Twoja pierwsza wyprawa rowerowa [PORADY | WSKAZÓWKI]

Twoja pierwsza wyprawa rowerowa [PORADY | WSKAZÓWKI]

Prowadzisz aktywny tryb życia, lubisz podróże, chętnie próbujesz nowych rzeczy? Szukasz ciekawej opcji na aktywny weekend lub urlop, ale z rowerem do tej pory nie było Ci po drodze? Brzmi jak kiepska reklama… ale to nie to. Z pełną szczerością chciałbym zaoferować Ci kompleksowy poradnik, dotyczący podróżowania na rowerze. Podpowiem, jak powinna wyglądać pierwsza wyprawa rowerowa, gdzie szukać informacji, co ze sobą zabrać, na co uważać i jak nie przedobrzyć. Zapraszam do obszernego vademecum wiedzy. 

Pierwsza wyprawa rowerowa – same konkrety

Zwiedzanie świata na rowerze to (obok autostopu) najbardziej ekonomiczny, a zarazem wszechstronny sposób podróżowania. Taka jest moja teza – zadaniem tego artykułu będzie przekonanie Cię, że nie ma się czego bać, a zrobienie pierwszego kroku jest łatwiejsze niż myślisz. Wspólnie przeanalizujemy wszystkie etapy logistyczne, od kryteriów wyboru atrakcyjnego kierunku podróży, przez dobór sprzętu turystycznego (który wcale nie musi kosztować krocie) i zmyślne spakowanie go do sakw, po przydatne aplikacje i triki, ułatwiające podróż i pozwalające przetrwać nawet największe załamanie pogody. Bo przecież Twoja pierwsza wyprawa rowerowa musi zostawić pozytywne wspomnienie, by zaraz po powrocie móc planować kolejną! 😉

Podróżowanie rowerem uzależnia jak narkotyk – jestem na to żywym dowodem. Z sakwami jeżdżę kilka razy w roku od 11 lat, zarówno na weekendowe wypady po Mazowszu, jak i na miesięczną tułaczkę przez tadżyckie góry. Zwykle stawiam na samowystarczalność – zabieram ze sobą namiot, by nie być związanym zarezerwowanymi noclegami, trochę jedzenia i kuchenkę (nie ma to jak upichcić sobie coś dobrego nad jeziorkiem, przy świetle księżyca!). Woziłem już rower samolotem, pociągiem, autobusem i na tylnym siedzeniu samochodu. Przetestowałem kilka rodzajów sakw, złamałem dwa bagażniki, przeżyłem ulewy, burze i zamiecie śnieżne, a najpoważniejszą „glebę” miałem 3 kilometry od domu 😀

Nie piszę o tym, by się chwalić – jednak na podstawie swojego doświadczenia w różnych warunkach postaram się przedstawić uniwersalny i maksymalnie obiektywny poradnik. Mam nadzieję, że dzięki kilku poniższym wskazówkom Twoja pierwsza wyprawa rowerowa będzie szczegółowo i świadomie zaplanowana. Nie musisz wywarzać otwartych drzwi, popełniając te same błędy co ja na początku 😉

ZACZYNAMY!


Od czego zacząć? Organizacja od A do Z.

…przede wszystkim odrzuć obawy i strach. Nie słuchaj złych doradców, którzy bez wahania skwitują, że pod namiotem ktoś Cię napadnie, a pedałując pod wiatr nabawisz się zapalenia stawów. Z pewnością podczas wyprawy nie wszystko pójdzie w stu procentach po Twojej myśli, jednak z negatywnych doświadczeń wyciągniesz wnioski, a ilość wspaniałych wspomnień będzie o wiele większa.

To będzie TWOJA WYPRAWA. Nikt Ci niczego nie narzuca, możesz przemieścić się pociągiem na drugi koniec Polski i tam rozpocząć swoją wyprawę lub wystartować pod domem i ruszyć w stronę, w którą wieje wiatr (to nie żart, sam czasem tak robię). Zastanów się, gdzie i z kim zawsze chciałeś pojechać. W Polsce jak grzyby po deszczu powstają nowe szlaki rowerowe o różnym stopniu trudności. Najbardziej znany (i doskonale przygotowany) jest szlak Green Velo, liczący aż 1887 kilometrów. Ale o nim napiszę później.

Samo przemieszczanie się rowerem jest tanią sprawą – jedyne wydatki to serwis od czasu do czasu i smar na łańcuch 😉 Największe koszty generuje transfer DO i Z miejsca docelowego, ewentualne noclegi w zależności od standardu (ten koszt nam odpada, jeśli śpimy w namiocie na dziko – wówczas inwestycja jest jednorazowa), bilety wstępu do atrakcji, które chcemy po drodze zwiedzić.

 

Fragment szlaku GreenVelo na Suwalszczyźnie. Najlepiej przygotowany szlak rowerowy w Polsce oferuje punkt odpoczynku wraz z wieżą widokową nad pobliskim jeziorem.


Pierwsza wyprawa rowerowa – obierz kształt.

Dopasuj kształt wyprawy do swojej obecnej kondycji, już na etapie planowania. Nawet najpiękniejsza droga stanie się dla Ciebie zmorą, jeśli kilometrażowe ambicje przerosną rzeczywiste możliwości. Dostosuj planowaną długość trasy do spodziewanej nawierzchni, ukształtowania terenu, ilości przystanków (skróć nieco dystans, jeśli planujesz w ciągu dnia zwiedzić np. zamek w Malborku), a nawet wiatru i prognozowanej pogody. Jeśli nie jesteś pewien swoich możliwości, na wszelki wypadek nie przeginaj – najwyżej zaoszczędzony czas wykorzystasz na wygrzewanie się w słońcu na jakiejś polanie.

Ustal też ogólny plan działania. Jeśli jedziesz pociągiem/samochodem tylko na weekend, weź pod uwagę, że faktyczny czas jazdy na rowerach skraca się o czas podróży. W dniu powrotu zostaw sobie zapas czasu przed rozkładowym odjazdem – gonitwa na dworzec na ostatnią minutę to nic przyjemnego. A co, jeśli pechowo złapiesz dętkę?

Jeśli nie jedziesz sam, przegadaj kształt planowanej wyprawy z towarzyszem. Sprawdźcie, czy do siebie pasujecie – może Tobie zależy na zwiedzaniu i kąpieli w co trzecim, napotkanym jeziorze, a on woli tłuc kilometry? Dogadajcie swoje preferencje koniecznie jeszcze przed wyjazdem. Jeśli jedziecie na dłużej, sprawdźcie się chociaż na weekendowym wyjeździe. Dopasowany kompan to absolutna podstawa! Podzielcie się też sprzętem – jeśli będziecie pichcić kolację razem, niech jedna osoba weźmie gary i sól do makaronu, a druga na przykład niech dźwiga namiot na bagażniku.

Jazda wyboistym szutrem to nie to samo, co gładkim asfaltem. Warto wziąć ten aspekt pod uwagę przy planowaniu trasy. 


Gdzie? Kryteria wyboru miejsca podróży.

CZAS i FINANSE – to dwa podstawowe czynniki, według których określisz miejsce podróży. Jeżeli masz do dyspozycji weekend (może da się go przedłużyć o jeden dzień?) warto zwiedzić jakiś ciekawy region w Polsce lub przy naszej granicy. Mając tak ograniczony czas, lepiej nie wypuszczaj się za daleko, żeby nie spędzić zbyt wielu godzin w samochodzie/pociągu zamiast na rowerze. Przy kilkudniowych wyjazdach można bardziej poszaleć – zdarzyło mi się kiedyś na przykład pojechać na tydzień na Cypr (bo były tanie bilety). W takim czasie można całkiem sporo objeździć i dość dokładnie poznać wyspę.

A co, gdy planujesz dłuższą wyprawę? Dwa tygodnie, miesiąc? Przy współczesnej siatce połączeń lotniczych, możliwości stają się niemal nieograniczone. Pamiętaj jednak, by nie porywać się z motyką na słońce – jeśli to Twoje pierwsza wyprawa rowerowa, wybierz rejon świata z pewną pogodą. Nie twierdzę oczywiście, że Norwegia czy Islandia jest zarezerwowana tylko dla starych wyjadaczy, ale mając mniej kilometrów „w nogach” łatwiej się zniechęcić.

W trakcie planowania trasy zwróć uwagę na ukształtowanie terenu – tu z pomocą przychodzi np. funkcja terenu w google maps lub strona bikemap.net. Po wyznaczeniu trasy od razu pojawia się profil wysokościowy, z dokładnym wyliczeniem ilości zjazdów i podjazdów (w metrach). To narzędzie pozwala szybko określić stopień trudności całej trasy lub danego odcinka. Na wykresie dostrzeżesz długie, mozolne podjazdy na przełęcze – wówczas warto przed podjazdem zaopatrzyć się w odpowiednią ilość wody, tudzież w ogóle go nie atakować, jeśli zaraz ma się ściemnić.

Starajmy się unikać dróg o dużym natężeniu ruchu, chyba, że obok prowadzi wygodna ścieżka rowerowa. Jednak większość się ze mną zgodzi – przyjemniej jedzie się nawet lekko dziurawą drogą lokalną, niż szeroką i równą krajówką wśród pędzących tirów. Ja zwykle wolę nadłożyć kilometrów by ominąć jak najdłuższy fragment nieprzyjemnej drogi. Niestety nie zawsze się da. Weź ten czynnik pod uwagę szczególnie na drogach wyjazdowych z dużych aglomeracji.

I na koniec najważniejsze: MIERZYMY SIŁY NA ZAMIARY 🙂

Przykładowa mapa z profilem wysokościowym całej trasy.


Wyznaczenie trasy, lokalizowanie ciekawych punktów

Skąd zaczynamy?

Na początku dokonujesz wyboru: dojeżdżasz w interesujące Cię miejsce bezpośrednio na rowerze, czy „teleportujesz się” autem lub samolotem, i kolejny tydzień spędzasz na jeżdżeniu zygzakiem między atrakcjami?

Znam sporo osób, które za punkt honoru decydują się dojechać tranzytem do miejsca startu. Zwiedzamy Węgry? OK, tylko trzeba dojechać 500 kilometrów, by się w nich znaleźć. Może Norwegia? Pewnie, tylko doliczmy dwa tygodnie dojazdu o własnych siłach z Warszawy. Rozumiem tą ideę – pedałujesz i wdrażasz się w wyprawowy rytm, a myśl, że każdy kilometr zbliża Cię do celu, elektryzuje. Krajobrazy (a nawet klimat) po kilku dniach się zmienia… ależ musi być satysfakcja, gdy wreszcie dotrzesz na miejsce!

Sam jednak jestem większym pragmatykiem – mając 2-3 tygodnie urlopu, wolę je maksymalnie wykorzystać „na miejscu”. Dolot samolotem może i drożej wyjdzie, jednak już w pożądanym regionie będę mógł spojrzeć w każdą dziurę. Tak na przykład zrobiliśmy w zeszłym roku na norweskich Lofotach – dolecieliśmy i wróciliśmy samolotem z Gdańska, a na miejscu objechaliśmy wszystkie interesujące nas miejsca.

Ile kilometrów?

Jak pisałem wyżej – to indywidualna sprawa. Ja sam, na dłuższych wyprawach, staram się nie przekraczać średniej 70-75 dziennie. Jeżeli trasa nie prowadzi totalnie beznadziejnymi drogami (jak na przykład w Tadżykistanie), przed wyjazdem dzielę wyznaczony dystans przez ilość dni. Jeśli wyjdzie ponad 75 dziennie, skracam jakiś odcinek, lub szukam możliwości podjazdu pociągiem. Staram się, by moja trasa nie była „linią prostą” – gdy opadnę z sił lub zaskoczy mnie twarzowy wiatr, nie odpuszczający przez kilka dni, skrócę jakiś fragment, odcinając zaplanowane „kolanko”.

Jeżeli planujesz zatrzymać się na dłużej w jakimś miejscu by odpocząć (lub na przykład zwiedzić miasto na trasie), dolicz ten dzień wyłączony z jazdy. Nigdy nie planuj kilometrów na styk w stosunku do jakości drogi, ukształtowania terenu oraz swoich możliwości. Wszystko się może zdarzyć, a powrotny pociąg czy samolot nie poczeka. 

Dobór atrakcji po drodze

Niektórzy zaczynają wyznaczanie trasy wyprawy właśnie od lokalizacji ciekawych punktów na trasie – potem wystarczy połączyć je między sobą. To dobra metoda, jednak warto wspomóc się dodatkowo wujkiem Google.

Dajmy na to – jedziesz na Podlasie. Świta Ci w głowie kilka miejsc, ale dla inspiracji polecam wpisać w wyszukiwarkę frazę: Podlasie – ciekawe miejsca. Jeden klik i wyskoczy Ci kilkadziesiąt artykułów pełnych atrakcji, także tych mniej popularnych.

Dobrą metodą jest przejazd palcem po mapie (a raczej kursorem myszki po cyfrowym ekranie), sprawdzenie zdjęć zgodnych z lokalizacją naszej trasy, a nawet podejrzenie satelity (ja w ten sposób czasem szukam miejsca na rozbicie namiotu, gdy jest już ciemno). Opcja street view w Google Maps pozwala podejrzeć, czy dany obiekt/miejsce są warte zachodu. Nie korzystaj jednak z tego zbyt dużo – ani się obejrzysz, a przejedziesz całą swoją trasę wirtualnie 😉

 

Niektóre atrakcje można odkryć całkiem przypadkiem. Jak ten poradziecki pomnik w Kęszycy Leśnej (woj. wielkopolskie). 


Transport roweru w miejsce docelowe

Własnym samochodem

Wystarczy, że masz bagażnik dachowy (choć to wcale nieobowiązkowe) i stajesz się niezależny od rozkładu jazdy i cen biletów. Z Kasią często korzystamy w możliwości dojazdu autem do miejsca startu wycieczki, zwykle zostawiamy je w mało rzucającym się w oczy miejscu – w centrum miasteczka lub na jakimś osiedlu. Niestety, wciąż bardziej opłaca się dojechać w każdy region Polski autem niż pociągiem, mimo niekiedy dłuższego czasu przejazdu.

Minusem takiego rozwiązania jest konieczność zakończenia wycieczki w miejscu, w którym ją zaczynasz. Czyli zrobienie klasycznej pętli.

Pociągiem

Podróż pociągiem to najwygodniejszy sposób przewożenia roweru, zwłaszcza w dobie wychodzenia naprzeciw naszym potrzebom przez przewoźników. W pociągach lokalnych, niezależnie od kraju, przewóz roweru nie powinien stanowić żadnego problemu – czasem jest bezpłatny lub kosztuje grosze. W przypadku pociągów pospiesznych i ekspresowych w Polsce – zdecydowana większość ma specjalny wagon rowerowy (lub chociaż część przeznaczoną dla rowerów), ale liczba miejsc jest ograniczona. Lepiej kupić bilet z wyprzedzeniem.

Przy wtarabanieniu się do środka ciasnym wejściem z pewnością inni podróżni Ci pomogą – nie rezygnuj przedwcześnie z tego środka transportu 😉

Autobusem

Kwestia przewozu rowerów w krajowych i międzynarodowych kursach pozostaje u większości przewoźników nie sprecyzowana. Niestety wiele zależy od dobrej woli kierowcy – przed wykupieniem biletu polecam sprawdzić w regulaminie oficjalne stanowisko przewoźnika w tej sprawie.

Raz jechałem dwoma autobusami firmy Simply Express do Rygi – kierowca bez problemu spakował złożone i owinięte streczem rowery.

Samolotem

Każdy przewoźnik zabiera na pokład rower jako bagaż lub sprzęt sportowy. Odnośnie ceny, zaleceń oraz limitu wagowego (czasem to 23, czasem 32kg) należy dowiedzieć się u konkretnej linii. Często podawana jest też suma wymiarów (szerokość, długość, głębokość). Rower musi być rozmontowany – zdjęte przednie koło i pedały, skręcona kierownica, wszystko zabezpieczone streczem, kartonem lub władowane w specjalną torbę transportową.

 

„Godziny szczytu”, czyli powrót z majówki pociągiem na trasie Suwałki – Warszawa. Choć dziś większość pociągów, jeżdżących po Polsce, ma specjalne miejsca przeznaczone na rowery, czasem popyt przekracza podaż. 


Z kim jechać?

Jesteś samotnikiem, czy raźniej Ci w grupie? Podróżowanie w pojedynkę to dostosowanie długości trasy do własnego tempa, brak kompromisów odnośnie czegokolwiek – zwiedzania, wyboru miejsca noclegu, jedzenia itd. Ale także brak możliwości dzielenia się pięknem mijanych widoków, wspólnego przeżywania przyjemnych i trudniejszych chwil, czy wreszcie zwyczajnej rozmowy przy wieczornym ognisku. Osobna kwestia to bezpieczeństwo – podczas awarii lub po niefortunnej wywrotce zawsze możesz liczyć na pomoc towarzysza.

Na podstawie moich doświadczeń, pierwsza wyprawa rowerowa najlepiej przebiega w grupie. Polecam podłączyć się pod jakąś ekipę, doświadczoną już w tego typu wyjazdach (tym bardziej, jeśli czujesz, że samodzielna organizacja Cię przerasta). Poznasz w ten sposób nowych, najpewniej fajnych ludzi, łatwiej Ci będzie wdrożyć się w wyprawowy rytm, podpatrzysz ciekawe patenty – właściwie pojedziesz na gotowe. A później już sam zdecydujesz, czy taka forma spędzania czasu Ci odpowiada.

Moja pierwsza wyprawa rowerowa była organizowana na „gronie” (pamięta ktoś jeszcze to forum?). To był 2009 rok – dziś nadal utrzymuję kontakt z większością wówczas poznanych osób. Oczywiście wciąż jeździmy na wspólne wyprawy z sakwami 🙂

Możesz też poszukać szczęścia na forach lub facebookowych grupach. O tym aspekcie już kiedyś pisałem – zajrzyj do artykułu poniżej.

 

Jura Krakowsko-Częstochowska, to wycieczka „testowa”, którą odbyliśmy z Jankiem przed miesięczną wyprawą szlakiem Pamir Highway. Poznaliśmy się na forum rowerowym, a rok później zrealizowaliśmy wspólne marzenia – było wspaniale!


Gdzie spać?

Jeżeli wybierasz spanie pod namiotem na dziko, musisz mieć ze sobą śpiwór i karimatę (lub matę samopompującą). Masz nieoceniony komfort możliwości rozbicia się w zasadzie tam, gdzie chcesz. Niewiele jest państw, w których biwakowanie na dziko jest nielegalne (jeszcze mniej takich, gdzie ten przepis egzekwują), jednak, dla własnego poczucia bezpieczeństwa, lepiej rozbij namiot z dala od zabudowań i drogi publicznej. Miejsca zacznij szukać najpóźniej godzinę przed zmrokiem, jeżeli masz przed sobą spory podjazd lub długi odcinek przez teren zabudowany, lepiej rozbij się wcześniej. Wówczas spokój i ciszę masz gwarantowane – pamiętaj tylko, by nie zostawiać jedzenia poza namiotem – to zwabi zwierzęta.

Podczas podróży można również spać w kwaterach (ja praktykuję zazwyczaj raz na kilka dni, by porządnie się umyć, zrobić pranie i podładować spragnione prądu urządzenia). W tym przypadku już na etapie planowania wycieczki musisz określić miejsca, do których potencjalnie dasz radę dojechać.

Pola namiotowe? W Polsce raczej odradzam – często nie oferują większego komfortu niż nocleg na dziko, a w sezonie bywają przepełnione. Chyba, że właśnie szukasz jakiegoś towarzystwa.

Jeśli chcesz zarezerwować oryginalny nocleg w Polsce i na świecie, możesz założyć konto na portalu Airbnb korzystając z mojego linku. Otrzymasz zniżkę 100 zł na pierwszą rezerwację, a ja drobną prowizję za polecenie 🙂 Dzięki!!

 


Co jeść?

Najłatwiej napisać – to kwestia indywidualna, jednak podzielę się z Tobą kilkoma nawykami żywieniowymi, które wyrobiłem sobie na wyprawach na przestrzeni lat.

Zawsze biorę kubek, menażkę, sztućce i kuchenkę turystyczną. Nawet jeśli po drodze jest masa knajp – posiadanie takiego sprzętu pozwala mi na niezależność lub zwyczajne zagotowanie wody na wieczorną herbatę. Przy dłuższych wyjazdach w odludne miejsca, moim zdaniem niezbędna cześć ekwipunku. Pamiętaj, że gazowego kartusza oraz paliwa nie zabierzesz do samolotu. Musisz uzupełnić braki już na miejscu.

Zwracam uwagę na wagę i energetyczność produktów. Na śniadanie owsianka z bakaliami i, na obiad makaron z sosem w proszku i świeżymi warzywami, które kupiłem w pobliskim sklepie. Zawsze biorę że sobą duże ilości przegryzek, przekąsek – na czarną godzinę. Kiedy umieram po 10-kilometrowym podjeździe, orzechowy baton daje porządnego kopa. Podobnie żelki (ponoć dobre na stawy 😉) lub czekolada.

Nie zapominam o owocach, warzywach – im więcej będziesz ich jadł na wyjeździe, tym lepiej.

„Jedzenie wyprawowe” może się w końcu znudzić. Wiele osób korzysta z tzw. liofilizatów. To sproszkowane jedzenie całkiem wysokiej jakości, poprzez wysuszenie nie tracące walorów smakowych i odżywczych. W transporcie mało waży, przed konsumpcją wystarczy zalać wodą. Niestety dość drogie – porcja obiadowa zaczyna się od 30-40 zł.

Jest sporo państw, gdzie stołowanie się w przydrożnych knajpach nie nadszarpnie budżetu tak mocno, jak np. w krajach skandynawskich. Poza tym to doskonała okazja na spróbowanie lokalnej kuchni… nie myślcie sobie, że w trakcie dwutygodniowej podróży jadę tylko na makaronie 😛 Do wyszukiwania ciekawych barów i restauracji polecam stronę Tripadvisor – jeszcze mnie nie zawiodła.

Mawiają, że śniadanie to najważniejszy posiłek dnia. Poranna owsianka to energetyczna bomba co najmniej na kilka godzin. 


Walka z wiatrem i deszczem

Schować się pod dachem? Na początek to dobra strategia, jednak co zrobić, gdy siąpi cały dzień, a do powrotnego pociągu zostało nam jeszcze wiele kilometrów? Jazda w deszczu nie jest przyjemna, ale nie zawsze musi się skończyć przemoczonymi majtkami.

Przede wszystkim sprawdzamy prognozę w miejscu, do którego jedziemy (najlepiej na stronie meteo.pl). Może opady będą tylko przelotne i warto przeczekać je w pobliskiej knajpce? Jeżeli deszcz jest nieunikniony, jeszcze przed wyjazdem dokładnie się zabezpieczmy w odzież ochronną. Kurtka przeciwdeszczowa (najlepiej rowerowa – jest dłuższa na plecach) czy spodnie są dostępne w Decathlonie czy innym sklepie sportowym za kilka dych. Najpewniej nie będzie przepuszczała powietrza, ale warstwy pod spodem będą mniej mokre od potu niż od silnego deszczu.

Nawet na weekend weź przynajmniej dwie pary butów. Jeśli jest ciepło, a nie masz ochraniaczy na buty… załóż na nogi sandały 😉 Będą schły dużo szybciej niż każde inne obuwie. A o ochraniaczach przeciwdeszczowych będzie jeszcze trochę niżej 😉

Wiatr – najlepszy przyjaciel lub znienawidzony wróg każdego rowerzysty. Sprawdzaj go codziennie, by wiedzieć, na co się szykować. Naturalnie, na odkrytych przestrzeniach, nizinach i równinach, wiatr w twarz może zamienić podróż rowerową w mękę (za silny wiatr uważam taki powyżej 20km/h). Jeżeli jedziesz na krótko, może warto „odwrócić” trasę tak, by jechać zgodnie z kierunkiem wiatru?

Gdy jesteś skazany na jazdę pod silny wiatr, szukaj równoległych dróg przez wsie lub lasy – tam będzie mniej dokuczliwy. W ostateczności połóż łokcie na kierownicy i przyj do przodu w ten sposób, stawiając mniejszy opór. Jadąc w grupie możecie się co jakiś czas zmieniać (takie rozwiązanie ma sens, gdy druga osoba jedzie bardzo blisko pierwszej, wtedy ten na froncie zgarnia wiatr, jednocześnie osłaniając od niego osobę, jadącą „na kole”).

Najgorzej, gdy pada przez cały dzień. Pozostaje mieć nadzieję, że jutro będzie lepiej…


Co zabrać ze sobą?

Zapomnij o plecaku – polecam od razu zainwestować w bagażnik rowerowy i nieprzemakalne sakwy. Nieoceniony komfort!

Zanim spakujesz ekwipinek do sakw, rozłóż całość na podłodze lub łóżku i na spokojnie przeanalizuj co się przyda. Pakując się, podziel sakwy tematycznie – niech jedna nich będzie przeznaczona na ciuchy, druga może być kuchenno-techniczna – tu zmieścisz zapasowe części, pompkę i smar, menażkę i kuchenkę oraz jedzenie. Nie zapominaj, aby sakwy były względnie wyważone – inaczej na wybojach może się nawet złamać bagażnik (czego doświadczyłem dwukrotnie :D). Jeżeli nie jest to konieczne, nie bierz przednich sakw (jeśli takowe posiadasz). Im mniej obciążenia, tym lepiej 😉

Szczegółową listę wyprawowego sprzętu, zawierającą sugerowane ciuchy, narzędzia, akcesoria, publikowałem już na blogu. Zapraszam do artykułu poniżej.

 

Wyprawowy zestaw w wersji max, na dwutygodniową wyprawę do Norwegii. 


Gdzie i jak się myć?

Podróżowanie rowerem wcale nie musi oznaczać bycia brudasem, choć wiele osób stawia w tym przypadku znak równości! 😉 Wg mnie (choć, z bólem serca, sam nie zawsze tak robię), przy odrobinie wysiłku i sprzyjających okolicznościach, podczas wyprawy rowerowej da się myć codziennie. W większości europejskich państw, na porządniejszych stacjach benzynowych dostępny jest prysznic (zwykle bezpłatny). Można się umyć także w zamykanej łazience – większy problem może stanowić przełamanie się psychiczne. No bo jak to, myć się na stacji? Nie utożsamiajcie tej czynności z czymś złym – przecież robicie to dla własnego dobra (a może bardziej, swojego współtowarzysza w namiocie 😉 ).

Na facebooku jest mnóstwo grup podróżniczych (np. „wyprawy rowerowe z sakwami”, „autostopowicze, czyli my”), na których, zadając pytanie o prysznic w konkretnych kraju lub regionie, z pewnością ktoś Wam pomoże.

Można też zarejestrować się na portalu WarmShowers – strona skupia osoby podróżujące z całego świata – użytkownicy oferują sobie nawzajem bezpłatny nocleg i możliwość skorzystania z prysznica. Portal działa analogicznie do Couchsurfingu – tyle, że przeznaczony jest głównie dla rowerzystów.

Kąpiel w rzece lub jeziorze? Proszę bardzo – tylko staraj się nie zanieczyszczać wody detergentami. Najlepiej spłucz się poza akwenem. A jeśli woda jest za zimna, zawsze możesz podgrzać ją na kuchence turystycznej.

Polecam także składany prysznic turystyczny (lekki i zajmujący mało miejsca), dostępny w sklepie turystycznym lub internecie. Podłączasz do niego butelkę (lub nalewasz wody do specjalnego worka), a plastikowa słuchawka idealnie dozuje wodę tak, że na umycie całego ciała wystarczy 1-1,5 litra. Innym patentem jest ogrzanie butelki z wodą na słońcu (wystarczy, że będziesz ją wieźć na bagażniku) i zrobienie małych dziurek w korku 🙂 Jeżeli warunki na prysznic będą szczególnie niesprzyjające – użyj chusteczek nawilżonych, chociaż do odświeżenia newralgicznych miejsc. Sprawdzone – pomaga 😉

Koniecznie zadbaj o właściwą higienę, by Twoja pierwsza wyprawa rowerowa pozostawiła miłe wspomnienia.

 

Kąpiel w lodowatym fiordzie? Czemu nie! Na pewno zdrowo… ale się nie odważyłem 🙁


Dobór roweru i sprzętu

Jaki rower wybrać?

Na wyprawy z sakwami najlepszym wyborem będzie rower trekkingowy, z obręczami wielkości 28 lub 29,5 cali. Wąskie opony i solidna konstrukcja zapewnią łatwość prowadzenia i spore prędkości na asfalcie, niestety gorsze osiągi w terenie. Co tu dużo mówić, w większych piachach trekking się po prostu kopie. Jeśli masz aspiracje na podróżowanie z sakwami po bezdrożach, przynajmniej zainwestuj w szersze opony z terenowym bieżnikiem.

W 2018 roku drogę Pamir Highway przejechałem na rowerze MTB (koła 26 cali). W cięższym terenie radziłem sobie całkiem nieźle, ale i tak nie mogłem dogonić kolegi, który gnał na kołach 29 😉

Koniecznie zainstaluj solidny bagażnik pod sakwy o udźwigu minimum 20 kg. Podczas podróży co jakiś czas sprawdzaj, czy się nie rozkręca. Weź ze sobą dodatkowe gumy (ekspandery), by przytroczyć do bagażnika namiot lub karimatę. U siebie mam także przedni bagażnik o nośności do 15 kg.

Sprzęt turystyczny

Nieprzemakalne sakwy to absolutna podstawa. Nawet w trakcie najgorszego deszczu w głowie pozostaje komfort, że po wszystkim przebierzesz się w suche rzeczy, czekające w sakwach. Sakwy z przemakalnego materiału są niewiele tańsze, a nawet okryte folią podczas opadów, chłoną wilgoć.

Od początku mojej przygody z wyprawami rowerowymi używam sakw marki Crosso. Początkowo były to sakwy Crosso Dry (dwa komplety), od niedawna korzystam z Crosso Twist i worka transportowego. Dokładny test tych sakw robiłem tutaj.

Dobrym wyborem jest także torba na kierownicę. Przez wiele lat jeździłem z „byle czym” za kilkanaście złotych. Torbę musiałem chować przy każdym deszczu (w środku był portfel, telefon i mapa…). Od pewnego czasu korzystam z torby Ortlieb Ultimate 6 (pojemność 7 litrów). To jedna z niewielu rzeczy, na które wydałem dość sporo pieniędzy (ok. 270 zł), jednak w tym przypadku wygrał komfort użytkowania. Torba jest nieprzemakalna, sztywna, ma solidne mocowanie i mieści wszystkie niezbędne przedmioty podręczne, w tym aparat. W razie potrzeby można ją zdjąć i założyć na ramię przy użyciu specjalnego paska.

Namiot – jaki wybrać? Więcej o tym mówiłem w jednym ze swoich filmów 🙂

Śpiwór wedle uznania, sam korzystam z syntetyka Fjorda Nansena o komforcie temperaturowym w okolicach -2C. Jest wielki po złożeniu, ale ja jestem zmarźluchem 😉 Gdy sprawdzasz prognozę przed wyjazdem, niech nie przerazi Cię niska temperatura w nocy. Ciepły śpiwór może sprawić, że nawet przy zerze stopni na zewnątrz, Ty będziesz odczuwał termiczny komfort. Nie bez znaczenia jest również powierzchnia namiotu – im mniejsza, tym łatwiej utrzymuje ciepło (lub jeśli śpi w środku więcej osób).

Nie mam doświadczenia z matami samopompującymi ani materacami – od lat używam prostej, zwijanej karimaty. Polecam wybrać dość grubą.

Na deszczowe dni, według mnie powinieneś zabrać kurtkę i spodnie przeciwdeszczowe, a także… ochraniacze na buty. Nie od dziś wiadomo, że od mokrych stóp najbardziej wychładza się organizm, poza tym buty się długo suszą. Najlepsze ochraniacze są z goretexu, jednak te będą drogie. Poszukaj neoprenowych, koszt to ok. 70-90 zł, jednak starczą Ci najpewniej na kilkanaście lat. Według mnie na zdrowiu nie warto oszczędzać, ale jak coś… pozostaje patent z włożeniem stóp w foliowe torebki 😉


Przydatne strony i aplikacje

Maps.me

Moim zdaniem najlepsza aplikacja ze szczegółowymi mapami offline do pobrania. Pobieramy konkretne kraje lub regiony, możemy wyznaczać trasę z punktu pieszego, rowerzysty lub kierowcy. Dobrze rozrysowane miasta zawierają kształt zabudowy, sklepy, atrakcje turystyczne, przystanki i stacje metra. Mapy mniej turystycznych regionów mogą być niestety mniej dokładne. Atutem za to jest możliwość pokazania profilu wysokościowego wyznaczonej trasy (przydatne na rowerze lub podczas górskiego trekkingu).

Mapy.cz

Bardzo szczegółowa mapa całego świata, zawierająca ścieżki dydaktyczne, szlaki turystyczne (piesze i rowerowe) oraz ich nazwy. Działa tylko on-line – polecam używać jako uzupełnienie maps.me.

Google maps

Tę stronę zna każdy 😉 Bezkonkurencyjna w nawigowaniu, średnia w wyznaczaniu skomplikowanej trasy rowerowej (można ustalić tylko 10 przelotowych punktów). Wbrew pozorom bywa mniej dokładna od maps.me, jednak podgląd satelity oraz funkcja street view przydają się czasem przy szukaniu noclegu.

Bikemap.net

Moja ulubiona strona do wyznaczania trasy wyprawy. Interfejs domyślnie omija główne drogi (tam, gdzie można, wyznacza ścieżkami rowerowymi i drogami serwisowymi). Po zapisaniu mamy do wglądu dokładny kilometraż i profil wysokościowy, wraz z ilością podjazdów i zjazdów. Możemy zapisać trasę w formacie gpx lub kml, następnie zgrać na telefon lub GPS (i otworzyć np. w aplikacji maps.me). Tworzenie i zapisywanie tras z poziomu komputera jest bezpłatne.

Skyscanner

Podana dla przykładu, jedna z wielu inteligentnych wyszukiwarek lotów po całym świecie. Wystarczy, że wpiszemy miejsce startu i zakończenia podróży, a strona po kilku sekundach pokaże nam najsensowniejsze połączenia oraz ich ceny. Możemy użyć wielu filtrów (np. wprowadzić maksymalną ilość przesiadek lub dodać sztuki bagażu), a następnie zarezerwować lot bezpośrednio przez stronę.

Poza Skyscannerem polecam jeszcze wyszukiwarki Kiwi oraz Kayak. Zanim dokonacie zakupu, dla pewności sprawdźcie, czy na bezpośredniej stronie przewoźnika ten sam lot nie kosztuje taniej 😉

Meteo.pl

Bardzo dokładna prognoza pogody, dostarczana przez IMiGW (obowiązuje tylko w Polsce i kilkunastu większych miastach Europy). Z wykresu możemy odczytać dokładną temperaturę z wyprzedzeniem 60h, sumę i siłę opadów, siłę i kierunek wiatru, pokrycie chmur, wilgotność powietrza i ciśnienie. Na podstawie moich doświadczeń – sprawdzalność na ten sam dzień właściwie 100%.

Ventusky.com

Mapa pogodowa całego świata – klikając w konkretny punkt na Ziemi możemy szczegółowo sprawdzić aktualną i historyczną pogodę, nawet kilka lat wstecz.

Culture Trip

Aplikacja pomocna przy wyszukiwaniu ciekawych miejsc w interesującym nas regionie bądź mieście. Po wpisaniu w wyszukiwarce konkretnego miejsca, w formie nagłówków wyświetlają się artykuły z sieci, dotyczące bardziej lub mniej typowych atrakcji. Błyskawicznie i sprawnie dowiemy się w ten sposób, czy mijane przez nas miejsce jest „warte grzechu”. W aplikacji znajdziemy także informacje na temat dobrych knajp, muzeów i noclegów – funkcja trochę podobna do TripAdvisora.

Google Translator

Przydatna funkcjonalność, gdy wszelkie próby porozumienia z mieszkańcami danego kraju spalą na panewce. Czasem kilka słów w danym języku i mowa ciała to nadal za mało. Kolega nałogowo korzystał z translatora w Wietnamie i całkiem sobie chwalił 😉

A co, gdy telefon się rozładuje? Zawsze warto nie polegać wyłącznie na elektronice, ale mieć ze sobą także mapę papierową.

Dokładność aplikacji Maps.me w miastach niekiedy przewyższa funkcjonalność Google 😉


Propozycja trasy na pierwszą wyprawę

Przedstawiam Ci kilka moich, subiektywnych propozycji (jeśli któraś Ci się spodoba, możesz zgłębić temat klikając w hiperłącze):

  • szlak Polski Wschodniej „Green Velo”
    Twoja pierwsza wyprawa rowerowa powinna chociaż zahaczać o fragment tego szlaku. Bez wątpienia, GV to współcześnie najbardziej kompleksowy produkt dla turystyki rowerowej w Polsce, przeznaczony absolutnie dla każdego. Podstawowa trasa prowadzi z Elbląga do Końskich w Świętokrzyskiem, zahaczając o północną Warmię i Mazury, Suwalszczyznę, Puszczę Augustowską, Biebrzański i Białowieski Park Narodowy, przygraniczną Lubelszczyznę, Roztocze, Puszczę Solską. Następnie ambitniejszy wariant trasy prowadzi przez fragment Bieszczad i Rzeszowszczyznę by, przemierzając pagórkowate okolice Kielc, dotrzeć do Końskich. Cała trasa prowadzi drogami o niskim natężeniu ruchu, specjalnie wybudowanymi ścieżkami rowerowymi (wzdłuż fragmentów ruchliwszych dróg), niekiedy wygodnymi szutrami. Doskonale oznaczonemu szlakowi towarzyszy turystyczna infrastruktura (m.in. punkty odpoczynku co 10-15 kilometrów, toalety, wieże widokowe, mapy atrakcji regionu) oraz lokalne szlaki rowerowe, pozwalające na zgłębienie tajemnic danego regionu. Szczegółowa mapa szlaku dostępna tutaj
  • Jura Krakowsko – Częstochowska 
    Unikatowe walory przyrodnicze naprzemiennie mieszają się tu z historią. Z jednej strony liczne pagórki, porośnięte gęstymi lasami, wapienne skały o zróżnicowanych kształtach, z drugiej widoczne już z oddali, średniowieczne zamki na wzgórzach, idealnie komponujące się z okolicą. Polecam szczególnie zajrzeć na pustynię Błędowską i do Ojcowskiego Parku Narodowego.
  • Góry Świętokrzyskie
    Najniższe pasmo górskie Polski, ale nie najmniej ciekawe. Liczne parki krajobrazowe to kilometry spokojnych, leśnych dróg. Na trasie można zwiedzić klasztor Św. Krzyż, zamek w Chęcinach lub Ujeździe, krasową jaskinię Raj pod Kielcami lub odpocząć na jednym z zalewów. Jeśli to nadal mało, zostaw rower u stóp pasma Łysogór i wdrap się nietrudnym szlakiem na Łysicę, by podziwiać gołoborza. 
  • Mazury, Suwalszczyzna
    Tych regionów nie trzeba przedstawiać. Dowolnie wyznaczona trasa poprowadzi Cię wśród malowniczych krajobrazów jezior i zalesionych pagórków. Przemieszczając się na wschód, w kierunku Suwałk i Augustowa, stopniowo zaniknie gwarna turystyka, skupiona wokół mazurskich jezior żeglownych, ustępując miejsca dziewiczym krajobrazom. Asfalt zamieni się w szuter, a pagórki będą coraz większe. Szczególnie polecam  część szlaku GreenVelo (odcinek Gołdap – Augustów) oraz Podlaski Szlak Bociani (nieco trudniejszy), prowadzący ze Stańczyków przez całą Ścianę Wschodnią, aż do Białowieskiego Parku Narodowego. 
  • Litwa, Łotwa, Estonia
    Jeżeli spodoba Ci się klimat Suwalszczyzny, mając wystarczającą ilość czasu, możesz się wybrać aż do Tallinna 😉 Republiki Nadbałtyckie, w uproszczeniu stanowią przedłużenie znanego z północno-wschodniej Polski krajobrazu – spokojny, pagórkowaty krajobraz, pełen łatwo dostępnych jezior, lasów i szutrowych dróg, miesza się z widoczną jeszcze spuścizną po ZSRR (np. w litewskich Druskiennikach polecam zajrzeć do radzieckiego skansenu Grutas). Do tego dochodzi interesująca linia brzegowa nad Bałtykiem. 
  • Trasa wzdłuż wybrzeża Bałtyku: Świnoujście – Hel (EuroVelo R10)
    Sam miałem kiedyś marzenie, by moja pierwsza wyprawa rowerowa przebiegała wzdłuż polskiego wybrzeża Bałtyku. Fragment europejskiej trasy rowerowej EuroVelo R10, która okrąża cały Bałtyk, przebiega możliwie blisko linii brzegowej, oddalając się od morza tylko w przypadku natrafienia na tereny wojskowe lub braku jakiejkolwiek drogi nad samą plażą. Zahacza o ciekawe miejsca w regionie, stanowiące uzupełnienie nadmorskiej wycieczki. Niestety z nawierzchnią bywa różnie – zdarzają się piaszczyste odcinki. Oznaczenie nie jest tak dobre jak w przypadku GreenVelo – dla uniknięcia pomyłek, polecam wgrać sobie trasę na telefon lub GPS.
  • Ukraińskie Zakarpacie
    Region, położony w południowo-zachodniej części Ukrainy, to interesująca kulturowo i przyrodniczo część kraju. Przemieszczając się po wyboistych drogach wzdłuż wijących się potoków możemy mieć wrażenie, że czas się tutaj zatrzymał, a życie toczy się swoim, niespiesznym rytmem od dekad. Jeśli masz więcej czasu, możesz pokusić się o przejazd przez ukraińską część Bieszczad w kierunku Lwowa – stamtąd już niedaleko do Polski 🙂 

 

Powyższe trasy to jedynie subiektywne przykłady, inspirujące do podjęcia wyzwania. Wartych grzechu tras w Polsce i okolicach jest o wiele więcej – może podzielicie się ze mną swoimi typami w komentarzu? Chętnie dopiszę do listy – dajcie propozycję i krótki opis 🙂

Malownicze krajobrazy i dziurawe drogi – to wizytówka południowo-wschodniej Ukrainy.

Jura Krakowsko-Częstochowska, zamek Mirów. 


Pierwsza wyprawa rowerowa, na pewno nie ostatnia…

Elastyczność

Uff… Dobrnęliśmy do końca 😉 czy czujesz się już bardziej świadomy i zdecydowany, by podjąć próbę rowerowej wyprawy? Mam nadzieję, że rozwiałem choć część Twoich wątpliwości i już teraz będzie dużo łatwiej zrobić ten pierwszy krok. Pamiętaj, że właśnie ten sposób podróżowania cechuje ogromna elastyczność – to od Ciebie zależy gdzie pojedziesz, ile zrobisz kilometrów, gdzie będziesz spał i co po drodze widział. Indywidualnie dozujesz swój potencjalny poziom zmęczenia i satysfakcji (chociaż nie… to drugie jest w każdym przypadku gwarantowane).

Kiedy rozboli Cię kolano lub diametralnie zmieni się pogoda – pakujesz rower do pociągu i kawałek podjeżdżasz lub zawijasz się na pięcie i wracasz do domu.

Jesteś wolny, nic Cię nie zobowiązuje.

Kontakt z naturą

To nie przypadek, że na wielodniowe wyprawy rowerowe jeżdżą zazwyczaj ludzie szczególnie wrażliwi na piękno otaczającego świata. Tym bardziej, jeśli na co dzień żyją w zatłoczonym mieście.

Rowerem poruszamy  się na tyle szybko, by w ciągu jednego dnia przejechać cały Kampinoski Park Narodowy lub zjechać 100 kilometrów nadmorskiej linii brzegowej, a zarazem na tyle wolno, by w tym czasie dostrzec ukrytą w zaroślach sarnę, zachwycić się zapachem kwiecistej łąki, odetchnąć morską bryzą lub zaliczyć spontaniczną kąpiel wśród fal.

Zapominamy o problemach dnia codziennego

W trakcie wyprawy częściej patrzymy w niebo, z nadzieją obserwując oddalające się burzowe chmury. Od kierunku i siły wiatru zależy stopień trudności naszego dnia – gdy jest w plecy czujemy, jakby pchała nas niewidzialna siła.

Nie mamy czasu się zastanawiać co słychać w pracy, nie chcemy tego wiedzieć. Te sprawy wydają się tak odległe, wobec realnego problemu znalezienia właściwie pięknego miejsca pod namiot. W końcu właśnie tu masz spędzić dzisiejszą noc… Jaka nieopisana radość będzie, jeśli znajdziesz kawałek polany nad jeziorem lub rzeką, z przygotowanym paleniskiem i chrustem. Usiądziesz na karimacie, zrobisz ognisko, otworzysz piwo i z widokiem na rozgwieżdżone niebo zatopisz się w swoich myślach. Prawda, że niewiele do szczęścia nam potrzeba? 🙂 Czasami każdy musi sobie to przypomnieć.

Podczas wysiłku fizycznego Twój organizm będzie wydzielał endorfiny – to może sprawić, że będziesz czuł się, jak na pozytywnym „haju” – dlatego pisałem na początku, że rower uzależnia jak narkotyk 😉


A jak będzie wyglądać Twoja pierwsza wyprawa rowerowa? Jest jeszcze jakaś kwestia, której nie poruszyłem? Śmiało – daj znać w komentarzu. Chętnie uzupełnię wpis o kolejne cenne wskazówki!

 

Zobacz także:

Damska kosmetyczka. Jakie kosmetyki zabrać w podróż?
Nocowanie w namiocie na dziko [PORADY]
Gdzie znaleźć towarzysza podróży? I jak go szukać

22 komentarze do wpisu „<b>Twoja pierwsza wyprawa rowerowa [PORADY | WSKAZÓWKI]</b>”

  1. Nie zgodzę się – Locus jest zbyt skomplikowany i nie jest wcale rewelacyjny. Zdecydowane lepiej się nawiguje na OSMAnd, który np potraf informować o mijanych atrakcjach lub Mapy.cz

    • Polecam jednak po prostu się nauczyć, jak z każdym dobrym toolem, odpłaca się po wielokroć.

      Locus guide potrafi alarmować o zjeździe, nawigacja po szlaku wytyczonym ręcznie lub po automacie wzdłuż linii, planowanie trasy, mapy Google, wbudowane mapy.cz, wbudowane osm, opcje pobierania map wzdłuż trasy, integracja z wyszukiwaniem i Backup Google… i wiele innych funkcji. Ani osmand, ani mapy.cz nie mają integracji z Garmin, a jednak zegarek z pluginem do nawigacji to jest hit.

  2. Bardzo fajny poradnik. Ja bym tylko dodał bo warto powtarzać o konieczności nawadniania się. To jest podstawa jak paliwo w samochodzie.
    Druga rzeczą również bardzo ważna jest apteczka.

  3. Zgodzę się z przedmówcą. Apteczka, a w tej apteczce koniecznie węgiel lub coś na zatrzymanie biegunki. Mnie kiedyś dopadła na Żuławach, a tam przy każdym poboczu kanał wodny i brak miejsca na załatwienie potrzeby xD Ja wożę ze sobą również filtr do wody z rurką – taki którego końcówkę można włożyć do jakiegoś strumyka czy jeziora i pompując uzupełnić sobie bidon wodą. Jest to bardzo przydatne jak nie ma sklepu w pobliżu. Dodatkowo do mapy papierowej można zaopatrzyć się w kompas, nawet taki mini, gdy padnie bateria w telefonie i rozładuje się powerbank, papierowa mapa i kompas dają radę.

    • Oczywiście, apteczkę zawsze zabieram ze sobą – to podstawa. Dokładną listę rzeczy do spakowania opisałem w innym wpisie, do którego jest odnośnik. Dlatego tutaj już się nie powtarzałem 🙂

  4. Dodałbym od siebie więcej o rowerach.

    Obecnie na trasach najwięcej graveli, żadnych bagażników i sakw na nich, zwłaszcza na dystansie. Zamiast tego worek na sztycy, sakwy w świetle ramy, torba na kierownicy, ew. Na widelcu właśnie.

    Dobry nowoczesny do podróży rower ma:
    kasetę 10-51, ew. 11-42, front 30-42
    Koła 29 na 2.1 cala, rawka może być dość szeroką, 32mm
    Piastę front Shimano lub za SON (1400 PLN :-))
    Najlepiej mullet, grupa sram górska, ale manetki szosowe (w niektórych sram można mieszać)
    Geometrię właściwą dla długich tras.
    Sztywny widelec.

    Jest dużo takich rowerów, ja mam bardzo specyficzny, ale polecam lepszy którego nie kupiłem ale żałuję: Salsa Cutthroat, może być Apex.

    Do tego Garmin i Locus lub ew. Komoot i możemy jechać w trasę na AMR 1200 km.

    Bonus:
    Dlaczego nie sakwy:
    http://www.cyclingabout.com/speed-difference-between-panniers-bikepacking-bags-aerodynamic-testing-results/

    Przykłady rowerów do bikepackingu:
    https://bikepacking.com/bikes/2020-atlas-mountain-race-rigs/

    • Dzięki za szczegółowy komentarz 😉 strona techniczna nie jest moją najmocniejszą stroną, stąd ograniczyłem się do takich informacji 🙂

  5. Bardzo ładnie napisane! Duży plus za to, że naprawdę starałeś się być obiektywny, co przecież w tym temacie łatwe nie jest – każdy ma swoje upodobania, negatywne doświadczenia, pozytywne zaskoczenia i łatwo o spisanie poradnika „co jest dla mnie dobre”. Ty raczej tego uniknąłeś – gratulacje!

    I bardzo mi się spodobało, że napisałeś to co sam „odkryłem”, czyli że niezaleznie od pogody najlepszymi butami na rower są sandały 🙂 Natomiast jeśli chodzi o apkę do map, to zdecydowanie polecam Locus. Kiedyś w przypływie wylewności nawet go przystępnie (chyba) opisałem: https://rower.jarstr.pl/wiedza/locus/

    pozdrowienia.

  6. Cześć,
    Naprawdę fajny tekst! Trafiłem tu dzięki Wykopowi, przeczytałem z zainteresowaniem ten i przy okazji parę innych tekstów.
    Sam sporo jeżdżę rowerem (w poprzedniem roku było to pewnie z 7-8 tysięcu kilometrów). Głównie porywam się na długie trasy jednodniowe (okolice 150, czasem 200 km) albo weekendowe wypady z jednym noclegiem. Mam jednak nadzieję, że stopniowo te wypady będą coraz śmielsze i dłuże. Marzy mi się na przykład przejechanie w ciągu paru dni z Krakowa nad Morze Bałtyckie 😉

    Podrawiam,
    Michał.

    • Bardzo mi miło – cieszę się, że moja twórczość trafia w Twoje gusta 🙂 no to masz niezłą kondycję, chłopie. Takie dystanse to zrobiłem w życiu z kilka razy tylko. A im starszy jestem, tym więcej postojów robię na zdjęcia lub filmy. Powodzenia w realizacji marzeń! Pozdrawiam 🙂

      • Ja jeżdżę szosówka, więc może być nieco łatwiej nabijać kilometry.
        Choć mi też się generalnie nie spieszy i sporo fotografuję. Nie jest rzadkością przywieźć ze zwykłej, jednodniowej wycieczki 100+ zdjęć 🙂
        Tobie też życzę powodzenia w dalszych wypadach. Niektóre są, delikatnie mówić, dość inspirujące!

    • Standardowo używam nakręcanego palnika Coleman. Mam też palnik nabijany z obudową na kraje w których ciężko o kartusze nakręcane (campingaz).

  7. Podczas wycieczek rowerowych jakie ja uprawiałem doszedłem do wniosku że muszę zawsze mieć ze sobą 4 rzeczy. 1 to komórka, 2 to pieniądze i 3 to klucze rowerowe i niezbędne podstawowe elementy do regulacji czy rozkręcenia i skręcenia roweru. 4 to to co zapewni mi ponownie powietrze w dętkach czyli albo nowe dętki albo łaty albo płyny do łatania a najlepiej dwie metody na raz.

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Close