Krym cz.4. Mierzeja Arabacka – dwóch rowerzystów, morze Azowskie i nic poza tym…

Wyobraź sobie dziki, kompletnie niezagospodarowany pasek lądu. Z jednej strony rozlegle, słone jezioro Siwasz, z drugiej wzburzone morze Azowskie. Pośrodku ubogiego, stepowego krajobrazu piaszczysta droga, rozgałęziająca się w liczne trakty, równoległe do siebie. To kierowcy przemierzający mierzeję rozpaczliwie omijają najbardziej nierówne i zapiaszczone fragmenty drogi, tworząc tym samym kolejną nitkę obok i rozjeżdżając suche stepowe porosty.

Czytaj dalej

Krym cz. 1. Półwysep Tarchankut – tam gdzie step spotyka się z morzem

Jedno z najbardziej dziewiczych miejsc na Krymie – to tutaj bezkresny step spotyka się z morską tonią. Półwysep Tarchankut – majestatyczne klify, wpadające pionowo do morza, urokliwe, piaszczyste zatoczki, możliwość rozbicia namiotu dosłownie wszędzie. Zapraszam do wspólnego zagłębienia się we wspomnienia jednego z najciekawszych miejsc z wyprawy rowerowej na Krym. 

Czytaj dalej

Podróż na własną rękę – jak zmniejszyć wydatki?

Jednym z głównych stereotypów dotyczących podróżowania jest przeświadczenie o wysokich kosztach każdego wyjazdu. Bo przecież w miejsce, które sobie upatrzymy trzeba jakoś dojechać lub dolecieć, zarezerwować noclegi. Będąc już w wymarzonym miejscu nie szczędzimy pieniędzy na drobne rzeczy – lody ze stoiska przy głównej atrakcji, kiełbaska z grilla i grzaniec na bożonarodzeniowym jarmarku, jakaś pamiątka identyfikująca nas właśnie z tym niepowtarzalnym ratuszem lub kościołem? Czemu nie! Jesteśmy w końcu na wakacjach, harowaliśmy miesiącami, aby móc teraz pozwolić sobie na tę przyjemność. Należy się przecież. Jak do tych wszystkich wydatków dołożymy bilety wstępu do opisywanych w przewodnikach atrakcji turystycznych, wydatki na komunikację… uzbiera się całkiem niezła sumka. Gdy będąc już w domu, wróciwszy do prozy życia, spojrzymy na stan konta i poniesione przez cały okres urlopu wydatki, złapiemy się za głowę. Jakim cudem tak dużo, przed wyjazdem zakładaliśmy, że zmieścimy się w sumie niższej o kilka stówek! A no właśnie… Planując kolejną podróż na własną rękę będziemy już ostrożniejsi, jednak już tak szybko sobie na nią nie pozwolimy. Bo przecież trzeba oszczędzić odpowiednio większą sumę pieniędzy – co się stanie, jeśli znowu zabraknie nam hamulców?

Czytaj dalej

Cziatura – kolejką linową do pracy i na zakupy

W Gruzji nietrudno znaleźć miejsce, w którym czas się zatrzymał kilka dekad temu. W środkowej części kraju znajduje się niewielkie, przemysłowe miasto, leżące z dala od głównych szlaków turystycznych. W mieście nieprzerwanie od 1954 roku funkcjonuje 17 linii kolejek linowych, służących do przemieszczania się między centrum a położonymi wysoko osiedlami oraz zakładami przemysłowymi.

Czytaj dalej

Achalcyche, Borjomi i zaproszenie do gruzińskiego domu

Po przejechanych 100 kilometrach przez dwa interesujące miasta, dzień został zwieńczony zaproszeniem do domu przez gruzińską rodzinę. Mieliśmy okazję zbliżyć się do mieszkańców tego pięknego kraju i spróbować pysznych dań lokalnej kuchni. Bezinteresowna gościnność w niewyobrażalnej skali wprawiła nas w potężne zakłopotanie.

Czytaj dalej

Przez kaukaską przełęcz Goderdzi i wioski pasterskie

Z Batumi kierujemy się w wysokie góry. Jesteśmy na poziomie morza, a za niespełna 120 kilometrów będziemy przekraczać przełęcz Goderdzi, na wysokości 2025 m.n.p.m. Mozolny podjazd rozłożyliśmy sobie na półtora dnia. Wyjazd z Batumi się opóźnił przez próby znalezienia właściwego dla naszej kuchenki kartusza z gazem (zakończone niepowodzeniem) i padający deszcz. Chcieliśmy poczekać na przejaśnienie, jednak nie zanosiło się. Tak więc po przyodzianiu przeciwdeszczowych ciuchów ruszyliśmy stawić czoła największemu podjazdowi tej wyprawy.

Czytaj dalej

Adżaria i Imeretia – Gruzja na rowerze

Zostało mi kilkanaście dni do planowanego podjęcia nowej pracy. Trzeba je produktywnie wykorzystać… Niewiele myśląc, naskrobałem post na forum rowerowym. Cel – Gruzja na rowerze, na osiem dni. Pierwszy (i jak się okazało jedyny) towarzysz podróży znalazł się już po paru godzinach. Kilka maili, telefonów, szybki zakup biletów na samolot i… witaj przygodo!

Czytaj dalej

Trudne nowego początki. Skąd się wziął pociąg do świata?

Im bliżej domu tym bezpieczniej. Czy na pewno?

„Świat jest książką i ci, którzy nie podróżują, czytają tylko jedną stronę” – Św. Augustyn, filozof.

Naturalnym jest, że czujemy się komfortowo poruszając się w znanej nam rzeczywistości. Znamy zaułki miasta, w którym mieszkamy, wiemy jakim tramwajem dojechać do centrum, mamy jasno określone obowiązki w pracy i cyklicznie umawiamy się ze znajomymi na piwo. Nasze życie ubogacają mniejsze i większe sukcesy w pracy i szkole. Jeśli coś się nie udaje, na jakiejkolwiek płaszczyźnie, zawsze jest ktoś, kogo możemy się poradzić, wypłakać na ramieniu lub poprosić o pomoc w rozwiązaniu problemu. Ot, nasza strefa bezpieczeństwa.

Czytaj dalej