Podsumowanie roku 2017 na blogu. Refleksje, obserwacje i plany na przyszłość

Plany, plany, plany. Każdy je ma, większość z nas dopada refleksja na ten temat właśnie na przełomie lat. Nie będę tutaj oryginalny. Zastanawiając się nad minionym rokiem mojego bloga, chciałbym podzielić się z Wami wnioskami, do których doszedłem i kierunkiem, w którym będę zmierzał w nowym roku. A jest nad czym myśleć, bo powoli szykuję się do rowerowej wyprawy życia 🙂

Mamy nowy rok już od 4 dni. Jak zawsze, początek stycznia to czas refleksji i podsumowań minionego roku oraz wprowadzania w życie postanowień na kolejnych 365 dni. Zapewne niektórzy z nas poprzeczkę zawiesili zbyt wysoko i już nie wytrzymali w silnej woli 😉 Choć częściowo uważam, że podążanie za trendem zmiany przyzwyczajeń i usilnego ulepszania siebie tylko ze względu na zmianę cyferki w kalendarzu jest nieco sztuczne, każdy moment jest dobry, żeby coś zacząć. Albo się nad czymś zastanowić, jeśli tylko wnioski będą pozytywne i zapalimy się do działania – czemu nie właśnie teraz?

Dziękuję Ci za informację zwrotną 🙂

Dlatego właśnie postanowiłem podzielić się z Wami, Moi Drodzy Czytelnicy, refleksjami na temat swojej blogowej działalności. Moja strona w sieci istnieje od października 2016, czyli już ponad rok. Przez ten czas dużo się działo, moje podejście do tworzenia tego miejsca trochę się zmieniło. Na podstawie statystyk zauważyłem, które wpisy są chętniej czytane lub znajdywane przez wyszukiwarkę. Były też takie, którym wieńczyłem sukces, a przysłowiowy pies z kulawą nogą na nie nie zajrzał 😉

Również Wy sami pomagaliście tworzyć mi to miejsce – komentarze, maile, prywatne sugestie. Może nie wszyscy zdają sobie sprawę, ale KAŻDA interakcja (również ta krytyczna) jest na wagę złota, szczególnie w początkowym etapie pisania bloga. Wasze czasem przeciwstawne uwagi pomagają mi dostrzec różne punkty widzenia. Właśnie dlatego ponownie gorąco zachęcam Was do komentowania tutaj lub na facebookowym profilu, zostawienia śladu po sobie lub wyrażeniu opinii. Zajmie Wam to dosłownie chwilę, a ja będę wiedział co myślicie o miejscu, które opisuję lub moim sposobie podejścia do różnych spraw.

Dalej będę sobą

Przez ten rok zdałem sobie sprawę, że bardzo ważna jest tożsamość. Sposobów podróżowania może być tyle, co ludzi – każdy z nas ma inny odbiór odwiedzanego miejsca. Nie chcę narzucać Ci swojego – jednak Gdzie Los Poniesie był i będzie blogiem stroniącym od mainstreamu. Od czasu do czasu przeczytacie tu relacje ze zwiedzania którejś z europejskich stolic, jednak nadal dominowały będą miejsca mniej oczywiste, a dzięki temu tajemnicze i wolne od tłumu turystów. Zastanawiałem się przez jakiś czas, czy nie pisać w sposób bardziej odpowiadający szerszemu gronu odbiorców, mógłbym przecież tworzyć wpisy: „Co zobaczyć w Warszawie? TOP 5” lub „Najciekawsze muzea… jakiegoś tam miasta„. Problem w tym, że ja… nie chodzę do muzeów. No dobra, zdarzy się – choć nie są to atrakcje, które odwiedzam w pierwszej kolejności w zwiedzanym mieście. Powinienem posypać głowę popiołem, ale zwykle czasu na zwiedzanie jest za mało, a subiektywna chronologia bezlitosna 😉

Krótko mówiąc – Gdzie Los Poniesie pozostanie stroną, która odzwierciedla moje podróżnicze życie. Nadal znajdziecie tu opisy miejsc, które mnie w pewnym stopniu intrygują (rzadziej także takich, do których były tanie bilety lotnicze 😉 ), nadal będę odwiedzał te miejsca rowerem, autostopem lub marszrutkami z załadowanym plecakiem. Czasem odpalę też swoją Ładę Kombi i burżujsko zawiozę tyłek na ukochaną Suwalszczyznę 😉 Na pewno nie wyruszę w dane miejsce z myślą o ciekawym materiale na bloga – zawsze zachowam kolejność odwrotną. 


Gruzja. W swoim żywiole 🙂

Statystyki…. – o czym najchętniej czytaliście?

Nie chcę zanudzać Was cyferkami i słupkami, bo sam ich nie lubię i w statystykach poruszam się jak dziecko we mgle. Myślę, że warto jednak wspomnieć o pewnych kwestiach.

  • 56 wpisów – tyle powstało przez 15 miesięcy istnienia bloga; średnio jeden wpis na osiem dni. 
  • 162 komentarzy – na samym blogu, na facebooku zostawiacie ich dużo więcej.
  • Nocowanie w namiocie na dziko – to najczęściej czytany wpis, opublikowany w kwietniu 2017. Od tej pory odnotował niemal 20 tys. odsłon. Codziennie wpis odwiedza 30-40 nowych użytkowników (!)
  • 10 państw – póki co z tylu miejsc znajdziecie relacje i informacje praktyczne na moim blogu (nie wliczając Polski). W szczególności upodobałem sobie wschód – 8 postów opisuje samą Ukrainę, 6 Gruzję. Jednak znajdziecie także trochę o rowerowaniu po Islandii, stopowaniu w Norwegii
  • Polska na weekend dział promujący krótkie wycieczki po naszym pięknym kraju. Zazwyczaj w konkretne miejsce, zazwyczaj weekend wystarczy, by wyczerpać temat 🙂 W nowym roku planuję go rozwijać.
  • Zdjęcia…. jak to policzyć? 🙂 Na pewno jest ich bardzo dużo! W każdym wpisie, który jest relacją z podróży staram się pokazać to co widziałem okiem obiektywu. Zazwyczaj przypada ich około 20-30 na wpis.
  • Czytelnicy… czyli między innymi TY 🙂 – przez cały zeszły rok było Was prawie 52 tysiące. Czy to dużo, czy mało? Nie wiem… ale w 2018 roku chciałbym co najmniej podwoić tę liczbę! Pomożesz mi? 🙂 

Mój poprzedni paszport rodził podejrzenia wśród pograniczników na przejściu z Ukrainą… dobrze, że mieszkam daleko od granicy i bycie przemytnikiem po prostu by się nie opłacało 😉

Przede mną rowerowa wyprawa życia 

Kolejna już 😉 Choć bilety jeszcze nie kupione, a skomplikowana procedura załatwiania wizy nie jest do końca znana… przygotowania ruszyły już jakiś czas temu, i nic nie wskazuje na to, by wyjazd miał się nie udać. 

T a d ż y k i s t a n. Jedna z rzadziej odwiedzanych republik byłego ZSRR od kilku lat spędza mi sen z powiek, za sprawą bajecznych gór Pamiru i przebiegającej przez nie drogi. Jedna z wyżej położonych dróg świata (przechodzi przez przełęcz na wysokości 4655 m.n.p.m.) jest częścią dawnego Jedwabnego Szlaku i prowadzi przez surowy krajobraz pustki. Wokół dominują ośnieżone siedmiotysięczniki, na całej, ponad tysiąckilometrowej trasie, jest w zasadzie tylko kilka większych miejscowości. Zasięg sieci komórkowych pojawia się z rzadka – jesteśmy zmuszeni do zjednoczenia się z otoczeniem i chłonięciem naturalnego piękna przyrody. Czego chcieć więcej? 🙂 

Planujemy wyruszyć do Tadżykistanu w połowie maja na niecały miesiąc. Rowerem zamierzamy pokonać ok. 1100 km na trasie Duszanbe – Chorog – Murgob – Osz (Kirgistan). Po powrocie konsekwentnie na blogu będzie się pojawiał zarejestrowany materiał filmowo – zdjęciowy, który (mam nadzieję) uda mi się przywieźć w znacznej ilości. Przynajmniej taki jest plan, a jak wyjdzie… zobaczymy 🙂 

Niesamowite krajobrazy Pamir Highway w Tadżykistanie.
Źródło: www.kolemsietoczy.pl

Niesamowite krajobrazy Pamir Highway w Tadżykistanie.
Źródło: www.kolemsietoczy.pl

 

Na koniec tego nietypowego wpisu chciałbym Was spytać… może macie jakieś sugestie, przemyślenia, pytania? Może jest coś co Wam się nie podoba w moim sposobie pisania czy fotografowania lub jest wręcz przeciwnie, jesteście czymś zachwyceni? Podzielcie się – pamiętajcie, że współtworzycie to miejsce. Gdybym chciał pisać tylko dla siebie, to robiłbym to w dokumencie Worda 😉 Pozdrawiam Was wszystkich – dzięki, że jesteście!

 

Zobacz także:

Podróżowanie z sensem – naucz się otwartości na świat!
Czego mnie nauczyła pierwsza, samotna wyprawa?
Ukraina: Reportaż – 35 lat za kółkiem trolejbusu

 

Dodaj komentarz

Close