Nadmorski kurort, który mógłby grać w horrorach

Nadmorski kurort, który mógłby grać w horrorach

To miejsce zdaje się być zaprzeczeniem wymarzonego, wakacyjnego wypoczynku. Zmurszałe gmachy sanatoriów już od lat nie przyjmują kuracjuszy. Te, które przetrwały chude lata i jakimś cudem trzymają się przy życiu, nieremontowane od czasów ZSRR nie mają czym zachęcić turystów. Postapokaliptyczna aura wyczuwalna jest tutaj na kilometr. Do niewesołego obrazu Sergiejewki jak ulał pasuje psychodeliczny plac zabaw, w którym jeżą się włosy na głowie nawet dorosłemu człowiekowi. 

Tego nie da się „odzobaczyć”

Turlamy się niespiesznie po spękanej nawierzchni szerokiego prospektu, mijając szpaler betonowych kikutów, które kiedyś były latarniami. Nasza Łada przyzwyczaiła się już do ukraińskich dróg  -tutaj nawet nie jest tak źle, kiedyś było łatane. Pomalowane na biało krawężniki również zdradzają obecność człowieka, co w konfrontacji z okolicą wcale nie wydaje się takie oczywiste.

Mijamy kolejne przytłaczające, szare bryły sanatoriów, które przeżyły swoją śmierć. Spora część z nich nie ma okien, niektóre zarastają w różnej fazie niedokończenia – tak jakby inwestor w połowicznym stadium budowy się rozmyślił. Porzucone, żelbetowe szkielety, konsekwentnie przejmuje we władanie natura. Może jednak budowanie kolejnego molocha w mieście, oddalonym o 80 kilometrów od popularnej Odessy, nie ma sensu? Jesteśmy w Sergiejewce – nadmorskim kurorcie na południu Ukrainy, który mógłby grać w horrorach.

Czasy świetności się skończyły wraz z upadkiem ZSRR

Skala sanatoriów i hoteli, piętrzących się w ciągu głównej ulicy Gagarina, jednoznacznie zdradza, że Sergiejewka w czasach radzieckich była popularną destynacją turystyczną. Każdy z nich, schowany na sporym terenie i odgrodzony od ulicy wysokim płotem, to było „miasto w mieście”. Poddając się zabiegom, masażom, wszelakim rozrywkom i animacjom, spacerując po prywatnych terenach zielonych – można było nie wyściubiać nosa za teren naszej bazy otdycha. Jeśli jednak nabraliśmy ochoty na kąpiel w morzu i wygrzanie się na słońcu, centrum z plażą łączy specjalnie wybudowana kładka nad limanem, umożliwiająca bezpośredni dostęp do morza (Sergiejewka położona jest na wzgórzu, ok. 1 kilometr od linii brzegowej morza Czarnego). Ponoć nadal w ścisłym sezonie kursują nią stare busiki, dowożące nielicznych kuracjuszy na plażę. My jednak odwiedzamy upadły kurort w środku maja – choć słońce już mocno dogrzewa, zdajemy się być tu sami. Bujna, soczysta zieleń kontrastuje z wszechobecną pustką – idąc zarośniętym chodnikiem wzdłuż pustego prospektu czujemy odrealnienie.

– Żyję tu od zawsze, co roku coraz mniej ludzi przyjeżdża do Sergiejewki. Wszyscy tylko Odessa, Odessa, no.. i Zatoka. To kilka kilometrów stąd, ale dojazd może zająć i godzinę, taka plochaja daroga starsza pani, zapytana przeze mnie o otwarty sklep spożywczy, zafrasowuje się na chwilę. Fakt, drogi T1610 prowadzącej do miasta, nie można nawet nazwać serem szwajcarskim. Dziury wielkością i głębokością przypominają raczej leje po bombach – utrata koła to żaden problem. Sympatyczna kobieta oddala się w kierunku bloków mieszkalnych, krótką rozmowę kończy zdanie, które słyszymy nie pierwszy raz na Ukrainie: – za Sojuza było lepiej. 

Trudno się nie zgodzić.

 

Największe osiedle mieszkalne Sergiejewki, położone z dala od części turystycznej.

Jedna z wielu niedokończonych inwestycji.

Dostojny odpoczynek w europejskim standardzie. Hasło straciło już mocno na znaczeniu.


Opuszczony hotel

Najwyższy i najbardziej reprezentatywny hotel znajduje się w osi kładki prowadzącej nad morze. 17-piętrowa bryła to perła modernizmu – każdy pokój wyposażony w balkon z widokiem na morze, przestronny hol, sześć wind, prowadzących na wszystkie piętra. Obok restauracja i sala taneczna, w których z pewnością odbywały się huczne dansingi.

Nie jest znana dokładna data opuszczenia tego budynku. Stan zewnętrzny sugeruje, że popada w ruinę już ponad dekadę. Bez problemu można wejść do środka i klatką schodową dotrzeć na wyższe kondygnacje. Wejść na dach się nie odważyliśmy, już częściowo go nie ma.

Z wizyty w Sergiejewce (także w opuszczonym hotelu) powstał kilkuminutowy film, dostępny tutaj.

Spacerując głównym prospektem im. Jurija Gagarina…

…natrafiamy na jeden z czynnych obiektów. 

Największy hotel w Sergiejewce zachwyca rozmachem i rozplanowaniem pokoi. Szkoda, że już nie można w nim zanocować, z pewnością byśmy skorzystali. 

Kładka łącząca centrum miasta z plażą.


Witajcie w Bajce

Sergiejewka skrywa jeszcze jedno ciekawe miejsce. „Witajcie w bajce” głosi jaskrawy napis u wejścia do niezwykłej krainy fantazji. Przechodzimy pod nogami Guliwera o smutnym wyrazie twarzy i zagłębiamy się świat wyobraźni radzieckiego dziecka. Przynajmniej w tamtych czasach myślano, że właśnie tak powinien wyglądać. 

Z rozpoznaniem bohatera przy wejściu było łatwo, dalej jest już ciężej. Ponoć większość postaci pochodzi z rosyjskich bajek, stąd niekoniecznie je kojarzymy. Jest na przykład wielki brodacz, pełniący funkcję zjeżdżalni, niebieskie, wyblakłe drzewo, na którego szczycie dumnie stoi kogut (dla chętnych: można wejść do dziupli), ośmiornica, pod której mackami można schronić się przed słońcem na ławce, różowy słoń bez oczu – od razu skojarzyłem go z powieścią „W Pustyni i w Puszczy” 😉 Ciekawie wyglądają betonowe rybki z wytrzeszczem, zastygłe w schnącej na słońcu glinie. Może kiedyś znajdowała się tam woda? Nie brakuje także stałych akcentów w postaci czołgu i rakiety (łączy je specjalny tunel).

Szczerze, to ciężko nam sobie wyobrazić co mogło wyrosnąć z dzieci, spędzających w tym miejscu dzieciństwo. A może sami zapomnieliśmy, jak w Polsce wyglądały place zabaw 25 lat temu?


 

Łada na wschodzie jak ryba w wodzie

Wizyta w Sergiejewce była częścią dwutygodniowej wyprawy „Ładą na Wschód”, po Ukrainie, Mołdawii i Naddniestrzu, która odbyła się w maju 2019 roku. Jako środek transportu wybraliśmy pakowną Ładę 2104, która na wschodzie czuła się jak u siebie. Podczas 16 dni zrobiliśmy ponad 4300 kilometrów, oczywiście nie obyło się bez drobnych awarii i utknięcia w glinie 😉 Odwiedziliśmy dużo nietypowych miejsc (jak nadmorski kurort z horroru, ukraińską Wenecję w delcie Dunaju, Czarnobyl i Prypeć, wzięliśmy udział w obchodach rocznicy zwycięstwa w II Wojnie Światowej w Naddniestrzu). Ze wszystkich miejsc powstały filmy, opublikowane na naszym kanale Youtube.


Jeśli chcesz zarezerwować oryginalny nocleg na Ukrainie (nawet w Sergiejewce!), możesz założyć konto na portalu Airbnb korzystając z mojego linku. Otrzymasz zniżkę 100 zł na pierwszą rezerwację, a ja drobną prowizję za polecenie 🙂 Dzięki!!

 

Główne źródło utrzymania bloga to mój własny portfel. Aby móc dalej realizować swoje marzenia, założyłem konto na Patronite. Jeśli uważasz treści na blogu i vlogu za wartościowe, możesz dołożyć od siebie skromną cegiełkę. W grupie siła! 🙂

 

Zobacz także:

Tadżykistan: Życie na dachu świata
Tadżykistan: Życie na dachu świata
O podróżowaniu po świecie klasykiem
Moskwa i jej przytłaczający magnetyzm

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Close