SAKWA PEŁNA KREDEK #15: Osz: święta góra, niekończący się bazar i wakacje od wakacji

SAKWA PEŁNA KREDEK #15: Osz: święta góra, niekończący się bazar i wakacje od wakacji

Zanim na dobre zakończymy rowerową wyprawę, ostatnie trzy dni spędzimy w Osz, barwnym kirgiskim mieście, którego współczynnik poradzieckiej azjatyckości wynosi 100%. Jakie czekają tam na nas atrakcje? Powłóczymy się po ogromnym bazarze w poszukiwaniu przypraw i tradycyjnych czapek – kalpaków, zatykając nosy od unoszącego się fetoru gnijącej, surowej baraniny na sprzedaż. Wejdziemy na świętą górę Sułajman-Too, na którą pielgrzymki mają rzekomo zbawienny wpływ na różnorakie schorzenia, w tym bezpłodność. Wreszcie oddamy się błogiemu nicnierobieniu, uspokajając myśli po natłoku wrażeń minionych tygodni.

Osz – nasz ostatni przystanek na szlaku Pamir Highway

Pamirska wyprawa nieuchronnie dobiega końca. Wydawałoby się, że jeszcze przed chwilą koła naszych rowerów stanęły po raz pierwszy na pofałdowanym, pamirskim asfalcie, że dopiero co przygoda się rozpoczęła.

Na trzy dni przed wylotem do Polski dojeżdżamy do Osz, drugiego pod względem liczby ludności miasta Kirgistanu. Odnajdujemy hostel, polecony przez wcześniej spotkanych sakwiarzy, zostawiamy objuczone rowery za bramą, a sami idziemy na podbój miasta!

Osz widziane z podejścia pod wzgórze Sułajman-Too. 


Ten post jest częścią rowerowej wyprawy przez Tadżykistan i Kirgistan, która odbyła się wiosną 2018 roku. Celem wyprawy było przejechanie „Pamir Highway”, prowadzącej przez najwyższe góry regionu, poznanie zamieszkujących Pamir ludzi oraz dowiezienie do Murgabu 150 paczek kredek, przeznaczonych dla dzieci właśnie budowanego przedszkola.


Wszystkie smaki Azji w jednym miejscu

Żar leje się z nieba, co jest przyjemną odmianą w porównaniu do nocnych przymrozków sprzed jeszcze kilku dni. W pierwszej chwili dominuje dobrze znane poczucie lekkiego zagubienia w ulicznym chaosie, typowe po dłuższym okresie przebywania w odosobnieniu z dala od cywilizacji, korków ulicznych i natłoku ludzi. Ów stan pogłębia się, gdy z pełną świadomością wkraczamy między stragany jednego z większych bazarów Azji Środkowej. 

Kolorowe, soczyste owoce, żywy drób, przepastne szale i orientalne kreacje, gazowana woda prosto z saturatora, stragany z bakaliami, lepioszki każdego rodzaju… to zaledwie ułamek towarów, jakie ujrzeliśmy w pierwszej alejce.

Priwiet, ribjata! Kak diela? – wesoło krzyczy w naszą stronę facet z niebieskiego sprintera. Chwila konsternacji…  my się przecież znamy! Kilka dni temu kierowca kirgiskiego dostawczaka zaproponował podwózkę, widząc jak mozolnie pedałujemy kolejną serpentyną na przełęcz. Akurat wracał na pusto z dostawy w Gulczy. Dzisiaj spotykamy się znowu na ruchliwym targowisku 200-tysięcznego miasta, a on pyta co słychać i jakie mamy plany, nie tracąc uśmiechu na twarzy. Świat jest mały.

Penetrujemy dokładnie wszystkie zakątki miejskiego bazaru – mamy do kupienia kilka nietypowych rzeczy. Ja skupiam się na esencjonalnych przyprawach, napojach wyskokowych i innych niekulinarnych pamiątkach, a Janek przygotowuje się sprzętowo na kolejne tygodnie, spędzone w Kirgistanie już w pojedynkę.






Po wódce „tłuste jagnię” nie boli głowa, jak zapewnia uśmiechnięta buźka na etykiecie 😉



Świeżego mięsa też nie brakuje. Tutaj baranie głowy – jak się domyślacie, zapach w tej nagrzanej słońcem hali do przyjemnych nie należał. 


Gazowana woda z syropem w cenie kilkunastu groszy za szklankę. Rozchodzi się jak świeże bułeczki, „jak w ZSRR”.

Część przemysłowo-techniczna także zachwyca różnorodnością towarów. 


 

Miejsce kultu – góra Sułajman-Too

Święta góra Sulajman-Too to pielgrzymkowy cel numer jeden w Kirgistanie, czczony od tysiącleci. Pięć skalistych wierzchołków, wyrastających na 1100 metrów wyróżnia się na tle równinnej panoramy miasta.

Po nierównych, betonowych schodach, będącymi początkiem czegoś w rodzaju ścieżki dydaktycznej, udajemy się z Jankiem na górę. Szybko dochodzimy do pierwszego z kilku monastyrów. Ten jest maleńki – w środku wykutego w skale pomieszczenia kłębi się tłum ludzi. W całym kompleksie znajduje się aż 17 miejsc kultu, w tym dwa duże meczety.

Idziemy dalej betonową ścieżką, mijając po drodze jaskinie. Do niektórych można wejść, podchodząc po sypkim zboczu. Polecam – w środku robią całkiem spore wrażenie. Gdy poszukamy uważnie, odnajdziemy wewnątrz na ścianach petroglify – rysunki wyryte w skale.

Na końcu odwiedzamy muzeum etnograficzne, poświęcone ludom zamieszkującym wzgórze Sulajman-Too na długo przed pojawieniem się miasta u jego stóp. W środku znajdziemy trochę „pamiątek” po dawnej cywilizacji, wypchane zwierzęta i kiczowate postacie mające przypominać jaskiniowców. Możecie uznać mnie za historycznego ignoranta – jednak na moje oko kolebkę cywilizacji Środkowej Azji można by przedstawić w ciekawszy sposób.

Skaliste wzgórze na pierwszy rzut oka wygląda na trudno dostępne.

Wzdłuż skalnych zboczy poprowadzono wygodną alejkę.





Socrealistyczna bryła muzeum ciekawie wkomponowano w okolicę. Ponoć początkowo miała tu się znajdować restauracja. 

 

Czas odpocząć

W Osz spędziliśmy prawie trzy dni. Gdy nasyciliśmy się już barwnym klimatem azjatyckiego miasteczka, przemierzyliśmy tłoczne alejki bazaru wzdłuż i wszerz, nadszedł czas odpoczynku i refleksji.

Jakkolwiek to nie zabrzmi – nastał moment, gdy wspólna droga, konsekwentnie realizowana przeze mnie i Janka ostatnimi tygodniami dobiegła końca. Ja kompletuję przyprawy i pamiątki, by sprezentować rodzinie i znajomym esencję tego rejonu w miniaturze, Janek uzupełnia brakujący sprzęt i robi zapasy żywności, przed zagłębieniem się w prawdziwą kirgiska przygodę. Po moim wylocie do Polski będzie podróżował jeszcze kilka tygodni w pojedynkę po Kirgistanie, Kazachstanie i fragmencie Chin. Ja niestety muszę wracać do pracy 🙂

W naszym hostelu ‚Lovely Home For You’, jak w większości hosteli na podróżniczej mapie świata, spotykamy kilka ciekawych osób. Jest para Czechów w naszym wieku na rowerach MTB, są Belgowie, którzy dopiero wybierają się w Pamir wynajętą terenówką. Oni już zwiedzili Kirgistan, toteż Janek żywiołowo próbuje uzyskać od nich garść informacji odnośnie planowanej trasy.

A ja? Siadam w zadumie z piwem w ręku, rozpocząwszy wybiórcze spisywanie naszych przygód. Jeszcze nie wiem, co opiszę a co pominę, w jakiej formie Sakwa Pełna Kredek wyląduje na blogu. Co do mnie niepodobne, nie mam ochoty na integrację i wymianę doświadczeń.

Targa mną radość z bezpiecznego końca wyprawy w połączeniu z przebodźcowaniem podczas minionych dni. Choć po drodze „nic nie było”, nieustannie się coś działo.

Jest coś jeszcze – tęsknota. Bowiem zdobywanie wysokich przełęczy daleko od domu to nie tylko siła w mięśniach, ale równie mocna cierpliwość i siła ducha. Chyba niemodnie o tym pisać – blog winien być zbiorem pozytywów i sukcesów, a tu co…? Rowerowy podróżnik zwyczajnie tęskni za dziewczyną i oddałby jeden dzień Pamiru za zwykły spacer wzdłuż warszawskiego nabrzeża Wisły trzymając się za rączkę. Postanowiłem, że to pierwsza i ostatnia rozłąka na tak długo.

Być może również z tych względów zwiedzanie Osz szło mi dość opornie. Nie pozwoliłem sobie na obejście miasta po łebkach, jednak w głowie dominowały: nostalgia, zaduma, spełnienie…  tuż przed wylotem spotkałem się jeszcze z Gulnarą, bez której nie byłoby całej kredkowej akcji pomocy – tym samym wreszcie poznaliśmy się osobiście. Więcej o tym spotkaniu możecie przeczytać tutaj – to niesamowite, że tak wspaniali ludzie istnieją 🙂

 Nie przedłużając moich psychologiczno-egzystencjalnych wywodów, na koniec jeszcze kilka zdjęć z różnych miejsc kirgiskiego Osz.

Manty, czyli pierożki z baraniną i cebulą w środku. Bardzo popularne danie obiadowe w Azji Środkowej.

Ulica i plac Lenina – komunistyczna mozaika na jednym z budynków rządowych.


Pomnik poświęcony ofiarom katastrofy w Czarnobylu. Czemu akurat w Osz?




Na kawie i ciastku z Gulnarą. 

Przytulny dziedziniec hostelu „Lovely Home For You”, w którym mieszkaliśmy. Jeśli będziecie w okolicy – zachęcam do zatrzymania się właśnie tutaj. Kameralna atmosfera i przyjaźnie nastawieni właściciele czynią to miejsce bardzo atrakcyjnym 🙂

 

Główne źródło utrzymania bloga to mój własny portfel. Aby móc dalej realizować swoje marzenia, założyłem konto na Patronite. Jeśli uważasz treści na blogu i vlogu za wartościowe, możesz dołożyć od siebie skromną cegiełkę. W grupie siła! 🙂

 

Zobacz także:

Ukraina: Ładą do Donbasu
Ukraina -> Uniwersalny poradnik praktyczny
Tadżykistan: Duszanbe. Co może zaskoczyć w stolicy?

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Close