Islandia. Na rowerze przez krainę ognia i lodu

Kryzys dopadł mnie już trzeciego dnia. Po kilku godzinach jazdy 10km/h i biernego patrzenia, jak islandzki huragan przywiewa nad nasze głowy deszczową chmurę, której końca nie widać, z pokorą przyjąłem pierwsze krople deszczu na twarzy. Jedziemy dalej, nastaje wieczór. Niewielka wioska, pytamy o możliwość noclegu choćby w stodole, spotykamy się z odmową. Podczas postoju wiatr i deszcz bardzo wychładza. Mam dość. Rozbijamy obozowisko tuż obok głównej drogi – i tak prawie nic tędy nie jeździ. 15 minut później, w dwóch parach skarpet, zawinięty w śpiwór, rozgrzewam się od środka ugotowanym makaronem z sosem. Całą noc deszcz konsekwentnie bębni w tropik. Aż dziw, gdy rano naszym oczom ukazuje się błękitne niebo. Po chmurach nie ma śladu. Wokół srogie, skaliste wzgórza, soczyście zielona łąka, a na niej trzy namioty. Słońce już mocno operuje wyciągając wilgoć z traw. Chce mi się śpiewać z radości. Taka właśnie jest ta jedyna w swoim rodzaju wyspa. Islandia – kraina ognia i lodu. Wyspa, którą można w jednej chwili kochać, a zaraz nienawidzić. Nie ma nic pomiędzy.

Czytaj dalej

Podróż na własną rękę – jak zmniejszyć wydatki?

Jednym z głównych stereotypów dotyczących podróżowania jest przeświadczenie o wysokich kosztach każdego wyjazdu. Bo przecież w miejsce, które sobie upatrzymy trzeba jakoś dojechać lub dolecieć, zarezerwować noclegi. Będąc już w wymarzonym miejscu nie szczędzimy pieniędzy na drobne rzeczy – lody ze stoiska przy głównej atrakcji, kiełbaska z grilla i grzaniec na bożonarodzeniowym jarmarku, jakaś pamiątka identyfikująca nas właśnie z tym niepowtarzalnym ratuszem lub kościołem? Czemu nie! Jesteśmy w końcu na wakacjach, harowaliśmy miesiącami, aby móc teraz pozwolić sobie na tę przyjemność. Należy się przecież. Jak do tych wszystkich wydatków dołożymy bilety wstępu do opisywanych w przewodnikach atrakcji turystycznych, wydatki na komunikację… uzbiera się całkiem niezła sumka. Gdy będąc już w domu, wróciwszy do prozy życia, spojrzymy na stan konta i poniesione przez cały okres urlopu wydatki, złapiemy się za głowę. Jakim cudem tak dużo, przed wyjazdem zakładaliśmy, że zmieścimy się w sumie niższej o kilka stówek! A no właśnie… Planując kolejną podróż na własną rękę będziemy już ostrożniejsi, jednak już tak szybko sobie na nią nie pozwolimy. Bo przecież trzeba oszczędzić odpowiednio większą sumę pieniędzy – co się stanie, jeśli znowu zabraknie nam hamulców?

Czytaj dalej

Podróż na Białoruś – ogólne porady, praktyczne informacje

Planując wyjazd na własną rękę do dowolnego kraju zwykle należy posiąść pewien zbiór przydatnych informacji praktycznych dotyczących języka, poruszania się po kraju, obowiązujących tam przepisów. Taka wiedza pozwala na uniknięcie przykrych niespodzianek i mandatów za nieświadome przewinienia. W przypadku Białorusi zapewne każdemu nasuwają się dwa argumenty, z pozoru zniechęcające do podróży – wiza i obowiązek meldunkowy. My jednak postaramy się udowodnić, że wykazując nieco chęci wszystko jest do zrobienia i nie diabeł taki straszny, jak go malują. Opiszemy też, na jakie aspekty zwrócić szczególną uwagę podróżując samochodem, w jaki sposób opłacić autostrady. Zapraszamy do krótkiego poradnika!

Czytaj dalej

Białoruś – blisko, a tak daleko cz. II

Przemierzamy dalej Białoruś, której niezwykła stolica kryje w swej historii wiele ciekawostek. Mińsk został prawie doszczętnie zburzony podczas II Wojny Światowej. Na jego gruzach zbudowano nowe miasto, którego ideą architektoniczną był socrealizm podobny do moskiewskiego. W efekcie centrum największego miasta Białorusi ma szansę zostać wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO jako idealne miasto socrealizmu. Pomimo zmęczenia całodniowym zwiedzaniem i trasą nie mogliśmy doczekać się kolejnego dnia, aby zobaczyć je na własne oczy.

Czytaj dalej

Tallinn – pomysł na sylwestra?

Chociaż zwyczajowo nie jestem zwolennikiem kilkudniowego zwiedzania jednego miasta, od czasu do czasu trzeba zrobić wyjątek od reguły. Od kilku lat się przyjęło, że Nowy Rok witam „na wyjeździe”, wspólnie z różnymi znajomymi. Poza zabawą w ten najbardziej imprezowy dzień w roku, zawsze jest okazja pozwiedzać miasto, poczuć ducha niedawno minionych Świąt (lub dopiero nadchodzących – w przypadku prawosławnej części Ukrainy). Ani się obejrzałem, a wyjazd w tym okresie stał się moją niepisaną tradycją i swego rodzaju pretekstem do ruszenia się z domu w zimnym i ciemnym miesiącu. W tym roku niestety się to nie uda, toteż pozwolę sobie przytoczyć ulotne wspomnienie pobytu w mroźnym Tallinnie, a zarazem moją pierwszą podróż do Estonii.

Czytaj dalej

Białoruś – blisko, a tak daleko

Pobudka wczesnym porankiem, pakowanie samochodu i wyjazd to dla nas normalka, dopiero po opuszczeniu Warszawy zaczynamy rozważać, co spotka nas po drugiej stronie granicy. Standardowe rozterki przed przekroczeniem wschodniej granicy – jak długa będzie kolejka, ile czasu będą nas sprawdzać, czy przeszukają szczegółowo cały samochód i ile kontroli milicji czeka nas zanim dojedziemy do celu?

Czytaj dalej

Cziatura – kolejką linową do pracy i na zakupy

W Gruzji nietrudno znaleźć miejsce, w którym czas się zatrzymał kilka dekad temu. W środkowej części kraju znajduje się niewielkie, przemysłowe miasto, leżące z dala od głównych szlaków turystycznych. W mieście nieprzerwanie od 1954 roku funkcjonuje 17 linii kolejek linowych, służących do przemieszczania się między centrum a położonymi wysoko osiedlami oraz zakładami przemysłowymi.

Czytaj dalej

Achalcyche, Borjomi i zaproszenie do gruzińskiego domu

Po przejechanych 100 kilometrach przez dwa interesujące miasta, dzień został zwieńczony zaproszeniem do domu przez gruzińską rodzinę. Mieliśmy okazję zbliżyć się do mieszkańców tego pięknego kraju i spróbować pysznych dań lokalnej kuchni. Bezinteresowna gościnność w niewyobrażalnej skali wprawiła nas w potężne zakłopotanie.

Czytaj dalej

Przez kaukaską przełęcz Goderdzi i wioski pasterskie

Z Batumi kierujemy się w wysokie góry. Jesteśmy na poziomie morza, a za niespełna 120 kilometrów będziemy przekraczać przełęcz Goderdzi, na wysokości 2025 m.n.p.m. Mozolny podjazd rozłożyliśmy sobie na półtora dnia. Wyjazd z Batumi się opóźnił przez próby znalezienia właściwego dla naszej kuchenki kartusza z gazem (zakończone niepowodzeniem) i padający deszcz. Chcieliśmy poczekać na przejaśnienie, jednak nie zanosiło się. Tak więc po przyodzianiu przeciwdeszczowych ciuchów ruszyliśmy stawić czoła największemu podjazdowi tej wyprawy.

Czytaj dalej