SAKWA PEŁNA KREDEK #11: Posępne Alichur na dachu świata

SAKWA PEŁNA KREDEK #11: Posępne Alichur na dachu świata

Jak wygląda życie na Dachu Świata – w miejscu, do którego nie dochodzi linia energetyczna, a majestatyczne góry są jednocześnie pięknem i przekleństwem? Odwiedzamy posępne Alichur, znajdujące się na wysokości 4000 m.n.p.m.

Aliczur – czy jesteśmy już na końcu świata?

Po wymagającym zdobywaniu przełęczy Khargush i tułaczce przez bezdroża rezerwatu Zorkul, w Aliczur zaplanowaliśmy chwilowy postój z noclegiem. Już z głównej drogi zgarnia nas młoda dziewczyna proponując nocleg w jednym z homestay’ów. Błyskawicznie dobijamy targu i z ulgą ładujemy się do środka, zwłaszcza że temperatura na zewnątrz zdążyła już znacznie spaść.

Posileni przygotowanym przez gospodarzy posiłkiem udajemy się na wieczorne „zwiedzanie”. Ujęte w cudzysłów, bowiem Aliczur nie może się poszczycić żadnym dziedzictwem wpisanym na listę  UNESCO. Nudno? Wręcz przeciwnie. Śmiem twierdzić, że to jedno z ciekawszych miejsc, w którym byłem. Poczucie kompletnego odizolowania i oddalenia od świata, do którego zwykłem się przyzwyczaić, nie było tak silne nigdy dotąd.


Ten post jest częścią rowerowej wyprawy przez Tadżykistan i Kirgistan, która odbyła się wiosną 2018 roku. Celem wyprawy było przejechanie „Pamir Highway”, prowadzącej przez najwyższe góry regionu, poznanie zamieszkujących Pamir ludzi oraz dowiezienie do Murgabu 150 paczek kredek, przeznaczonych dla dzieci właśnie budowanego przedszkola.


 

 

Odchody w piecu

Niektóre domy i obejścia sklecone są dosłownie z niczego. W najbiedniejszej części Pamiru nic się nie marnuje – drzwi od niejeżdżącego samochodu mogą posłużyć za część ogrodzenia, podobnie dziwne, metalowe obręcze niewiadomego przeznaczenia. Jak się uprzeć, da się w tym znaleźć pewien rodzaj estetyki i uporządkowania.

W Alichur zanadto nie ma co i gdzie uprawiać. Temperatura nocą rzadko przekracza zero stopni (przepływający koło naszego lokum potok zamarzł nocą na kość – a mamy początek czerwca). Trawa prawie nie rośnie, wychudzone bydło musi się zadowolić nędzną jej namiastką. Baranie i krowie odchody często zalegają na przydomowych murkach w hurtowych ilościach. To nie ozdoba, lecz cenny opał na zimę. Wokół próżno szukać drzew, toteż brakuje łatwopalnego materiału. Zwierzęce odchody po wysuszeniu są niezłym substytutem – żarzą się podobnie do węgla.

Drugi, często spotykany element w przestrzeni, to wraki samochodów. Zazwyczaj do tego stopnia rozszabrowane, że trudno rozpoznać markę. Rzecz jasna, nikt tu nie kradnie – łatwopalne elementy wnętrza ogrzeją dom na kilka godzin. A drzwi, maska… patrz wyżej. Gdy auta już nie opłaca się naprawiać lub pozyskanie części jest niemożliwe, zostaje na zawsze na podwórku.

Czy turyście wypada tu być?

Smutny, postapokaliptyczny krajobraz Aliczur przytłacza z siłą niemożliwą do odparcia. Z drugiej strony, kłująca w oczy bieda wywołuje we mnie samym poczucie wstydu. No bo, co ja tu właściwie robię z tym aparatem na szyi? Przyjechałem sobie porobić zdjęcia, a jutro wyjadę. I za kilka tygodni napiszę wpis o tym, co widziałem. Czy jestem w stanie w ogóle wyobrazić sobie, jak naprawdę się tu żyje? Jak dalece owe wyobrażenie minie się z rzeczywistością?  Prawdopodobnie miałbym więcej do powiedzenia, przyjeżdżając do Alichur zimą, gdy temperatura spada poniżej -40. Wówczas pójście do wychodka za domem równałoby się z wyprawą, naznaczoną nierówną walką z wiecznie wiejącym wiatrem.

Na betonowym cokole z pewnością stała kiedyś ważna persona, może Włodzimierz Ilicz?





Słońce daje nadzieję

Rano palące słońce wygrywa z mrozem. Ostre promienie najjaśniejszej gwiazdy intensywnie odbijają się od bielonych ścian budynków. Wyschnięta na wiór gleba nie rodzi żadnych plonów, na tej wysokości wyhodowanie najprostszych roślin wymaga specjalnej pielęgnacji. Wymęczona spiekotą wysokogórskiego słońca trawa rośnie tylko tam, gdzie człowiek sztucznie doprowadził wodę. Zakładamy czapki, chroniące przed silnymi podmuchami i wybieramy się ponownie na rekonesans. Radosny świergot spieszących do szkoły dzieci ciut ociepla posępny krajobraz Alichur. Przed domy wyszło więcej ludzi, pootwierano sklepy. W jednym z dwóch „magazinów”, zaopatrzeniem przypominające polskie, wielobranżowe gieesy, decydujemy się zrobić zakupy na resztę dnia. Udaje mi się kupić chińską pomadkę na wysuszone usta, wspaniale!

Zaglądamy także do lokalnej stołowaji, pod którą stoi pozbawiony silnika wrak radzieckiego gimbusa. Publiczna stołówka serwuje kilka typowych dla Azji Środkowej dań. Tłusty Płow z chlebem i herbatą dodaje energii na całodniową jazdę.


Więc… ruszamy w kierunku Murgob, chwytając korzystny wiatr w plecy. Zostawiliśmy po sobie jedynie kilkadziesiąt somoni u gospodarzy, zaś Aliczur pozostawiło niemałą wyrwę w naszych świadomościach. Warunki do życia, jakie ta miejscowość oferuje swoim mieszkańcom, wydają się podobne do tych w biedniejszych afrykańskich wioskach. Z tym, że na wysokim, tadżyckim płaskowyżu panuje zgoła odmienna temperatura, z dodatkiem zawsze wiejącego, porywistego wiatru.

 

Zbiór zwierzęcych odchodów suszy się na słońcu. Taki zapas pozwoli na przetrwanie najzimniejszych miesięcy w Alichur.

Linia energetyczna jest jeszcze z czasów radzieckich. Słupy ciągną się wzdłuż Pamir Highway od Chorogu, linia jest przerwana w wielu miejscach. Czasem nawet słupy znikają na kilkanaście kilometrów. Ponowne zelektryfikowanie Alichur i innych miejscowości, leżących we wschodnim Tadżykistanie, widocznie dla miejscowych władz nie jest opłacalne. Jak dowiedzieliśmy się od autochtonów – czcigodny prezydent nie ma tego w planach. 


Widok z toalety – całkiem niczego sobie! 🙂

W Alichur funkcjonuje kilka homestay’ów, umożliwiających nocleg w „czterech ścianach”. Miejscowi dorabiają sobie w ten sposób, przeznaczając dla gości zwykle jedną izbę. Jako, że miasteczko jest jedyną miejscowością w promieniu kilkudziesięciu kilometrów, dodatkowo położoną na szlaku szosy Pamirskiej, w ciepłych miesiącach jednodniowych gości jest całkiem sporo. 


Jedna z kilkunastu publicznych studni głębinowych, zaopatrujących mieszkańców w pitną wodę przez cały rok. 




 

 

 

 


 

Tuż przed wyjazdem – gospodarze homestay’u wyszli nas pożegnać.  

Skomplikowany system nawadniania – każda kropelka wody spływająca z gór jest na wagę złota.

 

Główne źródło utrzymania bloga to mój własny portfel. Aby móc dalej realizować swoje marzenia, założyłem konto na Patronite. Jeśli uważasz treści na blogu i vlogu za wartościowe, możesz dołożyć od siebie skromną cegiełkę. W grupie siła! 🙂

 

Zobacz także:

Ukraina: opuszczone miasto poprzemysłowe
Łódź w jeden dzień – alternatywnie
Ukraina -> Uniwersalny poradnik praktyczny

2 komentarze do wpisu „<b>SAKWA PEŁNA KREDEK #11: Posępne Alichur na dachu świata</b>”

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Close