Brześć bez wizy! Wizyta w monumentalnej twierdzy

Brześć bez wizy! Wizyta w monumentalnej twierdzy

Brześć – duże miasto, leżące tuż tuż przy granicy z Polską, możemy odwiedzić bez wizy. Przed Tobą obszerny artykuł, zawierający wszelkie praktyczne informacje, dotyczące bezwizowej wizyty na Białorusi. Jakie formalności należy spełnić, by tam pojechać? Które atrakcje Brześcia są warte zobaczenia? Czy twierdza brzeska to rzeczywiście siermiężny relikt minionych czasów ZSRR? Wreszcie… jak w ogóle jest na Białorusi? Sprawdzamy, czy stereotypy o rzekomej dziczy i samowoli są prawdziwe. Odwiedzimy mało turystyczne zakamarki, pokręcimy się po lokalnym targowisku i pójdziemy na koncert współczesnej gwiazdy rosyjskiego disco. 

Białoruś otwiera się na turystów

Białoruś, owiana nutą tajemnicy i niedostępności, coraz chętniej otwiera się na turystów. W ciągu zaledwie kilku minionych lat twarde wizowe zasady wjazdu zelżały. Obecnie do niektórych regionów możemy wjechać wyrabiając tylko specjalne urzędowe pozwolenie, a przylatując samolotem do Mińska już w ogóle nie potrzebujemy wizy!
Należy się więc spodziewać, że w wyniku poczucia realnych zysków ze strony turystów władze Białorusi będą wciąż przychylne na otwieranie swoich granic – być może wizy zostaną kiedyś całkowicie zniesione.

Obecnie (2018) jednym z dwóch regionów, które możemy odwiedzić drogą lądową na podstawie specjalnego pozwolenia, jest Brześć i fragment obwodu brzeskiego. Przyklejone do prawego brzegu Bugu,  trzystuczterdziestotysięczne miasto jest największym ośrodkiem miejskim usytuowanym tak blisko naszej wschodniej granicy. Właściwie zaraz za kontrolą dokumentów na przejściu wjeżdżamy w granice administracyjne Brześcia.

Na Białorusi spędziliśmy w sumie trzy dni, z czego dwa w samym Brześciu. Ostatniego dnia pokręciliśmy się trochę po miejscowościach na północ od miasta, zmierzając do przejścia granicznego Połowce – Pieszczatka. Ze względu na przedwczesny atak zimy i lodowaty wiatr, morale nam trochę spadły i będąc szczerym – nie przyłożyliśmy się do chłonięcia białoruskich, sielskich widoków 😉 


Co zobaczyć?

Twierdza Brzeska

Główna atrakcja miasta, w pełni na to miano zasługująca.  Za czasów Imperium Rosyjskiego twierdza u zbiegu rzek Bug i Muchawiec pełniła ważną rolę obronną. Rozległa cytadela (zachowała się do dziś) była tylko częścią rozbudowanego systemu fortyfikacji. Warto wspomnieć, że twierdza Brzeska wznosi się na dawnym terenie starego miasta, które pod tą militarną inwestycję wyburzono. Niestety większość XIX-wiecznych zabudowań zostało zniszczonych podczas II wojny światowej. W zamian możemy podziwiać okazały pomnik Zasłużonych w socrealistycznym stylu, znajdujący się w samym środku twierdzy.

Ogrom przestrzeni jest uderzający – okalający zabudowania system sztucznych fos musiał stanowić trudną do pokonania barierę dla nieprzyjaciela. Dzisiaj twierdza brzeska ma charakter muzealny – przypomina minioną potęgę Imperium oraz wcześniejszą historię. Przedwojenne mury z czerwonej cegły kontrastują bowiem z ciężką architekturą socrealizmu, wzniesioną za czasów świetności ZSRR. Potężna brama wita odwiedzających idących od parkingu – na teren twierdzy wchodzimy przez środek trójwymiarowego odcisku radzieckiej gwiazdy w akompaniamencie chóralnych pieśni wojskowych.

Wejście główne do Twierdzy Brzeskiej – przez wielką, betonową gwiazdę. Już z daleka rozbrzmiewa „Święta Wojna”, w wykonaniu Chóru Aleksandrowa. Białorusini we właściwy sposób zadbali, aby odwiedzający twierdzę poczuli potęgę ZSRR. 



Pomnik Zasłużonym Twierdzy Brzeskiej, czyli 4000 м3 betonu w jednym miejscu. Olbrzymi pomnik, widoczny z najdalszych krańców niemałej twierdzy, miał podkreślać radziecką potęgę. Wysoki na ponad 30 metrów, jest najważniejszym miejscem obronnego kompleksu. Ponoć w niektórych miejscach da się go ujrzeć z Terespola. Przed nim każde z miast-bohaterów ma swoją małą mogiłę przyozdobioną wieńcem sztucznych kwiatów. W betonowej niecce płonie wieczny ogień, upamiętniający poległych obrońców twierdzy.

„Stali na śmierć, chwała bohaterom”


Brama Terespolska od zewnętrznej strony.

Podczas zwiedzania zaskoczyły nas dość intensywne opady śniegu – pierwsze tej jesieni 😉





Fort V

Na zachodnich rubieżach Brześcia poza słynną twierdzą znajduje się jeszcze kilka mniej znanych fortyfikacji. Jedną z nich jest „Fort V” w południowo-zachodniej części miasta. Nadgryziony zębem czasu zaniedbany obiekt nie uderza swoim ogromem, za to wygrywa autentycznością. W ramach niedrogiego biletu możemy na własną rękę pochodzić po ciemnych korytarzach fortu, obejrzeć skromną wystawę transportu opancerzonego i prezentowane w jednej z sali zdjęcia historyczne. Znajdziemy też fotografie innych twierdzy Europy Środkowo-Wschodniej, między innymi tej w podwarszawskim Modlinie. 

 





 

Dworzec kolejowy

Dworce kolejowe już w czasach radzieckich były objęte szczególnym patronatem władz. W końcu dworzec zawsze był pierwszym budynkiem, jaki w danym mieście ujrzał podróżny – musiał więc być zadbany i z przepychem. Nie inaczej jest w Brześciu. Po niedawnym remoncie zdecydowano się zachować historyczne symbole radzieckie – wobec czego nad wszystkimi wejściami do gmachu widnieją pięcioramienne gwiazdy. Polecam wejść do środka – przestronne wnętrze robi wrażenie. Na dworzec można spojrzeć także z góry,  z kładki nad peronami. 


Z Brześcia można dojechać pociągiem w inne zakątki Białorusi, a także do Rosji. Widoczne na zdjęciu wagony z miejscami do spania mają niezależne systemy grzewcze – stąd tyle dymu się nad nimi unosi. 


50-letni, spalinowy pociąg podmiejski nadal służy Białorusinom. 


Wschodni bazar w środku zachodniego centrum

Centrum Brześcia ma przyjemny charakter. Zadbane uliczki, wzdłuż których rozciągają się fasady pastelowych kamienic, przypominają o nieradzieckiej historii miasta. Jedna z równoległych ulic w osi północ – południe została przerobiona na deptak. Modna ulica Sowiecka, prowadząca od dworca kolejowego do historycznego centrum handlowego (Gosudarstwiennyj Uniwiersalnyj Magazin) ma do zaoferowania sklepy z pamiątkami, knajpki z lokalnym jedzeniem i liczne kawiarnie – co przydaje się w mroźny dzień. 

To teraz trochę o bazarze „Centralnyj Rynok”, zajmującym okrągłą halę przy ulicy Kujbyszewa i tereny do niej przyległe. Możecie z początku pomyśleć…  bazar, co to za atrakcja. Jednak osobiście bardzo lubię klimat wschodnich targowisk i wiem, że podobnych osób jest więcej. Świeże owoce i warzywa, intensywny zapach przypraw, towary z pierwszej ręki prosto od producenta, który stoi za ladą. A w innej alejce…  zapach smarów i olei przekładniowych, części samochodowe, stoisko tylko z maszynami do szycia, albo tylko z piłami mechanicznymi, czy też częściami do Łady 🙂 

Choć brzeski bazar do dużych nie należy, udaje nam się kupić kilka pamiątek kulinarnych. Między innymi gruzińską czurczelę (orzechy w zalewie z masy winogronowej) i domową adżikę, przyprawę dość popularną na wschodzie. Akurat ta jest bardzo naczosnkowana, nadaje wyrazistość oddechu po spożyciu. 

Ulica Sowiecka i charakterystyczne dla Brześcia, finezyjne latarnie, które można spotkać w różnych częściach miasta. 



Brześć bez wizy

Aby poruszać się po fragmencie obwodu brzeskiego (włącznie z miastem Brześć) nie potrzebujemy tracić czasu i pieniędzy na formalności wizowe. Jednak żeby nie było za łatwo, poza paszportem musimy wyrobić sobie specjalne pozwolenie, tzw. propusk. Wystarczy wpisać w wyszukiwarce „brześć bez wizy” (dosłownie), a wyskoczy nam kilkanaście biur podróży, które zajmują się pośrednictwem w wygenerowaniu on-line właściwego dokumentu umożliwiającego przekroczenie granicy.

W strefie bezwizowej na podstawie tego dokumentu możemy przebywać do 10 dni. 

My skorzystaliśmy ze strony http://bezviz.by/, z pomocą umieszczonego na stronie kreatora stworzyliśmy niezbędne dokumenty w kilka minut. Po wpisaniu danych osobowych, orientacyjnego miejsca noclegu (wynajęliśmy wcześniej mieszkanie za pośrednictwem portalu airbnb) i dokonaniu wpłaty, szybko otrzymaliśmy potwierdzenie umożliwiające wjazd na Białoruś. Na podstawie wydrukowanego dokumentu, wraz z paszportem mogliśmy poruszać się bez ograniczeń po zaznaczonym obszarze. Oczywiście na drogach wyjazdowych z tego obszaru nie znajdowały się bramki, jednak jakakolwiek kontrola milicji poza strefą dozwolonego pobytu skutkowałaby surowym mandatem – nie polecam 😉 

Przyznam, że kreator na stronie https://bezviz.by/ jest trochę dziwny 😉 Po wpisaniu danych paszportu  musimy wybrać obowiązkową atrakcję turystyczną, którą zamierzamy w mieście zwiedzić. Mamy do wyboru między innymi muzeum kolejnictwa, muzeum historyczne, militarny fort V… no to bierzemy fort! Będziemy mogli „przejść dalej” jeśli wybierzemy jakąkolwiek atrakcję do zwiedzania – chodzi o to, aby cena vouchera przekroczyła 50 PLN na osobę. I tyle w rzeczywistości płacimy, po czym otrzymujemy wszystkie stosowne dokumenty na maila. 

Potwierdzam – na granicy żadnych problemów nie było. Pamiętajcie – wjeżdżając prywatnym samochodem (podobnie jak na Ukrainie), w środku musi być obecny właściciel. 

Oficjalny dokument umożliwiający wjazd na Białoruś do brzeskiej strefy bezwizowej. Każde potwierdzenie drukowane na konkretną osobę, z dokładną datą wizyty i domyślnie wygenerowanym programem zwiedzania: przekroczenie granicy w Terespolu, piesza wycieczka po mieście Brześć, spacer po Alei Fontann, przejazd po mieście 😉


Brześć – informacje praktyczne

  • Ceny produktów spożywczych są zbliżone do cen polskich. Jedynie za wysokoprocentowy alkohol i papierosy zapłacimy ciut mniej. Polecam robić większe zakupy w marketach, których w Brześciu nie brakuje.
  • Ceny w knajpach również podobne jak w Polsce (niestety bardziej zbliżone do tych warszawskich). Lokalnej kuchni możecie spróbować np. w „La Kave” przy ul. Sowieckiej lub w „Brigantina” przy Kujbyszewa (obok głównej hali targowej). Popularne danie kuchni białoruskiej to maczanka (мачанка), czyli ziemniaczana zupa-krem (lub słony budyń – w zależności od podania) z mięsem, plackami ziemniaczanymi lub warzywami…. albo wszystkim po trochu 😉 Próbowaliśmy tego dania właśnie w tych dwóch lokalach i za każdym razem bardzo smakowało.
  • Co do alkoholi – możecie poprosić o kieliszek krambambuli (Крамбамбуля) – szczególnie w zimny dzień! Ta starobiałoruska, mocna nalewka na bazie ziół podawana jest zwykle na ciepło. Specyficzne doznanie 🙂
  • Jak się porozumiewać? Najprościej po rosyjsku, zna go tu niemal każdy. Jeśli nie znacie nawet podstawowych słów w tym języku, możecie próbować po polsku (sporo osób zna lub rozumie nasz język) lub angielsku – tutaj raczej z młodszymi. Co ciekawe, język białoruski (który ma wiele słów podobnych do polskiego) nie jest tak powszechnie używany – głównie widnieje w oficjalnych napisach na budynkach państwowych i… na billboardach, zachęcających do używania języka białoruskiego. 
    Niemniej wybierając się gdziekolwiek na wschód warto nauczyć się cyrylicy. W Brześciu prawie wszystkie napisy są w tym alfabecie, w knajpach nie zawsze dostaniecie menu po angielsku.
  • Waluta obowiązująca na Białorusi to Rubel Białoruski (BYN). Po denominacji sprzed kilku lat nie dostaje się już wypłaty w milionach 😉 Obecnie 1 BYN = ok. 1,77 PLN. Pieniądze bez problemu wymienicie w miejskich kantorach, lokalne bankomaty również obsługują nasze karty płatnicze.
  • Gdzie spać? Jeśli jedziecie grupą, polecam po prostu wynajęcie całego mieszkania od prywatnego właściciela (opcja bardzo popularna na wschodzie). My wynajęliśmy czyste, 55-metrowe mieszkanie jakieś 15 minut trolejbusem od centrum, płacąc 25 zł / osobodoba. Korzystaliśmy z portalu airbnb – podobne ceny znajdziecie na bookingu lub dobovo
  • Komunikacja miejska – działa całkiem sprawnie. Główne osiedla i całe centrum oplata sieć trolejbusowa – wszystkie linie kursują relatywnie często. Schemat sieci (klik). Ponadto po mieście poruszają się autobusy miejskie i marszrutki. Za jeden przejazd trolejbusem lub autobusem zapłacimy 55 kopiejek, a masrszrutką 1 rubla. 

Maczanka w jednej z wielu wersji.

 

Ile czasu przeznaczyć na Brześć?

Oczywiście to kwestia dyskusyjna. Patrząc pod kątem zabytków – warto zajść na pięknie odrestaurowany dworzec kolejowy, odwiedzić ważniejsze cerkwie i pozachwycać się przepychem w ich wnętrzach. Nie można pominąć twierdzy brzeskiej, można przejść się ulicą Sowiecką, przekształconą w deptak trochę na wzór zachodnioeuropejski. Miłośnicy „wschodnich klimatów” (szczególnie po wcześniejszych wizytach na Ukrainie) mogą się czuć nieco rozczarowani. Co prawda miasto jest stworzone na wzór radziecki – w przestrzeni dominują szerokie, kilkupasmowe prospekty, przy których stoją monumentalne, socrealistyczne gmaszyska instytucji państwowych. W centrum, w okrągłej hali, znajduje się całkiem klimatyczny bazar ze świeżymi produktami spożywczymi i częścią przemysłową, gdzie dostaniemy dosłownie wszystko. Niemniej bliskość granicy z Polską odcisnęła swoje piętno – w Brześciu nie znaleźliśmy pomników wojny ojczyźnianej na każdym kroku. Choć stojący przy ulicy Lenina Włodzimierz Ilicz z dumnym wzrokiem góruje nad centrum, a wzdłuż łączącego dwie części miasta prospektu Maszerava wyrastają co kilkaset metrów małe monumenty ku czci radzieckich miast-bohaterów, ten widok nie umywa się choćby do stołecznego Mińska, będącego perłą socrealizmu. 

Może nie powinienem tak narzekać, może wschodnie klimaty mi się chwilowo opatrzyły, dlatego uporządkowana Białoruś nie zrobiła na mnie takiego wrażenia… jednak wolę być z Wami szczery 🙂 Muszę dodać, że nasza wizyta w Brześciu miała jeszcze jeden ukryty cel – mieliśmy okazję uczestniczyć w niepowtarzalnym widowisku, jakim był koncert niekwestionowanej gwiazdy poradzieckiej popkultury. Lolita Milyavskaya, będąca ikoną tzw. popsy (czyt. „ruskie disco”), dała popis mocnego głosu i kiczowatej choreografii w swoim stylu. Koncert 200 km od Warszawy? Nie mogło nas tam zabraknąć 🙂

 


Idylliczny przykład miasta ZSRR

Jeśli swoją przygodę ze wschodem zaczynacie od Brześcia, powinniście być zadowoleni. Brześć (a ponoć cała Białoruś…) to żadna dzicz i anarchia – nie ulegajcie kłamliwym stereotypom! Choć prawa człowieka nie zawsze są tu przestrzegane… jako turyści nie powinniście tego odczuć. Chodniki są równe, kierowcy jeżdżą niezwykle spokojnie, jest gdzie zjeść, a półki sklepowe uginają się od towarów. Dopieszczone, niezwykle czyste miasto zdaje się wyglądać tak, jak w zamyśle miał wyglądać cały Związek Radziecki. Obywatel miał gdzie zaparkować przed swoim dwudziestopiętrowym blokiem po męczącej pracy w jednym z kombinatów, a w wolnym czasie pójść do kinoteatru by się rozerwać, móc zrobić zakupy w Centralnym Uniwermagu, pospacerować nad rozlewiskami Muchawca czy też pokazać przyjezdnym turystom z Polski miejską twierdzę. I Brześć to wszystko zapewnia. 

Na koniec jeszcze kilka zdjęć.

Uniwersytet elektromechaniczny przy ulicy Moskiewskiej, to trzy budynki właśnie z takimi mozaikami. 

Plac Lenina z głównym bohaterem wskazującym na wschód. 

Plakaty gloryfikujące służbę wojskową w imię narodu. 



Radzieckich aut na Białorusi coraz mniej, nie mogłem więc przejść obok tak pięknego Zaporożca obojętnie… szczególnie, że sam kiedyś takiego miałem. Tutaj robi akurat za reklamę kwiaciarni w wersji haloweenowej. 

 

 

 

 

Zobacz także:

Moskwa i jej przytłaczający magnetyzm
Ukraina -> Uniwersalny poradnik praktyczny
Budapeszt – nietypowe atrakcje

2 komentarze do wpisu „<b>Brześć bez wizy! Wizyta w monumentalnej twierdzy</b>”

Dodaj komentarz

Close