Damska kosmetyczka wyprawowa. Jakie kosmetyki zabrać w podróż?

Przed Tobą wyczekiwany wyjazd marzeń. Już robisz listę przydatnych rzeczy i z grymasem konfrontujesz ją z ilością miejsca w bagażu. Z czego zrezygnować? Na wyjeździe możesz spodziewać się wszystkiego, musisz się zabezpieczyć bardziej niż facet. Co powinno się znaleźć w damskiej kosmetyczce? Jakie kosmetyki zabrać w podróż, by zachować minimalizm i ekologię, a jednocześnie nie obawiać się podbramkowych sytuacji? Na podstawie swoich doświadczeń podróżniczych opracowałam konkretną listę, przydatną dla każdej backpackerki lub sakwiarki.

Jak wytrzymać bez suszarki i makijażu?!

Szanowne! to mój pierwszy wpis na nie moim blogu. Więc mam lekką tremę 😁

Dziś podzielę się z Wami moim bagażem kosmetycznym. Uniwersalnym zestawem, z którym podróżuję od kilku lat, niekiedy lekko modyfikując jego zawartość. Pokażę Wam, że podróżowanie jest dla każdej z nas, udowodniając przy okazji, że nie jestem brudaskiem (no może czasami) 😉

„Ja to nie wiem, jak Ty możesz jechać na ten rower na tyle czasu, ja to bym musiała wziąć suszarkę, prostownicę… umyć się, umalować” – niejedna z moich koleżanek tak mówi, jednak nie pozwalam sobie na demotywowanie. Choć z malowaniem i prostowaniem włosów faktycznie może być ciężko, to z myciem już bez przesady – da się. Co do make-up’u – uważam, że jeśli zrobimy sobie od niego przerwę to tylko dobrze nam zrobi.

Z drugiej strony, czasem w życiu trzeba coś poświęcić, wyjść poza schemat, dostrzec wcześniej niedostrzegane.

 

Sprytnie i ekonomicznie

Moje porady należą raczej do tych niskobudżetowych. Nie znajdziecie tu drogich kremów z domieszką złota ani maseczki ze śluzu ślimaka. W końcu nie chcę, by moja kosmetyczka stanowiła 90% kosztów wyprawy 😊 Postaram się również przedstawić możliwie jak najwięcej form obniżających wagę naszej kosmetyczki. Zazwyczaj podczas pakowania mówimy sobie „a wezmę jeszcze to, to nic nie waży” ale ostateczna łączna waga tych NICNIEWAŻYSI może nasz zaskoczyć.

Kosmetyczka z prawej pochodzi z czasów przed podróżowaniem, kosmetyczka z lewej, z czasów po.

Przedstawiam kosmetyczkę sakwiarki, a nawet backpackerki. Na wstępie chciałam zaznaczyć, że jest to moja subiektywna propozycja, moje pomysły, lepsze bądź gorsze rady.

Zdaję sobie sprawę, że możecie mieć różne ciekawe patenty, dlatego moim marzeniem jest stworzenie tu naszej „babskiej” burzy mózgów. Piszcie swoje wszystkie uwagi w komentarzach, śmiało!

Mimo już kilku pokaźnych wyjazdów, kilku lat doświadczeń, z każdym kolejnym wyjazdem moja kosmetyczka ulega kolejnym modyfikacjom. Wynika to przede wszystkim z moich doświadczeń, (będąc gdzieś hen na świecie, myślę sobie – o!, następnym razem wezmę to, ale przydało by się tamto, a to może wezmę w innej formie, mniejsze, bardziej ekologiczne).

Nierzadko też korzystam z pomysłów koleżanek podróżniczek. Każdy wyjazd uczy nas czegoś nowego, chociażby jeśli chodzi o pakowanie – porównajcie sobie swój pierwszy trip z ostatnim. U mnie jest to kolosalna różnica – chociażby fakt, że z trzech kosmetyczek lub jednej wielkiej zeszłam do jednej (i to małej!). Prawda jest taka, że podczas długiego intensywnego, męczącego wyjazdu, nie w głowie (przynajmniej mnie)  jest pełny makijaż. Mimo to, warto stworzyć listę podstawowych kosmetyków i akcesoriów, a podczas pakowania skrupulatnie się jej trzymać.

Myśl o spakowaniu kosmetyków na wyjazd, tak by czuć się komfortowo, bywa przerażająca. Ale wystarczy kilka głębszych… oddechów,trochę pomyśleć i pokombinować, a wszystko najpotrzebniejsze na pewno się zmieści.

 

Jakie kosmetyki zabrać w podróż?

Poniżej przedstawię listę produktów, które mogą, ale nie muszą znaleźć się w naszych kosmetyczkach. Na pewno lista ta nie jest pełna i mimo wielkich starań i przemyśleń o czymś zapomniałam, albo najzwyczajniej w świecie nie wiem, że takie coś istnieje. Przedstawię też pewne produkty, których osobiście nie używam, ale o nich słyszałam. Nie używam, bo jeszcze nie jestem do tych metod przekonana, albo jeszcze nie spróbowałam, albo jest mi dobrze i nie mam takiej potrzeby. Cóż…temat rzeka, więc dyskutujmy. Poniżej lista z krótkimi komentarzami.

Ważne! We wpisie znajdą się nazwy produktów, których używam. To nie sponsoring – tylko oficjalna zawartość mojej kosmetyczki 😉 Nie uważam, że to są jedyne słuszne marki – bo nie znam innych (tu z pomocą mogą przyjść vlogerki kosmetyczne) 😊 (PS. Nawet nie wiem czy tak się nazywają)


Jakie kosmetyki zabrać w podróż?

  • Pasta do zębów

ja używam stomatologicznej pasty Ziaja.  Jest przeznaczona do zębów wrażliwych, a podczas wyjazdu, ze względu na jedzenie (zupy, sosy w proszku, napoje, słodycze), zęby są wystawione na ogromną próbę.

Poza tym – taki mój mały bzik związany z wykształceniem – (geograf, hydrolog) i patriotyzm 😉 Ziaja to polska marka, a co najważniejsze, posiada swoją podoczyszczalnię ścieków. Dzięki temu ścieki pochodzące z przemysłu kosmetycznego nie przedostają się do rzeki, tym samym zanieczyszczenia są redukowane. Dla mnie jest to duży plus, bo zaspokaja moje minimalne poczucie ekologii i sumienie.

W zależności od tego, na ile czasu wyjeżdżamy, pasta jest produktem, którym możemy podzielić się z naszym towarzyszem podróży. Np. Ty bierzesz pastę, a on/ona szampon, żel antybakteryjny itp.

Moja kolejna szczoteczka będzie bambusowa 😉

  • Szczoteczka do zębów

Na czas wyjazdu warto przeprosić się ze zwykłą, tradycyjną szczoteczką. Jest mała, wszędzie się zmieści, nie trzeba jej ładować, ani zmieniać baterii (ja i tak używam takiej na co dzień). Proponuję wybrać miękką, by nie drażnić naszego szkliwa i dziąseł.

Jakby się uprzeć, i przy szczoteczce można doszukać się możliwości zaoszczędzenia miejsca. Słyszałam, że niektórzy podróżnicy przecinają szczoteczkę na pół. Ja jeszcze się na to nie zdobyłam, pewnie dlatego, że bym ją ciągle gubiła 😉

A może by tak wypróbować szczoteczkę bambusową? Są coraz częściej widoczne w sklepach, a ceny nie odbiegają od tradycyjnych, plastikowych.

  • Szampon 

Suchy szampon – odradzam, bo on nie oczyszcza, a jedynie daje zmatowienie. Może dla niektórych to ciekawa opcja przed imprezą… włosy mogą wyglądać ładnie na zdjęciach, ale dokładanie kolejnych warstw z każdym dniem ma niewiele wspólnego z czystością.

Proponuję wybrać ulubiony szampon, ale w miarę możliwości delikatny. Ja nie biorę żelu pod prysznic, zastępuje mi go szampon albo żel do higieny intymnej. Polecam nie branie wielkiej butli  na wyjazd – płyn przelewamy do mniejszego opakowania (wielorazowego – moje pojemniczki podróżne mają już chyba z 5 lat i trzymają się dobrze).

Naturalny szampon w kostce. Jeszcze nie próbowałam, ale zamierzam – jeśli macie jakiś sprawdzony, koniecznie dajcie znać. Czytałam, że jest bardzo wydajny, z naturalnych składników, zajmuje mało miejsca i pięknie pachnie.

Większość ulubionych kosmetyków wystarczy przelać do małych pojemniczków, można też kupić małe kosmetyki, mi zdarza się to baaardzo rzadko.

  • Żel do higieny intymnej 

Niektórzy twierdzą, że to przesada. Ja postaram się Was przekonać, że zabranie go ze sobą to dobry pomysł i (wbrew swojej nazwie) posiada kilka zastosowań:

Podczas wyprawy zwykle przebywamy w trudnych warunkach. Jak już dorwiemy się do prysznica to warto wymyć się porządnie, i poczuć się jak nowo narodzona 😉 Higiena intymna jest niezwykle ważna, ale i bardzo trudna. Choć korzystamy z każdej najmniejszej okazji by się umyć, wykorzystujemy każdy strumień, każde źródełko – bądźcie ostrożne, nietrudno o zapalenie pęcherza czy inną infekcję. Dobrą praktyką jest przegotowanie, podgrzanie wody na kuchence turystycznej. Uwierzcie mi, już mała ilość wody da Wam poczucie mega odświeżenia.

Żel do higieny intymnej polecam do mycia twarzy jak i całego ciała. Ma on naturalne pH, nie podrażnia. Często kosmetyki myjące do twarzy i ciała są na bazie mentholu, zawierają SLS (Sodium Lauryl Sulfate)… co nie będzie działało kojąco, a wręcz może porządnie zaburzyć funkcjonowanie naturalnej bariery ochronnej delikatnej skóry. Spooookojnie…nie jestem jakąś wariatką, zweryfikowałam tą informację u dermatologa 😉 Ja używam żelu firmy Lactacyd.

Skóra podróżniczek jest podatna na starzenie –  wystawiamy ją na wiatr, mróz, słońce, niekiedy utrudniony dostęp do wody. W miarę możliwości musimy nawilżać skórę tak często, jak to możliwe. Jeśli mamy do wyboru łyk wody z butelki lub chlust nią w twarz – wybieramy to pierwsze 😉 a skórę natłuszczamy kremem z filtrem, przy okazji chroniąc ją od słońca.
  • Krem do twarzy

Proponuję krem Ziaja biała herbata. Wyjątkowo tani, jak na jego kojąco-nawilżające właściwości. Skóra się po nim nie świeci, łatwo się wchłania i daje duże poczucie odświeżenia. Polecam przełożenie do mniejszego opakowania i stosowanie na noc, a do codziennej porannej pielęgnacji (do powtarzania w trakcie dnia) sugeruję krem z filtrem, patrz punk niżej 🙂

  • Krem z filtrem

Proponuję codzienne stosowanie kremu z wysokim filtrem. Warto też przypominać o tym naszym antykosmetykowym gamoniom, których kochamy (Dawid :*).

Żyjąc w naszych szerokościach geograficznych, nie jesteśmy przystosowani do nadmiernego opalania. Wystawiając się na promieniowanie UV i nie chroniąc skóry, narażamy się na ryzyko zachorowania na raka skóry – czerniaka.

Po drugie: opalanie przyspiesza starzenie  skóry. Owszem – nie można przesadzać, bo dzięki słonku mamy melaninę i witaminę D3, potrzebne do naszego prawidłowego funkcjonowania. Pamiętajmy jednak, że w podróży zdarza nam się przebywać całe dnie w palącym słońcu czy ostrym wietrze – tak długa ekspozycja skóry jest bardzo niebezpieczna, więc jeśli chcemy możliwie jak najdłużej zachować młody wygląd a przede wszystkim ZDROWIE, stosujmy kremy z filtrem.

Chcąc ograniczać bagaż, proponuję stosować krem przeznaczony do twarzy, również do ciała.

Ja używam IWOSTIN Solecrin krem ochronny SPF 50+, 50 ml powinno wystarczyć na słoneczny, kilkutygodniowy wyjazd. Jego zalety są takie, że po zastosowaniu skóra nie świeci się, krem nie jest tłusty, łatwo się wchłania i co najważniejsze jest względnie niedrogi, za 75 ml zapłacicie ok 30 zł.

  • Krem do rąk

Znów polecam tą jakże tanią Ziajkę 😉 np. z dodatkiem bawełny. Krem szybko się wchłania, nie jest tłusty, więc można posmarować łapki i po 2 minutach wsiadać na rower – dłonie na pewno nie będą się ślizgały na kierownicy.

Krem może być przydatny w podróżowaniu rowerem, gdy łapki są mocno wyeksponowane na wiatr, słońce i tarcie o kierownicę.

Krem do rąk może również stanowić balsam do ciała. Naprawdę nie znam osoby, która podczas wyprawy zużyła by całe opakowanie balsamu – fakt można przelać, ale można też mieć takie oto 2w1 😉 Nasze ciało przy kontakcie z wiatrem, słoną wodą, słońcem jest zwyczajnie odwodnione. Mimo, że na co dzień nie używacie balsamu (jak ja) na wyprawie może dać niezwykłe ukojenie.

Ulubione, mocno budżetowe kremy do twarzy i do rąk.

  • Rękawiczka (gąbka)

Zawsze staram się zabierać na wyjazd gąbkę. Zazwyczaj przecinam ją na pół, żeby zajmowała mniej miejsca i nie było tak dużej mokrej powierzchni do transportowania w bagażu później. Nie wyobrażam sobie mycia bez gąbki, zwłaszcza w podróży. Właśnie to delikatne masowanie nią pozwala usunąć pot i zabrudzenia, samo polewanie wodą czy mizianie mydłem nie jest tak skuteczne. Dzięki podpatrzeniu patentu u koleżanki Asi, moja podróżna kosmetyczka wymieniła klasyczną gąbkę na rękawiczkę. Można ją dostać we wszystkich drogeriach i sklepach z działami kosmetycznymi. Zalety rękawiczki:

          • Kosztuje niewiele
          • Wielokrotnego użytku (chyba nawet trwalsza niż zwykła gąbka)
          • Zajmuje mało miejsca
          • Szybko schnie, łatwo przytroczyć ją do plecaka czy sakwy i w moment wyschnie na wietrze.

Gąbka w postaci rękawiczki, to moje ostatnie odkrycie i modyfikacja w pakowaniu 😉

  • Pomadka do ust

Rzecz bez której absolutnie nigdzie się nie ruszam, zwłaszcza na rowerze, ba! Jest to rzecz o której większość facetów nie pomyśli, a podczas wyjazdu błagają by im użyczyć 😉

W moim przypadku, w grę wchodzi tylko i wyłącznie Nivea. Są to lata testowania – żadne apteczne środki, żadne oliwki, żadne carmexy, neutrogeny, sos-y, a nawet żadne ziaje, lanoliny itp. Nic tak nie koi podrażnień jak nivea.

Zawsze na wyjazd biorę kilka pomadek, bo przeraża mnie myśl, że mogłoby się okazać, że jej nie mam. Zwykle poluję w drogeriach na promocje 1+1 albo 50% ceny, i robię zapasy.

Pamir – perfidnie sucha i wietrzna kraina. Deficyt pomadki trzeba było zastępować lokalnym kremem łagodzącym. Niestety z marnym skutkiem. 

  • Pilniczek

Chyba nic tak nie wkurza jak zadarty paznokieć – nie muszę tego wątku rozwijać? Ja używam szklanego, z racji kruchości materiału i bronieniu się rękami i nogami przed każdym innym rodzajem (metalowy, papierowy). Udało mi się upolować w Rossmanie szklany pilniczek w obudowie, za ok. 13 zł.

  • Patyczki do uszu

zawsze zabieram kilkanaście patyczków, które szczelnie zamykam w torebkę strunową.

  • Grzebień

Jest płaski, co jest jego ogromną zaletą. Wszędzie się też zmieści, ja przy długich włosach zawsze muszę mieć go pod ręką, mam dla niego miejsce np. w saszetce biodrowej.

  • Szczotka do włosów

To już jak uważacie – dla mnie zajmuje zbyt dużo miejsca, dlatego na czas wyjazdu przepraszam się z grzebieniem.

  • Gumki do włosów, wsuwki

  • Małe nożyczki /obcinak do paznokci

Jeszcze nigdy nie zabrałam, ale mogą być przydatne. Jeśli chodzi o skracanie paznokci wystarcza mi pilniczek.

  • Pęseta

Warto mieć w razie potrzeby wyciągnięcia kleszcza. Poza tym, jak Wam się będzie nudziło, możecie sobie pozwolić na wieczór z serii bjuti. Delikatna regulacja brwi może doda Wam animuszu i kobiecości 😉

Można nią próbować wyjąć drzazgę (albo banknot, który znajdziecie w kratce robiącej za wycieraczkę 😀 )

Podróżowanie to kompromisy… wiadomo, że ręcznik szybkoschnący nie jest tak dobry, milusi, mięciusi jak ten domowy frotte, jednak jak sama nazwa wskazuje – szybko schnie i zajmuje mało miejsca. Wada: szybko zyskuje nieprzyjemny zapach – ale właśnie dzięki temu, że jest szybkoschnący, można go raz na jakiś czas przeprać.
  • Okulary przeciwsłoneczne

Może nie stanowią zawartości kosmetyczki, jednak dla mnie to bardzo istotny przedmiot (wręcz kluczowy!). Bez okularów przeciwsłonecznych nie widzę absolutnie nic, a oczy mam zaszklone, pokryte łzami. Domyślam, się że ten problem może nie dotykać każdego (Dawid w ogóle nie nosi okularów), ja jednak mam duży problem z nadwrażliwością i bez okularów w moim przypadku wyjazd nie ma sensu.

Polecam wziąć dwie pary okularów przeciwsłonecznych. Kilka lat temu pojechałam ze znajomymi w 4 osoby na miesiąc do Peru. Wierzcie mi lub nie, każdy z nas utracił okulary. Jedna koleżanka zgubiła, druga na swoich przez przypadek usiadła, koledze się złamały podczas sandboardingu, a mi pod koniec wyjazdu w mega upalny dzień same pękły na nosie…brzmi jak fatum, ale każdy z nas cierpiał. Fakt – można kupić okulary w wielu miejscach, ale często ich jakość pozostawia wiele do życzenia, a jednak wzrok to poważna sprawa, w końcu chcemy podziwiać i obserwować Świat jeszcze długo, więc na pewno się nam przyda – nie kupujcie najgorszego badziewia.

  • Podpaski, wkładki, tampony, kubeczek, leki

To sprawa, która bywa irytująca. Ale musimy  przez to przebrnąć…

Ten asortyment zajmuje wyjątkowo dużo miejsca, warto pomyśleć o tym jak go skompresować.

Wkładki – zawsze biorę ich dużo – najlepiej bawełniane, bez sztucznej siateczki. Dają poczucie higieny, odświeżenia i przedłużenia czystości naszej bielizny. Używam codziennie.

Podpaski – to też opcja, którą wybieram na wyjazdy. Zajmują sporo miejsca.

Tampony – zaletą jest to, że zajmują mało miejsca. Ja na czas wyjazdów odrzucam tą opcję do codziennego stosowania – nie wyobrażam sobie tak wnikliwej aplikacji bez świadomości stuprocentowej czystości.

Kubeczek menstruacyjny – opcja ekologiczna, ekonomiczna i zajmuje najmniej miejsca – macie jeden. Nigdy nie korzystałam. Może kiedyś spróbuję.

Pigułki antykoncepcyjne – możemy manewrować naszym okresem poprzez stosowanie pigułek. Ja uważam, że nie jest to najlepsza opcja – zaburza ona funkcjonowanie naszego organizmu, cyklu. Zalety – zero waste, no w ogóle brak okresu na wyjeździe jest super! Nie boli, nie przeszkadza, nie wkurza.

  • Mokre chusteczki

Zwykle je mam ze sobą. Też staram się nie nadużywać, gdyż stanowią dodatkowe tarcie po przeoranej słońcem i wiatrem skórze. Zawsze jak macie wybór: przemyć twarz wodą lub użyć chusteczek, wybierajcie tą pierwszą opcję. Lecz czasem lepszy „prysznic chusteczkami” niż żaden 😉

  • Zatyczki do uszu

Będąc w podróży śpimy w różnych miejscach, z różnymi ludźmi. Właściwa jakość snu jest szalenie ważna. Powinniśmy zregenerować siły, zrelaksować się. Po ciężkiej nocy w hostelu, lub namiocie z osobą chrapiącą jak traktor… kolejny dzień może być ciężki, a przecież musimy czerpać z podróży pełną garścią! Tak po prostu – warto je mieć na wszelki wypadek.

  • Opaska na oczy

Wzięłam ją na Lofoty (w lato nie ma tam nocy), w przekonaniu, że nie zasnę jak będzie jasno. Uważam, że jest to zbędne, po całym dniu jazdy na rowerze, czy górskiej wędrówki, zaśniecie jak dziecko.

  • Dezodorant

Może być w sprayu – taki preferuję na co dzień, jednak zajmuje on dużo miejsca. Kulka, sztyft – na czas wyjazdu można się przeprosić.

Są też chusteczki dezodoryzujące (opcja niby spoko, ale każdego dnia zostają nam chusteczki, które nie zawsze mamy gdzie wyrzucić)

Można też nie używać i przemywać pachy przy każdej możliwej okazji…;) A może macie jeszcze jakąś inną opcję? Te powyżej nie są moimi ulubionymi – pamiętajmy, że bez wody jest ciężko i dokładanie kolejnych warstw dezodorantu czy tarcie chusteczkami nawilżającymi nie należy do przyjemnych i na skutecznych, na dłuższą metę.

Na co dzień używam tego wielkiego, na rynku dostępne są różne pojemności. Teraz wybieram ten z lewej, bo jest mały, lekki (w formie kremu).

  • Chusteczki higieniczne

Z Dawidem to nasz odwieczny ból. Oboje jesteśmy smarkaczami, na każdy, nawet najkrótszy wyjazd, upychamy wagon… chusteczek 😉 Dobrym sposobem jest wyjęcie chusteczek z tegoż wagonu i wypełnienie nimi wolnych przestrzeni sakw czy plecaka. Możecie np. wypchać kubek termiczny, chociaż ja akurat wrzucam tam latarkę „czołówkę”. Koniecznie spakujcie paczkę do kieszeni, a jak podróżujecie rowerem i zapewne posiadacie torbę na kierownicę to tam jest ich miejsce – zawsze pod ręką, bez schodzenia z roweru. W przypadku plecaka, często posiadają one kieszonki na pasie biodrowym (u mnie w tych przegródkach zawsze znajdują się chusteczki i pomadka nawilżająco-ochronna do ust).

  • Papier toaletowy

Co jak co, ale zawsze dobrze zabrać awaryjną rolkę mięciusiego, pachnącego, trzywarstwowego papieru, który jest niczym balsam dla naszej pupy 😊 Może to wydawać się śmieszne, ale w wielu krajach bardzo ciężko o lepszy papier, za to szara, sztywna niemalże krepina (działająca niczym pumeks) dostępna zawsze pod dostatkiem.

I tak jedna rolka to za mało, ale jakoś tak psychicznie mi lepiej, że wiem, że jest ze mną. Aby zaoszczędzić ciut miejsca, możecie wysunąć rolkę ze środka i zgnieść papier na płasko.

  • Żel antybakteryjny (do rąk)

W dobie pandemii to obowiązkowe wyposażenie każdej, nie tylko damskiej kosmetyczki. Warto mieć go zawsze pod ręką i używać z rozwagą – szczególnie przed posiłkami, jeśli nie mamy możliwości dokładnego umycia rąk i twarzy pod bieżącą, ciepłą wodą.

Jednak nigdy nie zastępujcie żelu wodą! Zawsze (jak tylko macie możliwość) myjcie ręce… stacja benzynowa, każda toaleta w każdym muzeum czy knajpce. Rzeka, źródełko, jezioro. Żel odkaża, ale nie myje. Jeśli uda Wam się umyć ręce to nie nakładajcie już żelu.

Nie przesadzajcie z ilością i częstotliwością używania żelu – możecie pozbawić się naturalnej ochrony. Wasze dłonie mogą stać się bardzo wrażliwe, wręcz podrażnione od tej „higieny”

Tu możecie pobawić się w DIY. Po lewej stronie żel, który zrobiłam sama tak: wymieszaj 1/4 szklanki żelu aloesowego, 2-3 łyżki spirytusu (rektyfikowany lub salicylowy), 20 kropli olejku z drzewka herbacianego, opcjonalnie kilka kropel olejki z witaminą E (chroni skórę przed wysuszeniem), całość przelej do pjemnika z dozownikiem (100 ml). Trwałość żelu to ok 2-3 miesiące. Przed każdym użyciem należy lekko wstrząsnąć opakowanie. Gotowe!!!

  • Maszynka do golenia

polecam kupić jedną męską na trzy ostrza. Dlaczego męską? Wydaje mi się trwalsza, starczająca na dłużej.

Warto też pomyśleć o depilacji „na dłużej” – ja skorzystałam z opcji lasera i bardzo sobie to chwalę. Kosztowało dużo, ale za to bardzo poprawiło mój komfort podróżowania.

  • Lusterko

Choć ja nie zawsze je zabieram…

  • Odrobina luksusu? Czemu nie?

Zamiast ulubionych perfum, do kosmetyczki możecie przemycić małą próbkę perfum.

Na sam koniec, kwestia samej kosmetyczki – na dłuższy wyjazd zabieram małą kosmetyczkę, taką co się rozkłada na trzy części i posiada haczyk. Ten haczyk był dla mnie kluczowy przy wyborze kosmetyczki – nie raz zdarzyło się, że łazienki, z których korzystałam posiadały brudną podłogę, umywalkę, nie było półeczki na kosmetyczkę. A taką z haczykiem mogę zawiesić na klamce, jakimś wieszaczku czy na kabinie.


Hoho, trochę się rozpisałam 😉 tak więc, w kilku żołnierskich słowach:

Redukujemy ciężar

Ograniczamy ilość

Wybieramy przedmioty, których realnie potrzebujemy

Redukujemy śmieci (staramy się rezygnować z plastiku, zbędnych opakowań)

Robimy rozeznanie, co jest dostępne”na miejscu” (jeśli gdzieś można kupić coś bez problemu to może nie warto wieźć np. dwóch past do zębów „na zapas”, tylko jak się skończy dokupić)

Dzielimy się produktami z partnerem wyprawy (np. szamponem, pastą do zębów)

4 rzeczy bez których nie mogę się obyć:

  1. Krem z filtrem
  2. Pomadka Nivea
  3. Okulary przeciwsłoneczne
  4. Żel antybakteryjny (od niedawna)

3 rzeczy, bez których jestem w stanie się obyć:

  1. Lusterko
  2. nożyczki/obcinak do paznokci
  3. Tusz do rzęs

Jeśli obawiacie się, że coś Wam się nie zmieści, polecam negocjacje z towarzyszem podróży. Ostrzegam, łatwo nie będzie ale w ostateczności partner życiowy nie odmówi Wam kawałka wolnej przestrzeni w rowerowej sakwie.
Jeśli na towarzysza podróży wybrałyście koleżankę, siostrę, mamę, babcię…tym lepiej, zróbcie wspólną listę, a zobaczycie iloma rzeczami możecie się podzielić.

Jeśli spodobał Wam się ten wpis (mój pierwszy:) ) to dajcie znać. Jeśli uważacie to za przydatne, chętnie pokażę Wam też moją:

  1. Wyprawową apteczkę
  2. Wyprawową szafę
  3. Wyprawowe menu
  4. Wyprawowe gadżety i sprzęt turystyczny

 

Zobacz także:

Gdzie szukać towarzysza podróży?
Co zabrać na wyprawę rowerową? LISTA
Jak przewozić rower samolotem? Praktyczny poradnik

8 komentarzy do wpisu „<b>Damska kosmetyczka wyprawowa. Jakie kosmetyki zabrać w podróż?</b>”

  1. Witam, zdecydowanie promuje Ziaje. Bardziej na tłusto, niż nawilżająco. Mam szczotkę z lusterkiem, jeszcze płyn do płukania ust, oraz dodałam bym wazelinę kosmetyczną, lub Linomag na obtarcie ud. Zamiast husteczek i papieru stosuje ręczniki pap. Również do czyszczenia roweru. Kosmetyki pakuję do buteleczek kupionych w Rossmanie. Zawsze mam jeszcze apteczkę. Leki przeciwbólowe, No-Spa, ogólnie to co w apteczce. Zawsze mieszczę się w jednej kosmetyczce, i wreszcie bez suszarki do włosów 😁 pozdrawiam Małgorzata.

    Odpowiedz
  2. Chyba nudzi się Wam podczas pandemii :). Wpis jakby napisany dla dzieci przed kolonią 🙂 Kwestia kosmetyków jest sprawą indywidualną. Polecasz konkretne kremy, ale skóra 20-latki, czy 40-latki ma inne potrzeby. Nic nie wspominasz o płynie micelarnym. Skóra ma inne wymagania w upale, a inne w prawdziwm mrozie – zawartość kosmetyczki ulega wtedy modyfikacjom. Zakładasz też, że kobiety jeżdżą z mężczyznami (piszesz o “negocjacjach z partnerem”), a przynajmniej z inną osobą. Lusterko jest ważne nie dlatego, że możesz sprawdzić, czy tusz się nie rozmazał tylko, że możesz np. wyciągnać paprocha z oka etc. Dezodorant w spray’u, a antyperspirant w sztyfcie, czy kulce to dwie różne sprawy. Mają inne działanie, choć efekt taki sam. Radzę poczytać, żebyś mogła świadomie wybrać :). Temat kosmetyczki był poruszany na blogach bardziej doświadczonych podróżniczek, które w podróży radziły sobie same. Myślę, że czasami warto odpuścić tematy, o których mądrzejsi w danej kwestii napisali już dużo. Ale może czytelniczki bloga dowiedzą się czegoś nowego z Waszego :). Pozdrawiam serdecznie

    Ps. W bierniku liczby pojedynczej zaimek zawsze będzie miał formę “tę”. W mowie potocznej “tą” jest dopuszczalne. Jednak w tekście pisanym jest to zwyczajnym błędem.

    “Spooookojnie…nie jestem jakąś wariatką, zweryfikowałam tą informację u dermatologa”.

    “Zawsze jak macie wybór: przemyć twarz wodą lub użyć chusteczek, wybierajcie tą pierwszą opcję”.

    Mam nadzieję, że komenatrz nie jest zbyt krytyczny. Blog jest ciekawy i warto by nadal trzymał poziom.

    Odpowiedz
    • Cześć, no dobra, postaram się do wszystkiego odnieść.
      Nie nudzi nam się 😉 bo normalnie pracujemy. Dzięki za komentarz. Mam jednak mieszane uczucia, bo z jednej strony mam wrażenie, że się wczytałaś we wpis, skoro wypunktowałaś błędy językowe 😉 Błędy te poprawię. Z drugiej strony zdaje się, że czytałaś co którąś linijkę 😉 bo niejednokrotnie podkreśliłam, że a) nie jestem specjalistką, b) wpis jest oparty o moje doświadczenia, o produkty, których używam c) wspomniałam, że prawdopodobnie o czymś zapomniałam –> więc tak, dopiszę płyn micelarny, jak i kilka innych rzeczy, które fajnie podpowiedziały mi dziewczyny na facebooku Gdzie Los Poniesie. Bo…to właśnie chciałam osiągnąć, by rozmawiać o swoich potrzebach, jedna bierze to, druga tamto. Domyślam się, że każdy ma swoje preferencje i swój stały zestaw. Przede wszystkim chcę zachęcić dziewczyny do podróżowania.
      Nie polecam konkretnych produktów, podaje przykłady, to czego ja używam. Przecież logiczne, że ten jeden krem nie musi odpowiadać wszystkim. Pisząc o kremie, chce zwrócić uwagę, że można go przemycić w mniejszym opakowaniu…a to jaki krem, no proszę Cię, sama wiesz ile tego jest na rynku, litości, to blog podróżniczy…
      Zakładam, że podróżujemy z partnerami, ale zakładam też, że z mamą, siostrą, tego chyba właśnie nie doczytałaś 🙂 Nie oznacza, to, że wciskam partnerowi swoje kosmetyki, bo też nie jeździmy wszędzie razem, a moja kosmetyczka finalnie to ta mała zielona.
      Tak samo nie napisałam, żeby nie brać lusterka, tyko, że DLA MNIE nie jest to rzecz niezbędna. A jak już podpowiedział, ku mojemu zdziwieniu, kolega na fb – od teraz będę korzystała z lusterka rowerowego, lub z lusterka wbudowanego w szczotkę, jak w komentarzu powyżej.
      Nie czytałam innych wpisów na ten temat, bo nie chciałam się sugerować, tylko opisać moją propozycję w 100% zgodną z prawdą. Polecam czytać wpis jako “może coś mi się przyda, może spróbuję czegoś nowego, może coś zmienię”, a nie “możesz podróżować tylko i wyłącznie z takim zestawem, inny jest zły”.
      O poziom bloga się nie martw, ja tu wystąpiłam gościnnie.
      Pozdrawiam 🙂

      Odpowiedz
  3. Jak tak ostatnio czytam różne komentarze, to nie jestem pewna, czy obecna sytuacja wpływa na ludzi i wychodzą z nich ukrywane zazwyczaj kompleksy, zazdrość i wredota, czy to po prostu kwestia nudy i co niektórzy czepiają się, byleby się czymś zająć a może nawet zaistnieć.
    Oczywistym wydaje się, że opis kosmetyczki należy potraktować jako bazę do stworzenia lub uzupełnienia własnej. Ciekawe patenty można przejąć, swoimi można się podzielić. A generalnie uszanować czyjś wysiłek. Może Martyna Wojciechowska czy inna wytrawna podróżniczka nie będzie na podstawie tego opisu modyfikować swojej kosmetyczki, ale jest spora ilość ludzi na początku wyprawowej drogi, którzy z chęcią przeczytają i wyciągną coś dla siebie. Chyba taka jest filozofia w tym wszystkim. Albo się mylę…?

    Odpowiedz
    • Cześć,
      dzięki za komentarz, dzięki niemu widzę, że odebrałaś wpis dokładnie tak jak chciałam, żeby był odbierany, ale niekoniecznie udało mi się wszystko ubrać w słowa 😉 – chodzi mi tu o słowo “Baza” (że też na to sama nie wpadłam).

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Close