

W jednej z bram przy Piotrkowskiej znajduje się osobliwa galeria „Odlot„. Dwa pomieszczenia kamienicy i część podwórka zajęte są przez surrealistyczne prace niepełnosprawnych intelektualnie podopiecznych łódzkiej organizacji Dom Na Osiedlu. Malowidła, kukły i rękodzieła wystawione w galerii, to ich terapia – dają w ten sposób upust swojej wyobraźni i kreatywności. Niezwykłe prace opisują nam sami twórcy – część z nich jest do kupienia po niewygórowanych cenach. Wychodząc stamtąd byliśmy poruszeni – sami nie wiedzieliśmy, co mamy myśleć. Dla zainteresowanych – Piotrkowska 118. Wstęp jest darmowy.





Sąsiednia galeria Surindustrialle również prezentuje się zachęcająco. 


Plac Wolności – rozczarowanie?

Uff, doszliśmy do końca. Piotrkowska jest zwieńczona placem Wolności. Jeśli szukasz tu blichtru drogich knajp, obecnego choćby na placu Zamkowym w Warszawie albo tłumu turystów, żywcem przeniesionych z wielkiego krakowskiego Rynku…. rozczaruję Cię. Plac Wolności, jest jak większość miasta – szary i smutny. To uczucie uderza ze zdwojoną siłą, gdy wyjdziesz na niego wprost z całkiem kolorowej Piotrkowskiej. W rogu schowany jest niepokaźny budynek ratusza miejskiego, w drugim bardziej dominująca, podniszczona fasada parafii Zesłania Ducha Świętego. Mimo wszystko jest coś magnetycznego w tym miejscu. Choć wokół mało zieleni, w ogóle nie czuć, że jesteśmy w centralnym punkcie dużego miasta. Zwykle takie miejsca tętnią życiem, tutaj w zasięgu wzroku nie dostrzegamy nawet kawiarni. Ruch samochodowy jest znikomy, jedynie telepiące się w żółwim tempie tramwaje przypominają, że to nie jest rynek powiatowej miejscowości.

Muzeum w kanale

Ale, ale… jest jeszcze coś. Mało kto wie, że pod łódzkim placem Wolności znajduje się muzeum. Tak! I to nie takie typowe, bo w kanale. 

Kanał „Dętka” został wybudowany w 1926 roku, pierwotnie jako zbiornik rezerwowy – miała się w nim zbierać deszczówka, niezbędna do płukania miejskich kanałów. Zabytkowy, owalny zbiornik jest dziś udostępniony do zwiedzania. Nam niestety się nie udało tam wejść (okazało się, że trzeba się wcześniej umówić telefonicznie), jednak z zasłyszanych pochlebnych opinii serdecznie polecamy. Wszelkie niezbędne informacje możesz znaleźć tutaj

 


Wewnątrz kanału „Dętka” pod placem Wolności.
Źródło: www.floatingmyboat.com

 

Podziemna łódzka rzeka

Niedaleko Placu Wolności, w parku Staromiejskim (tzw. Śledzia), przez przypadek znajdujemy kolejną łódzką ciekawostkę. Rzeka Łódka, której pełna długość to zaledwie 20 km, w centrum miasta przepływa pod ziemią. Na powierzchnię wypływa dopiero na zachodzie Łodzi (w okolicy parku Zdrowie), by w Konstantynowie Łódzkim wpłynąć do Neru. 

 

Drugie życie manufaktury łódzkiej

I zbliżając się do kresu zwiedzania… trafiamy do Manufaktury. O tym miejscu jest głośno. Swoista „wyspa szczęśliwości” po środku morza biedy, to dawna fabryka przetwórstwa bawełny Izreala Poznańskiego, wzniesiona w latach 1872 – 1892. Zamknięta w 1997 roku, już po 9 latach odzyskała blask w postaci tejże oazy konsumpcjonizmu. Czy dobrze się stało? Odpowiedź pozostawiam Twojej indywidualnej ocenie. Z zasady uważam, że każda możliwość rewitalizacji pofabrycznych, zabytkowych obiektów daje im szansę na przetrwanie.

W przypadku Manufaktury szanse na wznowienie przemysłu w opuszczonych halach były bliskie zeru, a tak duży teren w centrum miasta to łakomy kąsek dla inwestora – co nie budzi zaskoczenia. Jak widać na zdjęciach, poza oddaniem się szałowi zakupów możemy tu podziwiać pieczołowicie odrestaurowane hale produkcyjne, które zachowały najmniejsze detale i nie są w rażący sposób zasłonięte przez logotypy popularnych marek. Na całe szczęście 🙂




Wychylając nosa zza murów Manufaktury od razu wchodzimy w „prawdziwą” Łódź. Na szczescie ten fragment ulicy Gdańskiej jest już w trakcie rewitalizacji. 

 

Głodny? Może zrazik z zasmażaną za dychę?

Zmęczeni całodziennym łażeniem, w końcu postanawiamy wrzucić coś na ząb. Na rogu ulic Narutowicza i Tramwajowej, znajduje się niepozorny bar „Sznycelek”. Zdecydowanie polecam to miejsce! Zabrali mnie do niego kiedyś znajomi mieszkający w Łodzi i od tego czasu będąc w mieście, stołuję się wyłącznie tam. Poza typowym dla baru mlecznego klimatem (choćby wydzierająca się na całe gardło pani, obwieszczająca gotowość naszego zamówienia), ceny również jakby zatrzymały się w poprzedniej epoce. Za całkiem spory zestaw obiadowy (np. kotlet schabowy, ziemniaki + surówka) zapłacimy nie więcej jak 12 zł. W zależności od zamówienia, znajdziemy i zestaw poniżej 10 zł! 

Koniecznie wpadnij na obiad.


Zestaw obiadowy w „Sznycelku”.


Łódź w jeden dzień – poznaj miasto, które jest sobą i się tego nie wstydzi

Po całodniowym pobycie w byłej stolicy przemysłu włókienniczego, na usta nasuwa się jedno stwierdzenie – Łódź nie udaje. Łódź jest sobą. Nie pudruje się na siłę – pokazuje swoje naturalne, prawdziwe oblicze. I właśnie to jest piękne – bez względu na fakt, że krążąc między interesującymi Cię miejscami nie raz trafisz na obskurne podwórko opuszczonego kwartału kamienic. Być może to wrażenie jest silniej odczuwalne po bezpośrednim przyjeździe z Warszawy, w której niestety wiele rzeczy jest na pokaz, jednak po dwugodzinnej podróży autobusem naprawdę trafia się do innego świata. Choć urbanistycznie całkowicie innego, podobnego pod kątem istniejących kontrastów. 

Nieustannie zmieniającą się Łódź warto odwiedzić – macie moją rekomendację 🙂

 

Na koniec wrzucam mapkę z zaznaczonymi miejscami, które odwiedziliśmy w Łodzi. Mam nadzieję, że Ci się przyda. Jeśli znasz inne ciekawe miejsca w Łodzi lub chcesz się podzielić opinią na temat tych opisanych przeze mnie, zostaw komentarz! 🙂

 




 


Zobacz także:

Zaniedbana Lizbona. Inspirująca i atrakcyjna.
Kazimierz Dolny – kraina lessowych wąwozów
Gruzja: kolejką linową do pracy i na zakupy

30 przemyśleń nt. „Łódź w jeden dzień. Pozytywne oblicze wyludniającego się miasta

  1. „Fabryka wykupiona w 1870 roku przez Karola Scheiblera szybko stała się największą fabryką włókienniczą w Europie. Właściciel mieszkał w pałacyku, w którym obecnie znajduje się Muzeum Kinematografii.”

    Ten budynek chyba z założenia powstał jako miejsce do imprez z tego co mi wiadomo nikt tam nie mieszkał. Takie miejsce by na siebie zarabiało 🙂 a cały tekst tendencyjny, typowy na narzekających Łodzian

    • Postawiłem sobie założenie, aby właśnie tekst nie był tendencyjny jednocześnie nie wygładzając nadmiernie istniejącego stanu rzeczy. W którym miejscu według Ciebie sytuacja odbiega od prawdy?

  2. Piotrkowska nie zaczyna się przy przystanku przesiadkowym. Deptak ma tam swój początek. Odległość to ok 2km do Placu Wolności .
    Piotrkowska ma swój początek przy targowisku Górniak w okolicy Białej Fabryki.

  3. Byłem z rodziną na dwa dni, w żadnym mieście które zwiedzaliśmy nie czuliśmy się tak źle jak w Łodzi. Wyjeżdżaliśmy z wielka radością z tego ponurego i w jakimś stopniu przerażającego miasta. Nie polecam.

  4. …samotność tego miasta zawsze wielbiłem i świetnie się tu czułem…spieszcie się zwiedzać Łódź, bo za chwilę będzie tu tak ładnie, jak „gdzie indziej”…

  5. Jako lodzianin chcialbym zauwazyc ze nie tylko piotrkowska i manufaktura ludzie zyja wpadnij na wiosne lub lato odwiedź kompleks leśny Arturowek oraz jego trasy rowerowe gore smieciowke z której widać całe miasto jak i na południu rudzka góra z drugiej perspektywy stawy jana lodzkie zoo ktore doczekało się rewitalizacji jest co oglądać i co robić pozdro!

    • Podejrzewam, że wiosną lub latem Łódź oferuje o wiele więcej atrakcji. Lazilem w zeszłym roku po lasach na Zdrowiu – fajne miejsce! Teraz zimą musieliśmy się skupić raczej na budynkach i samym śródmieściu 🙂 również pozdrawiam

      • Zdrowie to park. Bardzo duży, ale park. Jeśli chciałbyś do lasu, to polecam Łagiewniki z Arturówkiem. Za Wikipedią: „jeden z największych kompleksów leśnych znajdującym się w granicach miasta w Europie” 🙂 Na Zdrowiu za to jest „Rezerwat przyrody Polesie Konstantynowskie”, ZOO [ostatnio dzięki nowemu zarządowi sytuacja ZOO na szczęście poprawia się] oraz Ogród Botaniczny. W ogóle wbrew obiegowej opinii, w Łodzi jest niesamowicie dużo zieleni – parki małe i duże są co kawałek. Niedaleko od Zdrowia [20 minut pieszo od granicy] jest park Poniatowskiego – też bardzo urokliwy. Na jego terenie są dwa cmentarze żołnierzy radzieckich.
        p.s. tekst bardzo mi się podobał – a kocham Łódź całym sercem. Tu się urodziłam, parę lat mieszkałam w innych regionach Polski i wróciłam 🙂 Nigdzie indzie w Polsce nie czuję się tak dobrze jak tu. Ktoś wyżej napisał, że tekst tendencyjny, ale myślę, że trafiłeś w sedno. Łódź nie jest typowa, jest specyficzna, nie każdemu odpowiada jej klimat. Ja zawsze porównuję Łódź do kaktusa. Niezwykle ciekawe rośliny, piękne, wytrwałe, wyróżniające się, ale też nie każdy doceni ich piękno i łatwo się zrazić. Jednocześnie jednak są bardziej uzależniające w hodowli niż jakieś inne po prostu kwiatki doniczkowe.

        • Ciekawe porównanie – dzięki za miłe słowo! Zdaję sobie sprawę, że moje postrzeganie Łodzi jako turysty nigdy nie będzie zbliżone do wrażenia kogoś, kto tam mieszkał. Choćbym odwiedził miasto Bóg wie ile razy. Dlatego takie opinie wg mnie doskonale uzupełniają mój tekst 🙂 Pozdrawiam.

  6. Fajnie, że taki tekst powstał, ale merytorycznie jest strasznie licho. Widać, ze nie przyłożyłeś się do zweryfikowania kilku informacji, zabrakło też rozwinięcia kilku oczywistych wątków.

    • Możesz rozwinąć, w których miejscach brakuje tej merytoryki? Tekst w założeniu miał być pewnego rodzaju inspiracją – nie chciałem wyczerpywać maksymalnie każdego wątku, bo post urósłby do monstrualnych rozmiarów 🙂

      • Tak na szybko – co mi do głowy wpadło:

        Ciągnąca się przez ponad cztery kilometry Piotrkowska to odpowiednik łódzkiego starego miasta.

        – Łódź nie potrzebuje odpowiednika starego miasta ponieważ ma swoje stare miasto 🙂 – Park Śledzia, Stary Rynek, plac Kościelny, tereny Manufaktury – to wszystko to łódzkie stare miasto.

        dokonano przebudowy dużego obszaru ścisłego centrum miasta

        – Nie dokonano przebudowy centrum miasta. Rozbudowano jego obszar 😉

        Co znajdziemy na najdłuższym deptaku w Polsce

        – Piotrkowska nie jest deptakiem 🙂

        Piotrkowska jest natomiast najbardziej reprezntatywna

        – raz, że literówka, a dwa, że są ulice znacznie ładniejsze niż wspomniana Pietryna 🙂 – 6 sierpnia, Traugutta, Piramowicza.
        – tutaj brakuje wielu informacji o tym jak bardzo architektonicznie zróżnicowana jest Piotrkowska – kamienice na Pietrynie powinno oglądać się z głową podniesioną wysoko 🙂

        fakt, od Piotrkowskiej można wejść w wiele obskurnych podwórek, ale są takie, gdzie jest co podziwiać – miejsce takie jak Kaliska, Piotrkowska 89, czy kilka innych również są warte wspomnienia. Nie tylko Pasażem Róży człowiek żyje 🙂

        – A propos rzek. Wspomniałeś o jednej, a Łódź jest miastem z największą liczbą rzek podziemnych w całej Polsce 🙂 – głównie z tego powodu w Łodzi nie powstaje pełnoprawne metro, a tunel kolejowy to jedna z trudniejszych inwestycji w historii miasta

        Wspominanie o Sznycelku to policzek dla kulinarnej mapy Łodzi. Ta knajpka była OK jeszcze kilka lat temu, ale teraz zjesz dużo, dużo lepiej i podobnie tanio w wielu innych miejscach.

        • Tak jak już wspomniałem wcześniej, mój tekst to tylko zarys. Zależało mi, żeby zainspirować czytelnika, nie sposób w jednym poście opisać wszystkich miejsc w dostatecznie wyczerpujący sposób. Dziękuję Ci za uwagi – własnie takie komentarze są doskonałym rozwinięciem wątków zaczętych w moim poście 🙂

          Choć w Łodzi byłem wiele razy, nadal jestem tu tylko turystą i nie mam możliwości dokładnej weryfikacji wszystkich interesujących miejsc oraz lokali. W Sznycelku byłem trzy razy, zasmakowało mi, więc opisałem to miejsce na blogu. Takie są moje subiektywne odczucia i właśnie dlatego tekst pojawia się na blogu, a nie w jakimś obiektywniejszym miejscu.

  7. Bardzo mi się twój opis Łodzi podobał – czasami dobrze jest na swoje miasto spojrzeć oczami „obcego”. Szybko przestaje się być malkontentem!!!

  8. Jestem pełen podziwu nad zdjęciami. Zaintrygowało mnie Zadoopie, bo to jedyne miejsce, którego nie kojarzyłem. Znalazłem i już wiem co to jest. Znalazłem informację na ich stronie, że się przenoszą. Mam nadzieję. że te super drogowskazy również!

  9. Witam. Wrzucę tu swój „kamyczek” ;). „Stajnia jednorożców” najczęściej zwana jest „przesiadkowo” i znajduje się na początku Al. Mickiewicza, nie Al. Piłsudskiego. Pozdrawiam i pochwalam (jako rodowita mieszkanka Łodzi) bezstronne komentarze 🙂

    • No i „pudło” z tym kamyczkiem 😀 Przystanek Centrum znajduje się na alei Mickiewicza między aleją Kościuszki, a ul. Piotrkowską. W tym miejscu al. Mickiewicza się kończy 😛 (zaczyna się przy skrzyżowaniu czterech alei: bp Bandurskiego, Jana Pawła II, Mickiewicza i Włókniarzy w okolicy dworca Łódź Kaliska), a za skrzyżowaniem z ul. Piotrkowską zaczyna się aleja Piłsudskiego. Taki drobiazg, ale o mniejsze drobiazgi można się potknąć 😉
      Wpis dla mnie – łodzianina z wyboru – cenny o tyle, że pokazuje Łódź tak, jak widzi ją przeciętnie każdy turysta (nie uprzedzony malkontent, tylko turysta ciekawy świata), gdy gości w niej po raz pierwszy.
      Przy kolejnej okazji pobytu w Łodzi – polecam przejechać się na tzw. Rudzką Górę. Panorama całej Łodzi robi wrażenie – a u podnóża górki można w miarę dobrze zjeść 😉
      Pozdrowienia 🙂

  10. Straszny stek bzdur, ale widac warto przyjechac do ŁDZ, taka moda panuje.
    Dla prawdziwychj podrozników teraz liczy sie industrial 🙂 co drugi to bardziej nowatorski:)
    Widzew Wschód, moje miasto Łódz.

Dodaj komentarz

Close