Kilka rzeczy, których nauczyła mnie pierwsza samotna wyprawa

Choć podróżuję po świecie już od paru ładnych lat i z każdym rokiem zapuszczam się coraz dalej i dalej, nadal bardzo wiele się uczę. Samotna wyprawa z krwi i kości – dopiero w te wakacje się na taką wybrałem. Największy niepokój był związany z brakiem towarzystwa… z brakiem osoby, z którą możemy wspólnie dzielić chwile słabości i radości. Czy było się czego obawiać? Doświadczając nieoczekiwanych przygód, stawiając czoła trudnościom, chłonąc wszystkimi zmysłami każdą chwilę sam na sam, wróciłem ubogacony i bardziej świadomy siebie. Okazało się, że nie warto się bać siebie samego!

Czytaj dalej

Szlakiem w kierunku Bratteli i Songesand. Dzika ścieżka z dala od turystów

Nad szmaragdowymi wodami fiordu unoszą się mgły. Brzask oznajmia nastanie kolejnego dnia, choć póki co na słońce nie ma co liczyć – deszczowe krople już od paru godzin bębnią o namiotowy tropik. Niemniej zebrać się trzeba, za pół godziny odpływa mój prom. Na szczęście mam niedaleko – rozbiłem się na samej przystani w Bratteli. Przystań jest tak mała, że ledwie zmieścił się tu mój namiot i mała ławeczka. Zaciągam się wilgotnym powietrzem, chłonę widok groźnego, skalistego brzegu wpadającego w spokojne lustro wody. Jestem sam… właściwie nie spotkałem człowieka od niemal doby

Czytaj dalej

Close