Londyn naszym zdaniem! W te miejsca warto się wybrać… :)

Londyn naszym zdaniem! W te miejsca warto się wybrać… :)

O Londynie i jego atrakcjach spokojnie mógłby powstać oddzielny blog. Nie sposób zmieścić nawet połowy z nich w najdłuższym wpisie – dlatego postanowiliśmy opisać miejsca, które naszym zdaniem wydają się atrakcyjne, nietypowe i warte poświęcenia czasu, mając do dyspozycji zaledwie kilka dni. Odwiedzimy między innymi królewskie parki, dziwne tematyczne sklepy, przespacerujemy się wzdłuż kanałów Little Venice oraz poznamy alternatywną twarz brytyjskiej stolicy. Zapraszamy na zwiedzanie Londynu naszymi oczyma!

Nietypowe miejsca w Londynie

Do Londynu przyjechaliśmy na zaproszenie Ani i Marcina, z którymi Kasia pozuje powyżej u wrót okazałej katedry św. Pawła. Mieliśmy do dyspozycji tylko trzy dni – w tym czasie obejście choćby podstawowych atrakcji ogromnego miasta wydaje się wręcz niemożliwe. Trzeba więc wybrać – zagłębiamy się w historię miasta, łazimy po muzeach, a może skupimy się na  nowoczesnej lub alternatywnej twarzy Londynu? Może spacery wzdłuż licznych kanałów miejskich, królewskie parki… lub Londyn szlakiem Harry’ego Pottera?

Zdecydowaliśmy się na wszystko po trochu 🙂

 


Miejsca turystyczne, ale oryginalne

Naszą przygodę z Londynem zaczynamy od miejsc dość oczywistych (no dobra, nie aż tak… nie będzie o Big Benie i Tower Bridge). Jeżeli byliście już w Londynie lub czytaliście co nieco o atrakcjach turystycznych, mogliście słyszeć o tych miejscach. Nie w każdym z nim roi się od tłumu turystów, a w wybranym przez nas zestawieniu pokazują całkiem odmienne od siebie twarze Londynu. Będziemy ocierać się o historię, sięgającą dinozaurów, tradycję oraz współczesność, kończąc na smukłych drapaczach chmur. Jesteście gotowi?

Little Venice

To już kolejna Wenecja, opisywana na łamach Gdzie Los Poniesie 😉 Londyńska jednak diametralnie różni się od tej ukraińskiej. Dzielnica Little Venice to jedna z najbogatszych, rezydencyjnych dzielnic brytyjskiej stolicy. Pierzeja zadbanych, 1-2 piętrowych domów rozciąga się bez końca wzdłuż kanału Grand Union, kontrastując z różnej wielkości barkami, zacumowanymi przy brzegu na dłużej niż chwilę.

Barki jedynie w rejonie biurowców na Paddington pełnią rolę komercyjną. Część z nich jest przerobiona na oryginalne kawiarnie, restauracje z jedzeniem z różnych stron świata, a nawet na… teatr. Zagłębiając się w dalsze rubieże Little Venice widzimy, że barki pełnią tu rolę mieszkalną.

Na dziobie tli się niedopalony papieros w popielniczce, obok filiżanka po kawie i skromny stołek wędkarski. Ktoś tu przed chwilą był i leniwie witał kolejny dzień. Na dachu panele słoneczne, by wytworzyć elektryczność potrzebną do zasilenia podstawowych urządzeń. W środku jest kilka niewielkich pomieszczeń, choć metrażowo pewnie wyjdzie więcej niż moje mieszkanie w Warszawie. Tylko wysokość pozostawia trochę do życzenia – w barce ciężko się wyprostować, nie uderzając o sufit. „The Hobbit” – taką nosi nazwę ten oryginalny dom na wodzie. Chociaż czy rzeczywiście oryginalny? Tutaj to jeden z wielu – przy brzegu zacumowanych barek są dziesiątki, jeśli nie setki. Małe, skromne i obdrapane, okazałe, świeżo pomalowane, ozdobione kwiatami.

Powodów do wyboru stałego życia na wodzie w środku miasta może być kilka. Wcale niekoniecznie mieszkają tu lekkoduchy lub samotnicy, poszukujący alternatywnych form życia. Wynajem mieszkania w Londynie jest niebotycznie drogi, nieporównywalny z opłatą za czasowe cumowanie. Po dwóch tygodniach w jednym miejscu zawsze można spłynąć dalej – może akurat będzie bliżej do pracy? Życie na wodzie może być całkiem ekonomiczne.

Oryginalna „płaskorzeźba” na jednej ze ścian wzdłuż kanału Grand Union, zrobiona ze śmieci.

 

Camden Market

Wiele lat temu w tym miejscu łączyły się szlaki kolei konnej. Towary z podlondyńskich miasteczek oraz dalszych zakątków Wielkiej Brytanii docierały do Camden Market – stacji przeładunkowej, pełniącej wówczas rolę targu i stajni dla koni kolejowych. Początki regularnego handlu oryginalnym towarem rozpoczął się w 1974 roku – co niedzielę otwierano stoiska na bazarze Camden Lock, będącym dzisiaj częścią kompleksu.

Dzisiaj Camden Market jest sercem Londynu niekonwencjonalnego, skupiającym oryginalność, styl i smaki całego świata w jednym miejscu. Bez nadęcia i prestiżu, w pełni kolorów, zapachów i wszelkich dziwactw. W zabytkowych, ceglanych budynkach można odszukać perełki sprzed kilku dekad, nietuzinkowe pamiątki, sklepy muzyczne i tematyczne (np. sklep z muminkami). W części restauracyjnej wyrastają food-trucki i mini-knajpki, oferujące degustacje swoich produktów.

Niestety Camden Market jest tłumnie odwiedzany przez turystów – w weekendy może być bardzo tłoczno.

Muzeum Historii Naturalnej

Nawet jeśli nudzi Was wałęsanie się po muzeach, tej pozycji nie można przegapić. Przepiękny, historyczny budynek z 1881 roku w dzielnicy South Kensington skrywa ponad 70 milionów (!) eksponatów z dziedziny paleontologii, zoologii, botaniki, entomologii i mineralogii.

W praktyce obejrzymy autentyczne szkielety wielu zwierząt, w tym dinozaurów oraz płetwala błękitnego (szkielet największego zwierzęcia na świecie wisi nad naszymi głowami w holu), wypchane gady i ptaki, repliki wymarłych gatunków. Weźmiemy udział w symulacji trzęsienia ziemi wewnątrz makiety sklepu, obejrzymy film o podboju kosmosu, porównamy szkielety małpy i człowieka z różnych okresów. A to dopiero początek.

I najważniejsze – wstęp przez cały tydzień jest darmowy 😀 (poza niektórymi wystawami czasowymi). Naszym zdaniem muzeum przeznaczone zarówno dla młodych jak i dorosłych. Na spokojne zwiedzanie należy poświęcić minimum 3 godziny.

Szkielet płetwala błękitnego. Choć ukazany w ‚rybim oku’ i tak się nie zmieścił w kadrze 😉

Shoreditch

Hipsterska dzielnica Londynu, pełna food-marketów, sztuki ulicznej, przedziwnych galerii i śmiało ubranych ludzi. Kreatywność zagląda nam w oczy z witryn sklepowych oraz murów opuszczonych budynków, w formie całkiem ciekawego graffiti i murali. Zdecydowanie mniej turystów niż w równie alternatywnej dzielnicy Soho w centrum, więcej natomiast tajemniczych zakamarków i dziwnych, intrygujących knajpek (z całkiem przystępnymi cenami, jak na Londyn).

Primrose Hill

Jeden z sympatyczniejszych, darmowych punktów widokowych na centrum Londynu. Zwiedzając Camden Town warto odbić kawałek na zachód i przejść się ulicami osiedla Primrose Hill. To jedno z droższych miejsc w Londynie – mieszka tu sporo gwiazd filmowych i pisarzy i polityków. Jeśli kogoś interesuje, na anglojęzycznych stronach jest nawet ich wykaz wraz z adresami 😀

Samo wzgórze znajduje się w północnej części Regent’s Park. Choć wysokość nie jest imponująca (62 m), punkt widokowy znajduje się w całkiem ładnym otoczeniu i oferuje niezłe widoki na londyńskie City i dzielnicę Hampstead. Wprawne oko dostrzeże nawet katedrę św. Pawła, oddaloną od Primrose Hill o dobrych kilka kilometrów. Mieszkańcy Londynu kochają to miejsce – w pogodne dni lubią tu wypoczywać na kocach, biegać lub spacerować z psami.

Królewskie parki i ogrody

Zielonych miejsc w Londynie jest zdecydowanie więcej – gęsta zabudowa niekończących się dzielnic jest przecięta wielkimi parkami i ogrodami, chętnie odwiedzanymi przez mieszkańców i turystów. Nie sposób wymienić wszystkich „zielonych stref”, jednak każdy park charakteryzuje się różnym stopniem zagospodarowania, roślinnością oraz obecną zwierzyną. W niektórych znajdziemy piękne pałace, ogrody geometryczne, jeziora i stawy, po których pływa kilka gatunków ptactwa – w innych latają kolorowe papugi lub biegają półdzikie sarny i jelenie. 

Większość londyńskich parków formalnie podlega pod Królową. W czasach większego znaczenia brytyjskiej monarchii parki były miejscem wypoczynku i polowań dla rodziny królewskiej. Wraz z postępującą urbanizacją Londynu, dla mieszkańców otwarto je dopiero w połowie XIX wieku.

Oficjalnie do parków królewskich zaliczają się Bushy Park, The Green Park, Greenwich Park, Hyde Park, Kensington Gardens, Richmond Park, St James’s Park oraz The Regent’s Park. W sumie zajmują ponad 22 km² (!). Nam udało się odwiedzić jedynie kilka z nich.

Zaczynamy od Regent’s Park – takich fontann jest tu całkiem sporo. 

St James’s Park jest jednym z najbardziej reprezentacyjnych miejsc, ze względu na dostojne sąsiedztwo z pałacem Buckingham. 

Regent’s Park – choć jest środek zimy, starannie przystrzyżony żywopłot i całoroczne rośliny wyglądają kwitnąco. Codziennie nad ich wyglądem pracuje grupa miejskich ogrodników. 

W londyńskich parkach spotkamy wiewiórki…

…a nawet papugi (Hyde Park).

Richmond Park to jeden z największych parków w Wielkim Londynie. W przeciwieństwie do ogrodów w centrum, tu panuje bardziej dziki charakter. Spacerując po parkowych alejkach i ścieżkach bez trudu spotkamy dziką zwierzynę – jelenie, sarny.

Kensington Gardens (tutaj latem), okolice pałacu Kensington.

Tunel dla pieszych pod Tamizą (Greenwich foot tunnel)

Jest takie miejsce, gdzie pod Tamizą można przejść pieszo… suchą stopą 😉 Otwarty w 1902 roku tunel dla pieszych ma długość 370 metrów i łączy wschodnie dzielnice Londynu (Greenwich od strony południowej oraz Tower Hamlets od północy). Charakterystyczny, okrągły kształt korytarza (podobnie jak tunele londyńskiego metra) jest wyłożony kafelkami.

 

Wejście do tunelu od strony Greenwich.

Źródło: thecitystory.com

Kolejka linowa „Emirates”

Nowoczesna kolejka linowa, ufundowana przez znane linie lotnicze, biegnie nad Tamizą we wschodniej części Londynu. Kilometrowa trasa łączy półwysep Greenwich z portowo-biurową dzielnicą Royal Docks. Dzięki temu, że jest doskonale skomunikowana z pozostałymi środkami transportu, korzystają z niej zarówno turyści jak i mieszkańcy.

Najwyższe przęsło znajduje się aż 90 metrów nad ziemią – z takiej wysokości możemy dostrzec odległe centrum Londynu (między innymi strzelisty wieżowiec The Shard oraz London Eye), biznesową dzielnicę Canary Wharf, okoliczne biurowce o fantazyjnych kształtach i halę widowiskową O2, którą z trzech stron opływa Tamiza. 

Koszt dziesięciominutowego przejazdu za bilet normalny to 3,20£ (jeśli posiadamy kartę Oyster) lub 4,30£. My, wracając z okolic obserwatorium w Greenwich, dojechaliśmy autobusem do North Greenwich (bezpośrednio w sąsiedztwie południowej stacji kolejki), a po wyjściu z wagonika na drugim brzegu wróciliśmy do centrum bezobsługową kolejką DLR (stacja Royal Victoria).

Adres: 27 Western Gateway, Royal Docks


Jeśli chcesz zarezerwować oryginalny nocleg w Anglii, możesz założyć konto na portalu Airbnb korzystając z mojego linku. Otrzymasz zniżkę 100 zł na pierwszą rezerwację, a ja drobną prowizję za polecenie 🙂 Dzięki!!

Miejsca dziwne

W Londynie, poza budynkami i muzeami, przedstawiającymi oczywistą wartość kulturową lub estetyczną, znajdziemy miejsca kompletnie nie pasujące, tętniące komercją, nie mające sensu lub nawiązujące do bardziej współczesnej historii. Od razu zaznaczamy – nie oceniamy ich! Przedstawiamy w formie ciekawostki, na niektóre z nich natrafiliśmy przypadkiem, do innych powędrowaliśmy celowo 🙂

Supermarket M&M’s

Oto dowód na tezę, że w tak wielkim i turystycznym mieście jak Londyn, sprzeda się wszystko. Przy Leicester Square ciężko przejść obojętnie obok czterokondygnacyjnego sklepu (a w zasadzie marketu), w którym kupimy popularne cukierki M&M’s w takiej formie, jaką tylko sobie zamarzymy. Miliony sztuk okrągłych słodkości w każdym kolorze wypełniają wysokie podajniki – przed Wami największa cukierkowa ściana na świecie. Wedle uznania napełniamy plastikowe woreczki, po czym kładziemy towar na wadze i płacimy. Zaraz, zaraz… ale czy każdy kolor M&M’s nie smakuje tak samo? 😉

Zresztą to dopiero początek. Zagłębiając się w czeluście marketu, znajdujemy uzupełniające gadżety… poduszki, koszulki, kapcie, miseczki, kurtki… możemy wyjść ze sklepu jako jeden wielki M&M’s! Mało tego – sklep posiada interaktywne funkcje. Można na przykład zrobić sobie zdjęcie i wydrukować swoją twarz na jednym z cukierków albo wejść do specjalnego pomieszczenia, gdzie dowiecie się, jakim jesteście kolorem M&M’sa!

Nie polecam przychodzenia z dziećmi, chyba, że macie wolnych kilka godzin i spory zasób gotówki 😉

Adres: 1 Leicester Square, Swiss Ct

 

 

House od MinaLima

Londyn Harrym Potterem stoi, to żadna tajemnica. Pośród rozmaitych sklepów z pamiątkami, gadżetami, odzieżą i słodkościami spod znaku młodocianego czarodzieja z Hogwartu, polecam przy okazji wpaść do House of MinaLima. W środku znajduje się wystawa grafik stworzonych na potrzeby filmów przez Miraphorę Mina i Eduardo Lima.

W klimatycznym budynku, którego ściany obklejone są pożółkłymi stronami „Proroka Codziennego”, znajdziemy przeróżne ryciny i ilustracje użyte w filmach, np. mapę Huncwotów, listy, które Harry otwierał w Wielkiej Sali, różne portrety i obrazy. Samo wnętrze tego nietypowego lokalu jest wypełnione przyjemną aurą „starości”. W sprzedaży są ciekawe atrybuty związane z filmami, jednak ceny niestety nie ustępują londyńskim standardom.

Adres: 26 Greek St, Soho

 


Peron 9¾

Pozostając w temacie Harry’ego Pottera, udajemy się na dworzec kolejowy King’s Cross. To tutaj w filmie znajdowało się tajemnicze przejście na peron 9¾. W praktyce oczywiście go nie wybudowano, ale jedna ze ścian hali głównej dworca stanowi symboliczne przejście między rzeczywistością mugoli a światem czarodziejów.

Na w pół zanurzony w ceglanej ścianie wózek jest nie lada atrakcją, do której ustawiają się długie kolejki. Na czas zrobienia zdjęcia specjalnie zatrudniona Pani wyposaża nas w różdżkę i ubiera w szalik jednego z Domów.

 


Na dokładkę… Co jeszcze ciekawego?

Ostatni „rozdział” stanowi uzupełnienie do powyższych atrakcji. Czyli miejsca i środki transportu, które nie pasowały nam nigdzie wyżej 😀 Zresztą… jak, będąc w Londynie 3 dni, nie wspomnieć o Chinatown lub rozległej sieci metra? Gdyby nie ono, zwiedzanie zaplanowanych atrakcji musielibyśmy rozłożyć chyba na tydzień…

Durian w Chinatown

Chinatown to turystyczne serce Londynu – tłumy o każdej porze dnia i nocy mogą skutecznie zniechęcić do odwiedzenia tej dzielnicy. My, mimo wszelkich przeciwności, zachęcamy – dobrym argumentem „za” jest kuchnia! W restauracjach można zjeść potrawy Azji Wschodniej, o które trudno w innych częściach Londynu. Jeśli jednak nie macie ochotę na pieczoną świnkę morską (serio), zajrzyjcie chociaż do lokalnych sklepów spożywczych. Bez trudu znajdziecie różnorakie azjatyckie produkty, ale także warzywa i owoce. 

Na zdjęciu poniżej Durian – ponoć najbardziej śmierdzący owoc świata. Nie odważyłem się kupić 😉 Ale wziąłem chrupki z duriana. Tak na początek 😉

Docklands Light Railway

Jeden z wielu środków komunikacji miejskiej w Londynie zasługuje na szczególną uwagę, nie tylko wśród miłośników transportu. Docklands Light Railway to sieć naziemnej kolei (poruszającej się głównie na wiaduktach nad ziemią). We wschodniej części Londynu funkcjonuje kilka linii. Poza oczywistą formą niezależnego od ruchu samochodowego transportu, ciekawostką jest fakt, że pociągi poruszają się bezobsługowo – na początku składu są zwykłe siedzenia pasażerskie, zamiast kabina maszynisty.

Torowisko prowadzi wiaduktami, w związku z czym z okien DLR zobaczymy dużo więcej – tym bardziej, że główna część trasy przebiega przez biznesową dzielnicę Canary Wharf – największe skupisko drapaczy chmur w Londynie. 

Początkowe stacje znajdują się w londyńskim City (przesiadka z metra na stacji Bank lub stacja Tower Gateway – w sąsiedztwie Tower Bridge). W pociągach obowiązuje standardowa taryfa (karta Oyster, płatność w zależności od strefy).

Canary Wharf

Kiedyś na studiach, na przedmiocie o zagospodarowaniu przestrzennym, poproszono nas o stworzenie idealnego modelu urbanistycznego wymyślonej dzielnicy. Z ograniczoną przestrzenią dla samochodów, priorytetem dla komunikacji miejskiej, zielenią, parkiem, przyjaznymi terenami do spędzania wolnego czasu.

Dopiero na kolejnych zajęciach powiedziano nam, że takie miejsca na świecie już istnieją 🙂 Przedstawiono nam przykład Canary Wharf w Londynie – starych doków nad Tamizą, które w kilkanaście lat przeszły kompletną rewitalizację i stały się obszarem maksymalnie przyjaznym człowiekowi. Od tego czasu zapragnąłem tam pojechać, wreszcie się udało.

Canary Wharf to idealnie skomunikowane, biznesowe serce Londynu. Strzeliste biurowce otaczają kanały Tamizy, mimo, że niektóre z nich mają ponad 50 pięter, nie czuć tu efektu przytłoczenia. Moim zdaniem, to miejsce robi większy efekt „wow” niż londyńskie City 😉 O Canary Wharf powstał zresztą oddzielny wpis – zachęcam, by odwiedzić to niezwykłe miejsce. Dojechać można linią metra Jubilee lub naziemną kolejką bezobsługową DLR.

 

Metro w Londynie

Najstarszy system metra na świecie, funkcjonujący już ponad 150 lat. Do tej pory nie możemy się nadziwić, jak bardzo wygodnie i sprawnie można się przemieszczać dzięki rozbudowanemu systemowi londyńskiego metra. Sieć dwunastu linii, oplatająca tereny Wielkiego Londynu ma ponad 400 kilometrach tras, liczy sobie 270 (!) stacji i jest w ciągłej rozbudowie. 

Metro pełni absolutnie podstawową rolę w miejskim transporcie, w godzinach szczytu bywa bardzo zatłoczone, a pociągi podjeżdżają na stacje nawet co minutę. Ze względu na okrągły kształt większości tuneli i stacji, nazywa się je potocznie „the tube”. Zresztą nawet pociągi o półkolistym kształcie są specjalnie dopasowane do tuneli.

Korzystanie z metra odbywa się przy pomocy karty Oyster (karta miejska), na którą nabijamy odpowiednią ilość funtów biletomatach lub kasach. Należy przyłożyć kartę przy wejściu i wyjściu ze strefy biletowej, płatność odbywa się w zależności od strefy, w której się znajdujemy.

.


To by było na tyle z zimowego Londynu 🙂 Jak zapowiadałem na początku, atrakcje przedstawione w tym wpisie są wybrane subiektywnie, będąc wypadkową poleceń przez znajomych, aktualnych chęci i drogi eliminacji 😉 Zdajemy sobie sprawę, że w samych muzeach (nawet tych niebiletowanych) można by spędzić tydzień, o parkach, zabytkowych budynkach i alternatywnych miejscach nie wspominając.

Na koniec jeszcze kilka zdjęć z naszej wycieczki, które nie pasują mi do żadnej kategorii, a mogą wydać się Wam ciekawe…

 

Główne źródło utrzymania bloga to mój własny portfel. Aby móc dalej realizować swoje marzenia, założyłem konto na Patronite. Jeśli uważasz treści na blogu i vlogu za wartościowe, możesz dołożyć od siebie skromną cegiełkę. W grupie siła! 🙂

 


Zobacz także:

Budapeszt - nietypowe atrakcje
Budapeszt – nietypowe atrakcje
Łódź. Pozytywne oblicze wyludniającego się miasta.
Zaniedbana Lizbona – czy to znaczy, że nieatrakcyjna?

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Close