Osiedle Przyjaźń, relikt czasów radzieckich

Jest takie miejsce w Warszawie, gdzie drewniana zabudowa wypiera beton, w przestrzeni publicznej dominuje zieleń, a dzieci z połowy osiedla bawią się wzdłuż wąskich uliczek bez nazwy. Choć kwartały identycznych domów to spuścizna czasów, za którymi raczej się nie tęskni, unikatowy klimat i spójność tego miejsca, wyróżniające się wśród współczesnych trendów urbanistyki, potrafią naprawdę zachwycić. Zapraszam na osiedle Przyjaźń, które przetrwało w niezmienionej formie już 70 lat.  

Osiedle Przyjaźń dla robotników

Okolice bemowskiego ratusza coraz gęściej porastają deweloperskie wieżowce. Jeszcze za mojego dzieciństwa wzdłuż Górczewskiej rozciągały się szklarnie i pola kapusty, dziś to ciasno zabudowana sypialnia Warszawy. Bemowo – ościenna dzielnica stolicy, czeka na otwarcie kolejnego odcinka drugiej linii metra – aż ciężko sobie wyobrazić, że w latach 50. ubiegłego wieku, gdy przy Marszałkowskiej rozpoczęto wznoszenie Pałacu Kultury i Nauki, tu już dawno skończyła się Warszawa, a słabo zaludnione, podmiejskie tereny zaadaptowano na tymczasowe osiedle robotnicze, przeznaczone dla budowniczych “Daru Stalina”.

W 1952 roku z ówczesnej wsi Jelonki wysiedlono rolników, a odzyskany teren zabudowano drewnianymi pawilonami, budynkami asystenckimi i jednorodzinnymi domami, przypominającymi surowym stylem architekturę fińską. 32-hektarowe osiedle “Przyjaźni Polsko-Radzieckiej” zostało stworzone od podstaw – z zasady jako samowystarczalny organizm, oddalony od zwartej zabudowy Warszawy, za to z dogodnym połączeniem komunikacyjnym. Zbudowano je tuż przy obwodowej linii kolejowej, którędy transportowano materiały, a następnie samych robotników, z różnych obwodów dalekiego ZSRR (w sumie było ich 4,5 tysiąca).

Zadbano o odpowiednią infrastrukturę – osiedle miało własną kotłownię, przychodnię lekarską, łaźnię, straż pożarną, kino i boisko sportowe. Pomiędzy pawilonami wytyczono ulice, przecinające się pod kątem prostym, zasadzono cztery tysiące drzew, poprowadzono kanalizację. 33 parterowe pawilony (oraz kilka hoteli robotniczych) zamieszkiwali zwykli robotnicy, 77 domów jednorodzinnych o wyższym standardzie było przeznaczonych dla inżynierów i kadry kierowniczej. Budowniczym miało się tutaj naprawdę dobrze żyć.

 

 

Enklawa drewnianych domów

Wznoszenie Pałacu Kultury i Nauki trwało zaledwie trzy lata – już w 1955 roku wszyscy pracownicy zza wschodniej granicy opuścili drewniane pawilony. Zabudowania “Przyjaźni” trafiły pod opiekę Ministerstwa Szkolnictwa Wyższego i zostały zaadaptowane na domy studenckie. W mgnieniu oka istniejącą infrastrukturę dostosowano do potrzeb środowiska akademickiego – powstały biblioteki i hotele, wydzielono konkretne baraki przeznaczone dla kadry, a reprezentacyjny budynek przy ulicy Konarskiego zaadaptowano na klub studencki Karuzela, który zresztą istnieje do dzisiaj.

Warszawa się rozrastała, zaciszną enklawę robotniczych domków stopniowo zaczęły otaczać bloki z wielkiej płyty. Poszerzono przylegające do osiedla ulice, wzdłuż ul. Powstańców Śląskich poprowadzono linię tramwajową. W jednym z rogów osiedla (na skrzyżowaniu Górczewskiej z Powstańców Śląskich) wybudowano okazały ratusz dzielnicy Bemowo – właściwie bezpośrednio na jego tyłach rozpoczyna się charakterystyczna, drewniana zabudowa.

Świat się dynamicznie zmieniał, sielskie osiedle Przyjaźń, przynależące wciąż do Skarbu Państwa, pozostawało niezmienne, jakby zaklęte w czasie. 

 

Szukasz więcej inspiracji? Odwiedź kanał podróżniczy Gdzie Los Poniesie  Youtube

 

Do pawilonów wielorodzinnych jest jedno wejście – dopiero z korytarza wchodzi się do poszczególnych mieszkań. 

Jedna z bezimiennych uliczek, dzielących osiedle na kwartały. 

Osiedle Przyjaźń idealnie zaplanowane

Dzisiaj już się tak nie buduje, takich osiedli nie ma – te słowa same cisną się do ust, obserwując skrupulatnie zaplanowany układ urbanistyczny, jaki wyróżnia osiedle Przyjaźń na tle współczesnych rozwiązań. Parterowe budynki wielorodzinne (dziś zamieszkałe przez studentów lub prywatnych mieszkańców) są rozmieszczone we wschodniej części osiedla, w odpowiedniej odległości od siebie oraz ruchliwej ulicy Górczewskiej. Ograniczona ilość ciągów komunikacyjnych zwiększa bezpieczeństwo, zarazem przestrzeń wspólna między pawilonami jest całkiem spora.

W sercu osiedla mieszczą się budynki użyteczności publicznej – klub studencki, sklepy, biblioteka, drobne usługi itd. Jest też gęściej zabudowana część – to ponad 70 jednorodzinnych, piętrowych domków, zgrupowanych wzdłuż ślepych uliczek dojazdowych. Każdy z nich ma niewielki ogródek i sień lub balkon.

Na tyłach osiedla znajduje się boisko sportowe i kort tenisowy – pomyślano właściwie o wszystkim.

 

Współczesny plan osiedla Przyjaźń.

Część domów jednorodzinnych (w sumie jest ich 77). 

 

Życie toczy się niewarszawskim rytmem

Jak osiedle Przyjaźń wygląda dzisiaj? Wciąż większość mieszkańców stanowi środowisko akademickie – poza oficjalnymi domami studenckimi mieszkają tu pracownicy naukowi lub ich potomkowie. Przechadzając się wśród gęsto zadrzewionych alejek czujemy się, jakbyśmy wkroczyli w zamkniętą społeczność, w pewnym sensie nie pasującą do reszty miasta.

Jest wiosenne popołudnie, wokół unosi się woń kwitnącej akacji. Przed jednym z pawilonów roześmiane dzieciaki bawią się w berka, na wyboistym asfalcie bezimiennej ulicy ojciec cierpliwie uczy młodą damę jazdy na rolkach. Przez otwarte okno w jednym z domów sączy się muzyka w stylu reggae, na tyłach budynku, na plastikowych krzesłach przycupnęły seniorki, dyskutujące zawzięcie na jakiś ważny temat. 

Jak na dłoni widać brak anonimowości – tak bardzo powszechnej w Warszawie. Pomimo, że jesteśmy w środku ponad stutysięcznej, stołecznej dzielnicy, czujemy się jak na spokojnych, leniwych przedmieściach. Bujna zieleń drzew i krzewów daje przyjemny cień i wytchnienie od ostrego słońca. Drewniana zabudowa, momentami podniszczona i zbutwiała, przypomina trochę klimaty jak z westernu.

Jedyny sklep na osiedlu “Globi” wygląda trochę jak wiejski GS, zwłaszcza z charakterystyczną dla PRL-u posadzką z czarno-białej, płytkowej szachownicy. Jest spokój, nie wyczuwa się pędu i pośpiechu. Mieszkańcy z uśmiechem obserwują upierdliwego fotografa, zaglądającego w każdą dziurę i pospiesznie zmieniającego obiektywy 😉

 

20 lat temu nie było centrów handlowych – Kolorado (jedno z dwóch w Warszawie) było największą rozrywką w życiu małego Dawidka. Pamiętam, dostawaliśmy na nie zniżki w przedszkolu!

Jeden z kilku pawilonów gospodarczych (dawniej prawdopodobnie hoteli robotniczych) – rzuca się w oczy ciekawy kształt okien na piętrze. Dziś większej części już opuszczony. 

Pawilon w najgorszym stanie wizualnym – choć w środku wciąż działają drobne usługi. 

Jeden z parterowych baraków jest w całości przeznaczony na osiedlową bibliotekę. 

 

Niepewna przyszłość

Niestety, nad tym pięknym skrawkiem Warszawy już od lat wiszą czarne chmury. Całe osiedle Przyjaźń, jak już wspomniałem, jest własnością skarbu państwa – dzierżawi go obecnie Akademia Pedagogiki Specjalnej. Mieszkańcy żyją trochę jak na tykającej bombie – od kilkunastu lat słyszą sprzeczne informacje o likwidacji osiedla, w związku z czym nie mogą wykupić mieszkań i domów na własność. Władze miejskie nie specjalnie się przejmują pogarszającym się stanem budynków, coraz częstszymi problemami z kanalizacją i instalacją elektryczną. 

Ludzie czynią drobne inwestycje na własną rękę – trudno ładować pieniądze w coś, co za kilka lat może przestać istnieć. Wiele rzeczy jest wieczną prowizorką, stworzoną na chwilę, a z powodzeniem działającym przez lata. Jakby tego było mało, część budynków leży na działkach objętym roszczeniem potomków mieszkańców, wywłaszczonych z tego terenu w latach 50.

Po południowej stronie granicy osiedla, tuż za boiskiem, kilka lat temu wzniesiono nowoczesne, grodzone osiedle “Przyjaciół”. Ponoć jego mieszkańcy chętnie przychodzą na spacery krętymi ścieżkami wśród drewnianej zabudowy. Czy w wyniku wzrostu wartości ziemi po otwarciu metra (stacja Powstańców Śląskich będzie się znajdowała 200 metrów od granicy osiedla) zaniedbany byt “osiedle Przyjaźń” zostanie wreszcie sprzedany pazernemu deweloperowi pod nowe mieszkania?

Obecna dzierżawa jest przedłużona do 2024 roku – nie wiadomo, co będzie dalej. Plan zagospodarowania Warszawy nie zabezpiecza tego fragmentu dzielnicy – problem można by rozwiązać wpisując całe osiedle Przyjaźń do rejestru zabytków (o co walczą od lat mieszkańcy). Oby się w końcu udało.

 

 

Osiedle Przyjaźń w filmie

Tematyka niezwykłego osiedla na warszawskim Bemowie znalazła swoje miejsce w moim filmie reportażowym “O innej Warszawie”. Przedstawiłem w nim siedem nietypowych miejsc i atrakcji stolicy i porozmawiałem o nich z lokalnymi ekspertami – czyli mieszkańcami, pracownikami. O codzienności mieszkania na “Przyjaźni” opowiada pani Natalia – zobaczcie 🙂

 

Jeśli chcesz zarezerwować oryginalny nocleg w Polsce i na świecie, możesz założyć konto na portalu Airbnb korzystając z mojego linku. Otrzymasz zniżkę 100 zł na pierwszą rezerwację, a ja drobną prowizję za polecenie 🙂 Dzięki!!

Główne źródło utrzymania bloga to mój własny portfel. Aby móc dalej realizować swoje marzenia, założyłem konto na Patronite. Jeśli uważasz treści na blogu i vlogu za wartościowe, możesz dołożyć od siebie skromną cegiełkę. W grupie siła! 🙂


Zobacz także:

Łódź i jej pozytywne oblicze
Budapeszt – nietypowe atrakcje
Zaniedbana Lizbona. Inspirująca i atrakcyjna.

 

 

9 komentarzy do wpisu „<b>Osiedle Przyjaźń, relikt czasów radzieckich</b>”

  1. Zacząłem czytać wpis i pierwsze co mi przyszło do głowy – Kolorado. Jesteśmy w podobnym wieku, więc zakładam, że przedszkolne wycieczki na zjeżdżalnie i kulki były dla Ciebie równie ekscytujące jak dla mnie 😀

    Co do wpisu – super. Zawsze starałem się omijać korek na skrzyżowaniu ul. Górczewskiej i Powstańców, jadąc przez osiedle “Przyjaźń”. Wstyd się przyznać ale nigdy nie zapuszczałem się wgłąb, bo kojarzyło mi się to raczej z osiedlem Romów… 🙂 Zdjęcia zachęcają, więc pewnie wybiorę się tam na rowerze 🙂

    Pozdrawiam!

    Odpowiedz
    • Dzięki! Też swego czasu tylko “omijałem korek” ulicą Konarskiego. Polecam się zapuścić między domki, naprawdę warto 🙂 Pozdrowienia!

      Odpowiedz
  2. Dzień dobry,
    Pisze Pan, “W 1952 roku z ówczesnej wsi Jelonki wysiedlono rolników, a odzyskany teren zabudowano…” To nie tak! Teren został zrabowany prawowitym właścicielom. Wszyscy się zachwycają tym “pięknym” osiedlem i chcą zrobić następny zabytek chroniący “dary” okupanta, który stawiając monstrum po środku Warszawy na lata symbolicznie zajął naszą stolicę. Z zabytkiem to nie ma nic wspólnego. To ruskie baraki robotnicze postawione na ziemi polaków.
    Pozdrawiam

    Odpowiedz
  3. Podpis pod zdjęciem jest błędny “Jeden z kilku pawilonów gospodarczych (dawniej prawdopodobnie hoteli robotniczych) – rzuca się w oczy ciekawy kształt okien na piętrze. Dziś większej części już opuszczony. “. To Klub Karuzela widziany z ogródka klubu, pełnił rolę centrum kultury dla robotników, a potem został klubem studenckim. Dziś dzierżawca nie ma na niego pomysłu, dlatego budynek niszczeje, a to jeden z największych budynków drewniany na Mazowszu.

    Odpowiedz
    • Dzierzawca ma pomyseł-doprowadzic do upadku,rozkraść co tylko da się a póżniej załapac się na łapówę od jakiegos spekulanta gruntami.dotychczas juz zdefraudował sprzet z siłowni[pomimo wpisania do statutu popierania sportu i rekreacji] doprowadził do całkowitego zniszczenia domku,który się nadpalił i jeszcze wiele i więcej…To całkowita byłaby porazka Ratusza,gdyby w Erpe cokolwiek działało zgodnie z poczuciem zdrowego rozsadku i gospodarnoscią. No,ale gdzie rozum śpi upiory wstają.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Close