SAKWA PEŁNA KREDEK #6 Korytarz Wachański – kraina odcięta od świata

Wkraczamy w zieloną dolinę rzeki Pandż, położoną po środku surowych gór niczym pustynna oaza wśród piasków. Znajdujemy się między wielkimi masywami górskimi a odciętą od świata częścią Afganistanu. Korytarz Wachański zaskakuje od pierwszego wejrzenia nie tylko zjawiskowymi krajobrazami, ale także tutejszą kulturą i… biedą. Odizolowana od reszty kraju ludność zachowała również swoje odrębne języki, niepodobne do siebie nawzajem.  


Ten post jest częścią rowerowej wyprawy przez Tadżykistan i Kirgistan, która odbyła się wiosną 2018 roku. Celem wyprawy było przejechanie „Pamir Highway”, prowadzącej przez najwyższe góry regionu, poznanie zamieszkujących Pamir ludzi oraz dowiezienie do Murgabu 150 paczek kredek, przeznaczonych dla dzieci właśnie budowanego przedszkola. 


Bezpieczny Afganistan wciśnięty między góry

Korytarz Wachański to w zasadzie długa na kilkaset kilometrów dolina, wcinająca się w masywy gór pamirskich. Przez jego środek płynie rzeka Pandż, stanowiąca jednocześnie granicę między Górnym Badachszanem (autonomicznym obwodem Pamiru), a tajemniczym Afganistanem. Sami podążamy zwężającą się stopniowo doliną prawie tydzień, codziennie obserwując toczące się życie po drugiej stronie rzeki. Zdarza się, że pomachają nam bawiące się na plaży dzieci lub dorośli, transportujący towary na osiołkach. Z zaciekawieniem obserwujemy też szutrową drogę po drugiej stronie, wijąca się jak osika nad skalnymi przepaściami. Co kilka kilometrów schodzi do poziomu rzeki, by przejść przez jedną z mikroskopijnych miejscowości. 

Granice państw, których przebieg możecie dostrzec na fragmencie mapy poniżej, to sztuczna strefa buforowa w bezpieczny sposób dzieląca niegdyś wpływy brytyjskie od rosyjskich. Utworzono ją pod koniec XIX wieku, obecnie dzieli Tadżykistan (dawne ZSRR) od niestabilnych terenów Pakistanu. 

Podróżując w bezpośrednim sąsiedztwie Afganistanu, tak naprawdę nie mieliśmy się czego obawiać. Tą część kraju zamieszkują Wachowie, różniący się kulturowo od reszty kraju. Zdecydowanie więcej mają wspólnego z Pamirczykami żyjącymi po drugiej stronie rzeki, niż z radykalnymi Talibami z dalekiego Kabulu. Z relacji innych rowerzystów, którzy postarali się o wizę do Afganistanu i przejechali fragment Korytarza Wachańskiego, także wynika, że ludzie zamieszkujący ten odległy rejon kraju żyją według swojego rytmu, z dala od konfliktów i wojen. Napadać na dolinę również nie ma po co – w tym rejonie nie ma praktycznie żadnych surowców ani strategicznych zakładów przemysłowych. Podróżując  afgańską częścią Korytarza Wachańskiego nie spotkacie raczej żadnych terrorystów. Mimo tych faktów, granicę nieustannie patrolują uzbrojeni tadżyccy żołnierze – płytką rzekę można wykorzystać na przykład do przemytu narkotyków, co zdarza się w tych okolicach dość często.

Wąski fragment Afganistanu jest dosłownie wciśnięty między Tadżykistan a Pakistan

 

150 kilometrów temu, będąc przed Chorogiem, mogliśmy wybrać drogę omijającą Korytarz Wachański. Jednak przez wiele osób, podróżujących przez Pamir, opcja wzdłuż afgańskiej granicy była bardziej polecana. I powiem Wam, że mieli rację!

Korytarz Wachański momentami przypomina powierzchnię księżyca. Kiedyś już coś takiego widziałem…. chyba na Islandii. Tylko tam więcej padało! Tutaj, na prawie trzech tysiącach metrów, bezlitosne słońce wysysa całą wodę z gruntu. Tam, gdzie nie docierają wody gruntowe Pandżu lub nie spływają potoki, wyschnięta, spękana od słońca ziemia jest pozbawiona życia. Skrupulatnie skonstruowane systemy irygacyjne maleńkich pól umożliwiają równomierne ich nawodnienie i pozyskanie żywności.

Początkowo jedziemy dość wąskim, skalistym korytarzem. Za którymś z kolei zakrętem dolina nagle się rozszerza, otwarta przestrzeń dodaje nam skrzydeł. Nawierzchnia także się ciut poprawia – droga oddalona od spadzistego, skalnego zbocza jest mniej narażona na zniszczenia. Zaczynają się miejscowości, możemy zrobić małe zakupy. Nachalnie witające się z nami dzieciaki nie dają chwili wytchnienia, a spotkani przy drodze Panowie zapraszają nas na wspólną wyprawę na ryby. Chyba do dziś Janek nie może mi wybaczyć, że chciałem jechać dalej! Co poradzę, że jestem wędkarskim ignorantem 😉




Rowerzyści przyjeżdżają do Korytarza Wachańskiego właśnie dla takich widoków. Choć znajdujemy się na dużej wysokości, dzięki rzece Pandż i licznym potokom, spływającym do niej z gór, jest tutaj zielono. Wzdłuż drogi rosną drzewa, a poletka i pastwiska są nawadniane utworzonymi do tego celu systemami irygacji. Jaskrawy kolor bujnej zieleni w kontraście z ośnieżonymi szczytami gór to wizytówka tego fragmentu kraju. 



Liczne języki Pamiru 

Zastanawialiście się już pewnie, w jakim języku mówią Pamirczycy, chętnie podkreślający swoją odrębność wobec Tadżyków, mieszkających w środkowej części kraju. Powiecie, że po rosyjsku? To byłoby zbyt proste. Co prawda miażdżąca większość ludzi, zamieszkujących Korytarz Wachański zna ten język przynajmniej w stopniu komunikatywnym – nie mieliśmy więc problemów z porozumiewaniem się. Jednak dopiero na miejscu dowiedzieliśmy się, że w zasadzie każdy fragment doliny posiada swój własny język, niepodobny do poprzedniego – niczym afrykańskie plemiona. I tak – Pan Sokidgon, który kilka dni temu przygrywał nam na gitarze w swoim domu, posługuje się językiem szugnańskim. Używa go także ok. 60 tys. osób, zamieszkujących środową część Górnego Badachszanu w Tadżykistanie oraz północno-wschodnią część Afganistanu. W okolicach Iszkaszimu, ludzie mówią w języku iszkaszmi. Nie jest to na przykład dialekt tadżyckiego, ale zupełnie inny język!

Pani Bronisława, mieszkająca we wsi Vrang (100 kilometrów dalej), posługuje się już językiem wachańskim, podobnie jak mieszkańcy przygranicza Tadżykistanu, Chin i Pakistanu.

Języków używanych w Pamirze jest co najmniej kilkanaście, zaliczane są oficjalnie do grupy języków pamirskich. Nie myślcie, że wszystkie z nich odeszły w zapomnienie – ludzie używają ich w rozmowie między sobą, a dzieci, poza rosyjskim i tadżyckim, uczą się ich w szkole. W części z nich wykładany jest także angielski, i to od pierwszych klas podstawówki. Cztery języki do nauki w wieku kilku lat? Czy w Polsce faktycznie szkolnictwo stoi na tak wysokim poziomie? 😉

 

Osobliwe ozdoby z baranich pozostałości przed wjazdem na jedną z posesji. 

Skromny sklep z orientalną płaskorzeźbą, przedstawiającą meczet.

Rządowa propaganda pochłania większość ściany frontowej kolejnego sklepu. 

Przy drodze – nie kto inny, jak pan prezydent Rahmon, spogląda ze zdziwieniem na katastrofalny stan nawierzchni. 

 

Kąpiel w gorącym źródle

Popychani silnym wiatrem w plecy, naszą uwagę przykuwa coś ciekawego przy drodze. Mały zbiornik wodny, otoczony kamieniami z rdzawym nalotem, to może być tylko jedno… gorące źródło! Bez zbędnego zastanawiania się wskakujemy do środka – okazji do kąpieli w tak niezwykłych okolicznościach przyrody nie można przepuścić. 

Obok odkrytego „oczka” znajduje się jeszcze mała, betonowa konstrukcja z drugim źródełkiem. Kilkukrotnie mijaliśmy już dziś podobne budynki, zastanawiając się nad ich przeznaczeniem. Teraz już będziemy wiedzieli 🙂

Jadąc dalej spotykamy jeszcze w wielu miejscach mineralne nacieki na skałach. Mieszające się z wodą głębinowe potoczki tworzą przedziwne, bardzo fotogeniczne kolory. 

Tym sposobem, podążając arcyciekawą doliną rzeki Pandż, docieramy do Iszkaszimu, gdzie robimy zakupy na wieczór. 






Na sobotni targ do Afganistanu

Iszkaszim to duża kropka na naszej mapie. W miasteczku są szkoły, knajpki i całkiem spory bazar. Znajduje się tu również przejście graniczne między Tadżykistanem a Afganistanem, jedyne dostępne dla cywilów w promieniu kilkuset kilometrów, także jedyne w Korytarzu Wachańskim. Ciekawostką jest cyklicznie organizowany po afgańskiej stronie rzeki bazar. Co sobotę mieszkańcy Tadżykistanu (oraz zagraniczni turyści) mają możliwość bezwizowego przejścia przez most do Afganistanu i skorzystania z ofert lokalnych sprzedawców. Targ cieszy się sporą popularnością choć niestety ponoć czasowo został zawieszony. Przynajmniej tak twierdzi pamirska rodzina, u której zatrzymaliśmy się poprzedniego dnia na noc

Powoli się ściemnia, za miastem zaczynamy szukać noclegu. Udaje nam się rozbić na kamiennej skarpie, pomiędzy wielkimi głazami i kolczastymi, wyschniętymi roślinami. Jeszcze nie jesteśmy świadomi, że rano kilka z tych kolców będziemy musieli wyciągać z opon i łatać dętki 😉 Póki co, trafił się nam pierwszy nocleg z naprawdę pięknym widokiem. W oddali majaczą ośnieżone szczyty. – ciekawe, ile mogą mieć metrów? Wokół naszego obozowiska niemal pozbawione roślinności głazowisko, w dole szumi graniczna rzeka Pandż. Wiatr się wzmaga, jak każdego wieczoru. Chowając się za kamieniem przygotowujemy posiłek, a po nasyceniu brzuszków celebrujemy wschód księżyca lokalnym piwem. W kolejnych dniach zamierzamy odwiedzić Panią Bronisławę – Polkę z pochodzenia, która lata temu przeprowadziła się do Tadżykistanu za mężem i tu założyli rodzinę. O jej historii opowiem Wam w kolejnym poście. 

 





 

 

Zobacz także:

Jak znaleźć idealnego towarzysza podróży? Praktyczny poradnik.
Ładą przez Polesie Ukraińskie
Ukraina: Lipniażka – opuszczone miasto

Dodaj komentarz

Close