Gruzja: Z wizytą w klasztorze David Garedża i wiosce po środku stepu

Aż dziw, że kraj, mający powierzchnię jednej czwartej Polski, może być aż tak różnorodny. W Gruzji z jednej strony mamy morze, z drugiej ośnieżone szczyty Kaukazu, z trzeciej zalesione, górskie parki narodowe, zaś z czwartej rozgrzaną półpustynię. I właśnie o tej ostatniej odsłonie Gruzji napiszę Wam dzisiaj. Odwiedzamy wykuty w skale klasztor Dawid Garedża, położony na granicy z Azerbejdżanem. Wracając zajrzymy także do jedynej w okolicy wsi Udabno, w której nasi rodacy postanowili poszukać szczęścia i otworzyli hostel. 

Klasztor na styku granic

Być może czytaliście już u mnie o wysokogórskich szlakach Kaukazu na północy Gruzji lub kosmicznym Batumi oraz znajdujących się za miastem górach i wioskach pasterskich (a jeśli nie – szczerze zachęcam! 🙂 ). Teraz przyszedł czas na kolejne miejsce w tym niesamowitym kraju, które potrafi skraść serce i zaskoczyć swoją innością. 

Południowo – wschodnia część Gruzji to w dużej mierze półpustynne wyżyny. Bezdrzewne góry i wyschnięte stepy tworzą surowy, monotonny krajobraz, urozmaicony niekiedy słonymi jeziorami. Słabo zaludniony teren już  w…  wieku był atrakcyjny dla mnichów, którzy osiedlili się wzdłuż dzisiejszej granicy gruzińsko-azerskiej. Dawid Garedża to najlepiej zachowany klasztor w tym rejonie – choć jest udostępniony dla zwiedzających, ze względu na utrudniony dojazd wciąż nie stał się aż tak popularny, w porównaniu do podobnych miejsc leżących w bardziej dostępnych rejonach Gruzji. 

Dojazd z Tbilisi

Więc jak można się dostać do klasztoru Dawid Garedża? Mimo, iż kompleks leży zaledwie 80 km od Tbilisi, dojazd może sprawić pewien problem. Komunikacja publiczna w tej okolicy nie funkcjonuje – możecie próbować łapać stopa z Sagaredżo (miasteczko na drodze krajowej w kierunku Sighnaghi). My w ten sposób wróciliśmy, jednak gdy macie mało czasu, proponuję skorzystać z innej opcji. Czekanie na samochód może zająć sporo czasu, a gdy już coś złapiecie, najpewniej dojedziecie tylko do wsi Udabno. A stamtąd jeszcze dobrych parę kilometrów do klasztoru. 

W sezonie wiosenno – letnim, codziennie o godzinie 11 z Placu Wolności w Tbilisi odjeżdża specjalny bus bezpośrednio do klasztoru Dawid Garedża. Połączenie działa zasadzie zorganizowanej wycieczki z trzygodzinnym pobytem na miejscu i drogą powrotną do Tbilisi. Co więcej, jest organizowane przez Polaków! na miejscu zwiedzamy wszystko na własną rękę, o umówionej godzinie spotykamy się na parkingu i ruszamy w drogę powrotną. Po drodze jest jeszcze przystanek w hostelu-restauracji w Udabno, również prowadzonym przez Polaków. Koszt przejazdu w dwie strony to tylko 25 GEL. Więcej informacji możecie znaleźć na facebooku.

Miejsce w busie należy zamówić wcześniej,  najlepiej poprzez Facebooka lub telefonicznie. Dla nas zorganizowano transport taksówką, gdyż w busie zabrakło już miejsc. 

Jeśli podróżujecie samochodem lub rowerem, kierujcie się na Sighnaghi, w Sagaredżo skręćcie w prawo (są znaki na monastyr Dawid Garedża). Stan nawierzchni już po skręcie pozostawia sporo do życzenia – za Udabno asfalt znika całkowicie. 

Ubogi krajobraz południowej Gruzji.

Bus Gareji Line.


Monastyr wykuty w skale

Dawid Garedża to jeden z kilku monastyrów powstałych w południowo – wschodniej części Gruzji. Nazwa pochodzi od imienia pierwszego mnicha, który zamieszkał w naturalnej jaskini na zboczu jednej z gór w tym rejonie. Choć powstał prawie 1500 lat temu, jest całkiem nieźle zachowany, w przeciwieństwie do innych monastyrów porozrzucanych w odległości kilkudziesięciu kilometrów od głównej atrakcji. Były czasy, że te półpustynne rejony zamieszkiwało kilkuset mnichów, dziś na stałe pozostało ich zaledwie kilku. 

Poza obejrzeniem świątyni idziedzińca, warto wybrać się poza klasztorne mury. Wyruszamy na godzinny trekking wytyczoną ścieżką okalającą monastyr. Wspinamy się początkowo pod górę – po zdobyciu wysokości ścieżka biegnie wzdłuż granicy gruzińsko-azerskiej, oznaczonej metalowym, niskim ogrodzeniem. Po drodze podziwiamy liczne jaskinie przyozdobione przez podniszczone freski. Naturalne jaskinie były przystosowane do całorocznego mieszkania – ostatni mnisi opuścili je w XII wieku. Po drugiej stronie widzimy Azerbejdżan – stepowy krajobraz nie zmienia się, a w promieniu wzroku nie jesteśmy w stanie dostrzec nawet najmniejszych zabudowań. 











Polski hostel po środku stepu

W drodze powrotnej zatrzymujemy się pod charakterystycznym budynkiem, pomalowanym na biało. Jesteśmy w Udabno, co po gruzińsku znaczy po prostu: pustynia. To jedyna miejscowość w promieniu trzydziestu kilometrów. Udabno jest wynikiem nieudanego eksperymentu z czasów radzieckich – próby zasiedlenia słabo zaludnionych terenów południowej Gruzji. Ponoć przeniesiono tu w większości górali ze Swanetii, których wioska uległa zniszczeniu. Pomysł stworzenia sztucznie idealnego miasteczka nie wypalił – dziś w Udabno co trzeci dom stoi pusty. Kto mógł, uciekł do stolicy, z powrotem do Swanetii lub po prostu – gdziekolwiek, szukać lepszych perspektyw. 

Ktoś jednak dostrzegł w Udabno pewien potencjał. To odizolowane miejsce kilka lat temu przyciągnęło Anię i Ksawerego, którzy zmęczeni wielkomiejskim zgiełkiem w Polsce osiedlili się tutaj, tworząc miejsce z niepowtarzalnym klimatem. Z początku Oasis Club był tylko skromną knajpką, która powstała przy pomocy miejscowej ludności. Turyści zmierzający do monastyru chętnie tu przystawali by się posilić i porozmawiać.

Z czasem miejsce zyskiwało na popularności, a przedsiębiorcza para rozwijała działalność o warsztaty dla miejscowych, możliwość noclegu. Będąc w okolicy koniecznie odwiedźcie Oasis Club

 

Oasis Club – ogródek 🙂

Kuchnia oferuje flagowe dania kuchni gruzińskiej.


 

Pod namiotem

Po napełnieniu brzuszków opuszczamy przytulne mury Oasis Club. Podczas gdy Gareji Line odwozi turystów z powrotem do stolicy, my, uzbrojeni w biwakowy osprzęt, postanawiamy spędzić noc w półpustynnym klimacie i dopiero kolejnego dnia wrócić do cywilizacji. Przemierzamy wzdłuż całe Udabno, po chwili zostawiając ostatnie zabudowania za plecami. Choć namiot teoretycznie możemy rozbić właściwie wszędzie, dziś to zadanie utrudnia porywisty wiatr. Udaje nam się znaleźć zagłębienie terenu osłonięte od podmuchów, a zarazem wystarczająco płaskie, by się wyspać. Nie świadomi, że w nocy wiatr zmieni kierunek i uniemożliwi normalny sen, cieszymy się pełnym spokojem i głuchą ciszą, przerywaną niekiedy pokrzykiwaniami pasterza z oddali. 

Kontemplując nad zachodem słońca, wychylamy po dwie szklaneczki lokalnej whisky przywiezionej z Tbilisi. Jutro rano będziemy łapać stopa – nasz następny cel: miasteczko Telavi i Kachetnia, czyli najbardziej winny region Gruzji. Ale to już opowieść na następny raz. 

 

Nasz namiot w stepowym krajobrazie.

Udabno widziane z dalszej perspektywy.

 

 

Zobacz także:

Gruzja: kolejki linowe z czasów stalinowskich wciąż wożą ludzi
Ukraina: wycieczka Ładą do Donbasu
Lwów na weekend

2 przemyślenia nt. „Gruzja: Z wizytą w klasztorze David Garedża i wiosce po środku stepu

Dodaj komentarz

Close