Albania, Góry Przeklęte – informacje praktyczne

Albania, Góry Przeklęte – informacje praktyczne

Czasy, gdy większość ludzi nie potrafiło wskazać położenia Albanii na mapie, a sam kraj kojarzył się z mafią i komuną w najgłębszym wymiarze, odeszły bezpowrotnie do lamusa. Choć Albania staje się coraz częstszą destynacją turystyczną i  śmielej niż kiedyś pojawia się w folderach biur podróży, ta tendencja dotyczy jedynie wybrzeża. Góry Przeklęte, Alpy Północnoalbańskie – same, używane wymiennie nazwy najwyższego pasma gór Dynarskich brzmią groźnie. Jeśli planujesz trekking po mało uczęszczanych, wręcz dziewiczych szlakach północy Albanii, mój poradnik z pewnością Ci się przyda.

Czym się charakteryzują Góry Przeklęte?

Góry Przeklęte (Północnoalbańskie) to rejon odrębny nie tylko z uwagi na ukształtowanie terenu – zresztą 3/4 kraju pokrywają góry i wyżyny. Podczas gdy większość kraju jest muzułmańska lub ateistyczna, na północy dominuje katolicyzm. Ten fakt nie przeszkadza w funkcjonowaniu prawa wendety (tzw. zemsty krwi), a spotkanie w sklepie Albańczyka ze strzelbą na ramieniu to żaden nadzwyczajny widok 😉 Ale nie przejmujcie się – raczej do turystów nie strzelają!

Geograficznie Alpy Albańskie przypominają Tatry Wysokie. To jeden z niewielu pozostałych w Europie obszarów górskich, który nie został naukowo zbadany – przede wszystkim ze względu na niezwykle strome ściany skalne i trudności w dostępności. Szpiczaste, „nagie” szczyty pozbawione roślinności to typowy i pożądany widok w tej części Bałkanów. Całe pasmo rozlewa się po terenie Kosowa, Albanii i Czarnogóry – w dwóch ostatnich państwach utworzono Parki Narodowe, mające za zadanie chronić tutejszą przyrodę (przynajmniej teoretycznie). Najwyższy szczyt, Maja e Jezercës (2694 m), znajduje się w Albanii i prowadzi na niego znakowany szlak z doliny Valbony.

Nazwa „Góry Przeklęte” (po albańsku Bjeshkët e Namuna) wzięła się prawdopodobnie z trudności w pokonaniu górskich przełęczy, aby dostać się do ciasnych, zamieszkanych dolin. Zresztą do dziś ten rejon Bałkanów pozostaje dziki i odrębny pod wieloma względami.

Góry Przeklęte w całej okazałości -dolina Valbony – widok ze szlaku na Qafe e Valbone (przełęcz Valbona).

Szlaki, turystyka, trekking

Góry Przeklęte to jeden z ostatnich obszarów Europy nietkniętych dotychczas przez turystykę masową. W porównaniu do dynamicznie rozwijającej się bazy turystycznej na wybrzeżu, trudniej dostępne tereny górskie są raczej pomijane przez turystów wypoczynkowych. W sezonie na szlakach można spotkać dobrze przygotowanych górołazów – praktycznie zerowa infrastruktura zmusza do bycia samowystarczalnym. Zarówno turystów jak i szlaków nie ma wiele – spory ruch generują przede wszystkim trasy w okolicach Theth.

Najlepsza znana mi mapa szlaków Gór Przeklętych jest dostępna na czeskiej stronie (klik). W ogóle na miejscu okazało się, że to Czesi znakowali istniejące szlaki, wykorzystując do tego ścieżki pasterskie i drogi publiczne.

Szlaki, którymi my się poruszaliśmy nie były specjalnie eksponowane, trudności sprawiały czasem problemy z nawigacją (wskazany GPS), które rozwiązała aplikacja Maps.me z dokładnie odwzorowaną ścieżką. Polecam uważać na luźne kamienie, śliskie podłoże i jadowite żmije, które występują w tych rejonach. Sami spotkaliśmy węża na szlaku tylko raz, ale słyszeliśmy o przypadku ukąszenia zakończonym szczęśliwie dzięki pomocy miejscowych.

Ciekawostka: w okolicach Theth i Valbony na szlakach możemy spotkać prowizorycznie kawiarnie na powietrzu. Czasem w formie rozbudowanego szałasu pasterskiego, niekiedy całkiem przytulnego „lokalu” z drewna. Zawsze napijemy się w niej kawy lub piwa, a czasem nawet będzie można coś zjeść.

Polowa kawiarenka na trasie między Theth a Valboną.

Którą trasę my wybraliśmy?

Opis i szczegółowa mapa trasy, którą przeszliśmy, znajdują się tutaj. Z Tirany dojechaliśmy do Bajram Curri, skąd łapaliśmy stopa w kierunku Valbony. Na „dwa razy” dojechaliśmy do Dragobi, skąd planowaliśmy rozpocząć marsz czerwonym szlakiem. Przemieszczając się w kierunku Theth szliśmy szlakami przez osady Qeresh, Curraj I Epërm,  Abat. Przez 5 dni marszu pokonaliśmy cztery przełęcze i w sumie ok. 3500 m podejścia. Najwyżej byliśmy na ok. 2100 m, przy czym zwykle spaliśmy w granicach 1200-1400 m (było zimnoo!).

Szlak na odcinku Dragobi – Qeresh oraz na zejściu z przełęczy do Abatu bywał w kiepskiej kondycji (czasem gubiliśmy ledwo widoczną ścieżkę na zejściu przez łąkę lub w krzakach. Na pozostałych odcinkach było pod tym względem przyzwoicie.

Zejście z przełęczy w stronę Qeresh. Średnio kilometr na godzinę, kompletnie nie wiadomo gdzie postawić stopę, by jej nie skręcić. Na szczęście potem się poprawiło 😉

Curraj I Epërm – kawiarenka zamknięta poza sezonem.

 

Theth i okolice

Theth jest doskonałą bazą wypadową w wyższe partie gór. Stosunkowo łatwa dostępność (75 km od miasta Szkodra) i unikalne położenie w wąskiej dolinie Shale sprawia, że właściwie tylko tu rozwinęła się turystyka górska…  Choć nie zdążono jeszcze dociągnąć asfaltu 😀

W Theth jest przyzwoita baza noclegowa, pola namiotowe, kilka knajp i kawiarenek, sklep spożywczy, a nawet centrum informacji turystycznej, w którym bez problemu pogadamy po angielsku. W sezonie, obok szkoły, funkcjonuje również punkt ratownictwa medycznego.

Druga strona medalu – Theth jest solą w oku mojej pochwały dzikości gór Północnoalbańskich. W porównaniu do ruchu na dalszych szlakach a nawet w dolinie Valbony, tutaj aż roi się od turystów (choć, rzecz jasna, jest ich mniej niż w Zakopanem czy Karpaczu). To zjawisko jest widoczne przede wszystkim przez nastawienie tubylców do obcokrajowców. Niestety mieszkańcy Theth doskonale wiedzą ile zarabia przeciętny mieszkaniec zachodniej Europy, a Polaków wrzucają z nimi do jednego worka. Polecam ostro się targować i nie pozwolić się wydoić – niestety w tym miejscu słynna albańska gościnność nie działa. Miałem okazję być w Theth dwukrotnie w sporym odstępie czasu i niestety podejście się nie zmienia. Zresztą dokładnie opisałem nasze doświadczenia w tym artykule – dociekliwych zapraszam.

Marashi Guesthouse. Dom zbudowany wyłącznie na potrzeby turystów w sezonie. Właściciele spali w przyczepie przed domem, gdzie także znajdowała się kuchnia.

Jedna z uroczych kawiarenek w Theth. Widoczny na zdjęciu właściciel zbudował ją własnymi rękami. 

Takie oznakowanie szlaków znajdziemy tylko w okolicach Theth i Valbony. 


Polecane szlaki

Góry Przeklęte to siatka długich szlaków, którymi z punktu A do B idzie się zwykle kilka dni. Na podstawie własnych doświadczeń, ubogich informacji w internecie oraz rozmów z turystami na miejscu mogę zaryzykować stwierdzenie, że większość szlaków dostępnych tutaj istnieje i jest do przejścia. Ponieważ wytyczono je głównie na podstawie istniejących ścieżek pasterskich, są wciąż używane nie tylko przez turystów.

Jeżeli za bazę wypadową obieracie Theth, możecie zrobić kilka jednodniowych wycieczek w różnych kierunkach:

  • Wodospad Grunasi (30-45 minut drogi od centrum Theth)
  • Blue Eye (jeziorko) i Nderlysaj (5-7 godzin)
  • Przełęcz Pejes (ok. 3-4 godzin w jedną stronę)
  • Przełęcz Valbona (ok. 3,5 godziny w jedną stronę)
  • Maja e Jezercës (ok. 12 godzin)

Przez przełęcz Qafe e Valbones (przełęcz Valbona) prowadzi dość uczęszczany szlak, łączący miejscowości Theth i Valbona. Odchodzi od niego odnoga na najwyższy szczyt Gór Północnoalbańskich (Maja e Jezercës). Przy poświęceniu całego dnia, teoretycznie da się tam wdrapać i zejść od strony Theth, jednak idąc z Valbony jest bliżej.

Przez Theth, przełęcz Pejes i dalej przez teren Czarnogóry wiedzie międzynarodowy szlak trekkingowy Peak of the Balkans. Przekraczanie granic państw tym szlakiem jest dozwolone pod warunkiem zgłoszenia tego faktu na posterunku straży granicznej kraju, z którego się wyrusza (można to zrobić np. w czarnogórskiej Plavie). Otrzymuje się wówczas stosowne zezwolenie, płaci się na miejscu jakieś grosze. Po więcej informacji odsyłam na stronę szlaku.

Na skrzyżowaniu szlaków. 

Wodospad Grunasi – polecam przyjść w to miejsce wcześnie rano. 

Fragment szlaku w stronę Qafe e Valbones.

Szlak Peak of the Balkans – tuż za przełęczą Qafe e Pejes.


Trekking kilkudniowy – co powinieneś wiedzieć

Planując kilkudniową tułaczkę szlakami gór Północnoalbańskich należy starannie się przygotować, mając na uwadze, że poza Valboną i Theth infrastruktura turystyczna właściwie nie istnieje (a i w tych miejscach daleka jest od standardów, do których możemy być przyzwyczajeni z polskich gór). Ponadto właściwie tylko tam możemy się zaopatrzyć w produkty spożywcze.

Przede wszystkim przeanalizuj planowaną trasę pod kątem długości, przewyższeń i dostępności szlaku (z tym może być gorzej – w internecie są szczątkowe informacje). Warto na bieżąco pytać miejscowych o kondycję konkretnych odcinków. Choć wytyczone szlaki na mapie pokrywają się z rzeczywistością i są nieźle oznaczone, na bieżąco raczej nikt nie dba o ich utrzymanie.

My pokonywaliśmy ok. 10 kilometrów dziennie z ciężkimi plecakami. Pamiętaj, aby wziąć odpowiednią ilość jedzenia (najlepiej chociaż z jednodniowym zapasem). Raczej nie wybierałbym się na dłuższy trekking bez namiotu – choć spotkaliśmy parę z Izraela polegających wyłącznie na skromnej bazie noclegowej małych miejscowości (np. Curraj i Eperm).

Po drodze nieraz natkniesz się na pasterzy, w towarzystwie psów. Nie spotkaliśmy się z zagrożeniem z ich strony, jednak zawsze warto zachować zdrowy rozsądek i poczekać, aż właściciel przywoła zwierza. Najpewniej potem zaprosi Cię na kawę, a jeśli dobrze Ci z oczy patrzy, także na kieliszek rakiji 🙂 to nic, że nie uda Wam się sensownie porozumieć w żadnym języku – chyba, że władasz albańskim.

Dostępność wody 

Latem i wczesną jesienią może być problem – część oznaczonych na mapie rzek i strumyków jest doszczętnie wyschnięta. Jednak raz, dwa razy dziennie (zakładając te 10 kilometrów na dzień), powinno się trafić jakieś źródełko. Czasami są oznaczone w aplikacji Maps.me.

Wiem, że to biadolenie, ale muszę o tym napisać…  uważajcie na palenie ognisk! Często to jedyna opcja na ugotowanie ciepłego posiłku lub zwyczajne ogrzanie się podczas chłodnego wieczoru – ale dogaszając je miejcie pewność, że pozostały żar nie zostanie rozwiany przez wiatr na pobliskie trawy. W górach Północnoalbańskich nie pada tak często, jak w polskich (zwłaszcza latem), a brak służb parkowych i mała ilość turystów sprawia, że o katastrofę nie trudno.

Numer alarmowy, pomoc w razie wypadku

Niestety z korzystaniem z numeru alarmowego mamy niezbyt wesołe doświadczenia. Idąc szlakiem w okolicach Theth trafiliśmy na mały  pożar lasu – wraz ze spotkanymi Belgami próbowaliśmy się skontaktować z parkiem narodowym Theth dzwoniąc pod numer alarmowy. Dodzwoniliśmy się dopiero po którejś próbie, a Pan, usłyszawszy język angielski, po prostu odłożył słuchawkę.

W razie nieszczęścia można natomiast liczyć na miejscowych – słyszeliśmy o przypadku, gdy Albańczyk uratował ukąszonego przez żmiję turystę – wstępnie opatrzył, a następnie wezwał pomoc. Turysta został przewieziony helikopterem do szpitala w Tiranie. Miał dużo szczęścia, że akurat spotkał kogoś w pobliżu oraz, że w rejonie zdarzenia był zasięg.


Poradnik praktyczny

Noclegi i ceny

W Theth i okolicach baza noclegowa jest przygotowana na przyjęcie dużej ilości turystów – oferty znajdziecie na popularnych portalach rezerwacyjnych, zarazem nie powinno być problemu z wynajęciem pokoju czy domku na miejscu po przyjeździe. Do wyboru są prywatne kwatery o różnym standardzie – ze względu na sporą ilość turystów z państw na zachód od Polski, przestronne pokoje z telewizorem plazmowym na całej ścianie nie są rzadkością. Coraz trudniej natomiast wynająć pokój w tradycyjnym, kamiennym domu, które stoją od lat w dolinie potoku Thethit.

Zwykle w usługę noclegową wliczone jest jedzenie (jeden albo dwa posiłki). Obiady są zazwyczaj na tyle duże, że nie trzeba dojadać „na mieście” 😉 – jednak warto zapytać o ich wielkość.

Albańczycy z Theth już dawno wyczuli „żyłę złota”, toteż ceny utrzymują się na europejskim poziomie. Za osobodobę w Theth w nie najwyższym standardzie płaci się ok 25 € (wraz z posiłkami), łazienka niekoniecznie będzie w pokoju. Poza sezonem będzie to 18-20 €. My mieszkaliśmy w „Marashi Guesthouse” w południowej części Theth. Nie polecamy ze względu na buractwo chłopaka w moim wieku – jedyny członek rodziny mówiący po angielsku. Choć jego mama robiła przepyszne obiady, złe wrażenie pozostało.

Ceny w knajpach i jedynym sklepie w Theth również są zauważalnie wyższe niż w reszcie kraju. A propos Valbony się nie wypowiem – w samej miejscowości nie byliśmy. Natomiast kawa pozostaje niezmiennie tania – mocne espresso dostaniemy już za 50 leków (1,50 zł).

Dojazd

Samochodem – od strony Szkodry do Theth jest tylko 75 kilometrów. Mimo, iż na przełęczy za miejscowością Boge kończy się asfalt, przy odrobinie umiejętności można do Theth dojechać samochodem o normalnym zawieszeniu, napęd 4×4 również nie jest wymagany 😉

Inne ciekawe punkty wypadowe to Vermosh przy granicy czarnogórskiej (dojazd piękną drogą SH20, na której ponoć wylano świeży asfalt) oraz Valbona. Dojazd równym asfaltem od strony miasteczka Bajram Curri.

Marszrutką (busem) – do Theth kursuje kilka busów dziennie z głównego ronda w Szkodrze. Wystarczy przechadzać się po jego okolicy, a na bank ktoś spyta, czy nie chcesz się tam udać 😉 Czasem Albańczycy oferują też dojazd prywatnymi samochodami. Cena ok. 10€ od osoby, podróż trwa 2,5 godziny.

Do doliny Valbony można dostać się z Tirany pełnowymiarowym autobusem. Autobusy na trasie Tirana (dworzec północny przy Rruga Dritan Hoxha) – Bajram Curri kursują co ok. 2 godziny. Koszt – 1000 leków (30 zł) od osoby. Czas jazdy – 5 godzin. By dostać się do samej Valbony można pytać o busa (kursuje 1-2 razy dziennie) lub łapać stopa – zdecydowanie polecam tę opcję 😉

Autostop – no właśnie. Albańczycy są pozytywni i uczynni – chętnie zabierają na stopa. Przejechaliśmy tak cały odcinek między Szkodrą a Podgoricą, z kilkoma przystankami. Bezinteresowność może nie dotyczyć okolic Theth (tam jednak pieniądz rządzi) – ale warto próbować 😉

Pogoda

Wybierając się w wysokie góry, podobnie jak w Polsce, musimy być przygotowani na wszystko. Choć lata są tutaj upalniejsze i dłuższe niż u nas, podobnie jak np. w Tatrach, warunki pogodowe mogą się diametralnie zmieniać. Lodowate noce we wrześniu, nagłe burze i wichury to w tych stronach nic dziwnego. Warto być przygotowanym na wszystko mając na uwadze, że do jakiejkolwiek cywilizacji prawie zawsze jest daleko.

Między Szkodrą a Theth kursują takie sympatyczne busiki. Wbrew pozorom dają radę!

Łapanie stopa w drodze do Dragobi.

Szkodra – miasto nie zasługuje na zbyt długi pobyt 😉

Jeden z licznych opuszczonych domów po środku gór.


Dlaczego warto przyjechać w Góry Przeklęte? Komu się spodoba?

Północna Albania to raj dla poszukiwaczy ciszy, eksploratorów dzikich ścieżek, odkrywców zagubionych wiosek, w których rytm życia nie zmienia się od setek lat. Te miejsca spodobają się każdemu, kto szuka oderwania od cywilizacji i ma dosyć tłumów na tatrzańskich szlakach. Przyjeżdżając w Góry Przeklęte warto wziąć namiot, śpiwór i kuchenkę i zapuścić się poza turystyczne Theth, by naprawdę odetchnąć pełną piersią i poczuć rzeczywistą dzikość, niezmąconą ręką człowieka.

Po więcej informacji praktycznych, inspiracji i ciekawych tras zapraszam na bloga Bałkany Według Rudej. Chyba nikt nie wie o Albanii tak wiele jak Ona 😉

 

 

Zobacz także:

Islandia: Rowerem przez krainę ognia i lodu
Malta: Najpiękniejsze klify i zatoki
Ukraina: Uniwersalny poradnik praktyczny

6 komentarzy do wpisu „<b>Albania, Góry Przeklęte – informacje praktyczne</b>”

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Close