Lofoty z góry – widokowe trekkingi na jeden dzień

Lofoty z góry – widokowe trekkingi na jeden dzień

Nawet jeśli wybieracie się na Lofoty rowerami, nie popełniajcie błędu „przejechania” ich. Choć byście spenetrowali każdą, najpiękniejszą drogę, zapewniam – z góry widok będzie jeszcze piękniejszy! Podczas naszego objazdu północnej Norwegii kilkukrotnie porzuciliśmy rowery na parkingu, by wspiąć się na pobliskie góry. Zachęcam, by nas naśladować – w tym wpisie przybliżymy kilka propozycji bajecznie pięknych szlaków nie wymagających całego dnia podchodzenia.

Lofoty – piękno z samej góry

Rower, jako środek transportu po Norwegii, umożliwia chyba najbardziej bezpośrednie obcowanie z pięknem tutejszej przyrody. Przy tym idzie możliwość wykręcenia całkiem korzystnego dystansu, który dziennie pokonujemy. Jednak co to za podziwianie tylko z poziomu siodełka…  chcemy wejść na szczyt i zobaczyć te same miejsca z góry! W takim przypadku objuczony dwukołowiec staje się balastem. Na szczęście Norwegia to bardzo bezpieczny kraj – mała szansa, że jakiś złodziejaszek pokusi się na zawartość sakw (dla odstraszenia można górne warstwy toreb wypełnić np. brudnymi skarpetami!). My poza tym spinaliśmy rowery linką i, rzecz jasna, zabieraliśmy cenne rzeczy ze sobą.

Lofoty swoją ponadprzeciętną urodą rzucają na kolana – szczerze powiedziawszy, wystarczy wejść na dowolną górkę, by się o tym przekonać. Szlaków pieszych na wyspach jest całkiem sporo, my w drodze ostrej selekcji, wybraliśmy dla Was siedem z nich, zapewniających niebanalne widoki, o zróżnicowanym poziomie trudności.  Każda wycieczka nie powinna zająć więcej niż kilka godzin w obie strony. Na końcu wpisu pojawi się mapka z zaznaczonymi wejściami na szlak oraz przebiegami. No to… w drogę!

Hoven (368 m.n.p.m)

Zaczynamy od jednego z mniej znanych szlaków na najbardziej płaskiej wyspie Lofotów – Gimsøya. Skalisty szczyt Hoven mocno kontrastuje z rolniczo – bagiennym charakterem wyspy. Szlak nie jest trudny technicznie – choć wdrapanie się na 368 metrów z poziomu morza bywa męczące. 

Wejście na szlak znajduje się przy budynku sanitariatów campingu „Hov Camping”; informuje o nim niepozorna tabliczka. Początkowo trasa prowadzi podmokłą łąką. Następnie zaczyna się niezbyt trudne podejście na przemian po kamieniach lub zwykłej ścieżce. Po drodze można przystanąć na kilku punktach widokowych, by zaczerpnąć oddechu i nasycić się pięknem otoczenia. Z tego poziomu doskonale widać kilka naturalnych jeziorek, znajdujących się u stóp atakowanego przez nas masywu. Widać także znajdujące się nieopodal góry pole golfowe Lofoten Links.

Warto wejść na sam szczyt – nie odpuszczajcie! Nagrodą będzie fenomenalny widok na lazurowe wybrzeże Gimsoyi oraz groźne, skaliste oblicze, północno-wschodniej części wyspy Vestvågøy. Zresztą, zobaczcie sami.

Z wyprawy na Lofoty powstał obyczajowo-przyrodniczo-komediowy film 😉 Zobacz go!

Festvågtinden (541 m.n.p.m)

Ten trekking ma dwie opcje – ambitne wejście na sam szczyt lub dojście do punktu widokowego Heiavannet, oferującego panoramę na rozlokowane na kilku wyspach Henningsvær.

Na wyspie Austvågøya zbaczamy z głównej trasy (właśnie na miasteczko Henningsvær). Sama droga do szlaku oferuje bajeczne widoki – co dopiero będzie, gdy wejdziemy na górę! W okolicy wejścia na szlak jest niewielki parking. Kierując się znakowaną, niebieską trasą wchodzimy w skalne osuwisko. Zdobywając wysokość, z każdym metrem zyskujemy coraz piękniejszy widok na dziesiątki malutkich wysp. Część większych z nich jest zamieszkała i połączona mostami, niektóre to tylko gołe skały, ledwo wystające nad powierzchnię wody.

Po godzinie wspinaczki dochodzimy do małego jeziorka – skręcając w lewo, będziemy kontynuować wspinaczkę na szczyt Festvågtinden. Idąc w prawo, za 10-15 minut dojdziemy do punktu widokowego Heiavannet. Jak na dłoni widać stąd przepięknie położone Henningsvær, a za nim, bezkres oceanu. Jeden z najpiękniejszych widoków, jaki miałem okazję obserwować na Lofotach.

Na parkingu znajdziemy informację odnośnie dokładnego przebiegu szlaku – to rzadkość w Norwegii.

Po pierwszym etapie wspinaczki doszliśmy nad jeziorko – stąd już blisko do punktu widokowego Heiavannet.

Heiavannet. Doskonały widok na położone na wyspach Henningsvær.


Værøy

Wyjątek od reguły – to w zasadzie nie szlak, a oddzielna wyspa, zasługująca na uwagę. Niewielka powierzchnia lądu, odseparowana od głównego archipelagu Lofotów to gratka dla miłośników spokoju i obcowania z naturą. Można się tu dostać promem z Bodo lub Moskenes (w sezonie 2-3 razy dziennie) albo… helikopterem z Bodo w 20 minut. Wyspa o powierzchni małego, polskiego miasta  posiada 21 kilometrów dróg asfaltowych, mieszka tu tylko ok. 700 osób. W portowym Sorland znajduje się jedyny sklep – stąd można podjechać do wejścia na jeden ze zróżnicowanych szlaków.

Mocno górzysta rzeźba terenu to prawdziwa uczta dla oka – wyspa poprzecinana jest licznymi szlakami pieszymi. Najdłuższy z nich ma 6 kilometrów w jedną stronę i prowadzi do opuszczonej, rybackiej miejscowości.

Idyllicznie położone Sorland – największa miejscowość na Værøy.

W drodze do Nordland.


Måstadfjellet (Håen) (434 m.n.p.m)

Najwyższy punkt Værøy, z którego rozpościera się bajeczny widok na zachodnią część wyspy. Jeśli tylko traficie na dobrą pogodę, to może być jeden z najpiękniejszych widoków na Lofotach. Szlak rozpoczyna się w Marka (jadąc od portu w Sorland, po ok. 2 km trzeba skręcić w lewo – są znaki). Podejście jest wyjątkowo proste – na wzniesienie prowadzi asfaltowa droga do stacji meteorologicznej, znajdującej się na szczycie. Jeżeli chcecie sobie choć trochę utrudnić, obok znajduje się szlak, prowadzący wydeptaną ścieżką i ścinający asfaltowe serpentyny. Końcowy odcinek to długa prosta to bram stacji meteorologicznej – mijacie zabudowania i… jesteście na miejscu.

Niestety, my widzieliśmy tylko gęstą mgłę, nie było szans na najmniejsze okno pogodowe. Fenomenalny widok mogliśmy pooglądać sobie w internecie… największy żal, że byliśmy tam, staliśmy nad tym urwiskiem! 😉

Måstadfjellet w pełnej krasie. Druga nazwa tego miejsca to Håen.
Źródło: www.reddit.com

Asfaltowe zawijasy w drodze do stacji meteo. W dole najbardziej płaska część wyspy, w której osiedliła się większość mieszkańców.

 

Måstad

6-kilometrowy szlak wiedzie do opuszczonej miejscowości Måstad, która jeszcze kilka dekad temu była tętniącym życiem ośrodkiem słynącym z rybołówstwa. Nie prowadzi tam żadna droga, dostępna dla pojazdów kołowych – ludzie stopniowo zaczęli się stamtąd wyprowadzać, gdy ich zawód stracił na znaczeniu.

Nietrudny, w miarę płaski szlak pieszy rozpoczyna się na parkingu za miejscowością Nordland. Tam znajduje się parking, nieoficjalne pole namiotowe i sanitariaty z bieżącą wodą. Szlak prowadzi zarośniętą ścieżką wzdłuż skalistego wybrzeża. Jeśli akurat nieba nie spowije mgła, co jest częstym zjawiskiem na Værøy, po lewej będziecie podziwiać skalne zbocza, osiągające nawet 400 m. W najwęższym miejscu wyspy następuje wypłaszczenie, szlak przechodzi na jej południową stronę i prowadząc starą, kamienną drogą doprowadza do Måstad.

Zdziwiliśmy się, ale wieś wcale nie jest opuszczona! Choć nie ma tu prądu i bieżącej wody, a dostać się można tylko motorówką lub pieszym szlakiem, większość domów zdaje się pełnić rolę działek letniskowych. Widać przystrzyżoną trawę, odmalowane ściany, kwiaty na gankach. To się nazywa miejsce na końcu świata!

Szlak do na wpół opuszczonego Måstad biegnie cały czas wzdłuż skalistego wybrzeża.

Na Værøy niestety piękno surowych gór często znika za gęstymi chmurami. 

Måstad. Kiedyś mieszkało tu kilkaset osób, dziś zostało zaledwie parę – wyłącznie sezonowo.

Reinebringen (448 m.n.p.m)

Wracamy na wyspę Moskenesøya, tym razem w popularne miejsce.

Niekwestionowany król wśród punktów widokowych na archipelagu Lofotów. Wpisując w wyszukiwarkę Google frazę „Lofoty”, najpewniej jako pierwszy wyskoczy Wam widok właśnie stamtąd. W lipcu 2019 dla turystów otwarto wyremontowany szlak. Mimo ułatwionego dostępu (na szczyt prowadzą kamienne schody) względem stanu poprzedniego, podejście na ponad 400 metrów będzie mozolne – zarezerwujcie sobie trochę czasu. Z góry rozciąga się fenomenalna panorama na położone na wysepkach Reine, szmaragdowe fiordy i okoliczne jeziorka. My nie mieliśmy przyjemności oglądać Lofotów z tego wyjątkowego miejsca – dotarliśmy do Reine na kilka dni przed otwarciem wyremontowanego szlaku…  cóż, będzie po co wracać!

Poniższe zdjęcia pochodzą z bloga bliskocorazdalej.pl


Plaża Kvalvika (0 m.n.p.m)

Najpiękniejsza plaża na Lofotach – tak mawiają. Czy rzeczywiście? Przekonajcie się sami. Ja osobiście naoglądałem się zbyt dużo wyfotoszopowanych zdjęć… jednak to nie znaczy, że nie warto tam iść! Plaża, jest dostępna wyłącznie dla śmiałków, którzy zdołają pokonać nietrudny szlak z Fredvang na wyspie Moskenesøya. Do miejsca docelowego prowadzą w sumie trzy drogi – ja opiszę tą najkrótszą.

Zostawiamy auto lub rower na parkingu (patrz: mapka na końcu wpisu) i ruszamy na przygotowany szlak. Początkowo idziemy drewnianymi kładkami nad podmokłym terenem, potem kładki zmieniają się w byle jak rzucone deski. Zawsze lepiej, niż wdepnąć w błoto 😉 Po zdobyciu przełęczy następuje już ostrzejsze zejście bezpośrednio na plażę, jednak okraszone wspaniałym widokiem. My mieliśmy dodatkowe atrakcje w postaci absolutnej zmiany aury – w dolinie, z której wyruszaliśmy, przez cały dzień tkwiła gęsta chmura. Dopiero po pokonaniu przełęczy ujrzeliśmy słońce, mocno oświetlające plażę Kvalvika i okoliczne masywy górskie. Coś niesamowitego! W drodze powrotnej musieliśmy ponownie zanurzyć się w chmurze – wilgotność powietrza w kilka minut skoczyła astronomicznie.

Plaża jest popularna wśród backpackerów – ludzie chętnie rozbijają namioty i spędzają w tym rajskim miejscu kilka dni. Jeśli planujecie taki manewr, pamiętajcie o odpowiednich zapasach żywności 😉

Z Kvalviki można łatwo wejść na jedną z otaczających plażę gór – Ryten. Skała o wysokości 543 m.n.p.m. niemal pionowo wpada w wody oceanu.

Plaża Kvalvika i górujący nad nią szczyt Ryten.

W drodze do chmur…

Taka gęsta chmura potrafi obniżyć odczuwalną temperaturę nawet o kilkanaście stopni – w Norwegii trzeba być przygotowanym na wszystko. Jeszcze chwilę temu moczyliśmy stopy w oceanie – teraz czas zakładać czapki i rękawiczki.

Zejście na plażę Kvalvika prowadzi wydeptaną ścieżką wśród skał i traw.


Ågvatnet (wokół jeziora)

Na końcu niezbyt popularny trekking wokół jeziora Ågvatnet na wyspie Moskenesøya. Choć trasa jest mało znana, nie warto jej pomijać! Mając do dyspozycji kilka godzin możemy obejść całe jezioro (ścieżka prowadzi brzegiem). W najdalszym punkcie, licząc od początku szlaku, wspinamy się nieco wzwyż i możemy nacieszyć oczy wspaniałym widokiem na morze z obu stron wyspy. My nie zdążyliśmy dojść do tego punktu.

Wejście na szlak znajduje się w ostatniej miejscowości na drodze E10, czyli w Å. Ruszamy z parkingu w kierunku północnym, obieramy azymut na jezioro, którego z tego punktu jeszcze nie widać. Przechodząc obok drewnianych stelaży z suszącym się dorszem odnajdujemy właściwą ścieżkę i staramy się trzymać jak najbliżej brzegu jeziora. Szlak lawiruje między skałami i wąwozami, jest sporo podejść i śliskich zejść. Trafiają się nawet łańcuchy dla ubezpieczenia.

Jeśli nie macie czasu obejść całego jeziora (myślę, że trzeba zarezerwować sobie na to 4-5 godzin), polecam dojście chociaż do połowy i wrócić tą samą drogą. Szlak jest mało uczęszczany, mimo sporej liczby turystów w samej miejscowości.


Najpiękniejsze szlaki piesze na Lofotach?

Doskonale zdaję sobie sprawę, że polecone powyżej szlaki piesze to tylko marna kropla w morzu urzekających trekkingów na Wyspach Północy. Niemniej mam nadzieję, że tych kilka przykładów Was zainspiruje do wdrapania się ponad drogę i dostrzeżenia niekwestionowanego piękna Lofotów z góry!

Na niektórych szlakach mogą wystąpić problemy z nawigacją. Polecam korzystać z GPS-a, my używaliśmy darmowych map offline Maps.me – większość ścieżek była na nich zaznaczona dość dokładnie. Oznaczenie szlaków w całej Norwegii jest skromne – zazwyczaj sprowadza się do jednej tabliczki przy wejściu na szlak, następnie trzeba po prostu podążać wydeptaną ścieżką.

Na koniec zamieszczam obiecaną mapkę, z zaznaczonymi szlakami oraz wejściami na nie.

 

Główne źródło utrzymania bloga to mój własny portfel. Aby móc dalej realizować swoje marzenia, założyłem konto na Patronite. Jeśli uważasz treści na blogu i vlogu za wartościowe, możesz dołożyć od siebie skromną cegiełkę. W grupie siła! 🙂

 

Zobacz także:

Ukraińska Wenecja w delcie Dunaju
Islandia na rowerze
Wyspy Kanaryjskie autostopem!

2 komentarze do wpisu „<b>Lofoty z góry – widokowe trekkingi na jeden dzień</b>”

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Close