Krym cz.4. Mierzeja Arabacka – dwóch rowerzystów, morze Azowskie i nic poza tym…

Wyobraź sobie dziki, kompletnie niezagospodarowany pasek lądu. Z jednej strony rozlegle, słone jezioro Siwasz, z drugiej wzburzone morze Azowskie. Pośrodku ubogiego, stepowego krajobrazu piaszczysta droga, rozgałęziająca się w liczne trakty, równoległe do siebie. To kierowcy przemierzający mierzeję rozpaczliwie omijają najbardziej nierówne i zapiaszczone fragmenty drogi, tworząc tym samym kolejną nitkę obok i rozjeżdżając suche stepowe porosty.

Czytaj dalej Krym cz.4. Mierzeja Arabacka – dwóch rowerzystów, morze Azowskie i nic poza tym…

Krym cz. 3. Riwiera Krymska – czyli Jałta, szczyt Aj-Petri i najdłuższa linia trolejbusowa w Europie

To chyba najpiękniejsze miejsce, w którym spałem” – to zdanie było wypowiadane dość często, na zmianę przeze mnie i Michała. W rzeczy samej, średnio co kilka dni znajdowaliśmy miejsce pod namiot z widokiem, którego nie powstydziłby się kilkugwiazdkowy hotel. Tamten jeden nocleg pozostawił jednak daleko w tyle wszystkie poprzednie. Wyobraźcie sobie nagie skały dochodzące do 1000 m, obrośnięte od dołu gęstym lasem. Im dalej od wierzchołków szczytów, teren stopniowo obniża się, by wpaść do morza. Pomiędzy górami a wodą przebiega asfaltowa nitka, obok niej niewielki pagórek. A na jego szczycie nasz namiot, tuż pod wysoką sosną zapewniającą trochę cienia. Na tyle daleko od gwarnych miejscowości w dole, by czuć się bezpiecznie, na tyle blisko drogi, by z rana bezproblemowo na nią wrócić. A przez otwarte namiotowe wyjście widać gęstniejące zabudowania Ałupki, przez którą będziemy jutro jechać. Już zmierzcha, latarnie w miasteczku się zapalają – ostatni łyk jeszcze chłodnego piwa i czas spać, by nabrać sił na kolejny upalny dzień. Przed nami Riwiera Krymska.

Czytaj dalejKrym cz. 3. Riwiera Krymska – czyli Jałta, szczyt Aj-Petri i najdłuższa linia trolejbusowa w Europie

Krym cz. 2. Bakczysaraj – w drodze do dawnej stolicy tatarskiej potęgi

Rozproszone promienie zachodzącego słońca osuszały nasze mokre od deszczu twarze. Przed chwilą doświadczyliśmy nawałnicy, która tak szybko nas opuściła jak przyszła. Nie mokre ciuchy były jednak najgorsze. Jesteśmy w czarnej dupie – oznajmił ze stoickim spokojem Michał. W istocie miał sporo racji. Droga na Bakczysaraj, która zgodnie z przebiegiem na mapie miała nas doprowadzić do miasta, postanowiła pokazać nam środkowy palec i zakończyć bieg po środku niczego. Tabliczka z groźnym napisem „Sanitarnaja Zona”, szlaban i stojąca przy nim blaszana budka nie wróżyły nic dobrego.  Wszelkie wątpliwości rozwiał cieć, który wyskoczył do nas z budki. Jego jedyną funkcją było chyba informowanie zbłądzonych podróżników o zakazie przejazdu na tym pustkowiu. Po kilku minutach sympatycznej rozmowy dowiedzieliśmy się, że możemy ominąć zamknięty obszar jakimiś ledwo wyjeżdżonymi szutrówkami przez góry. „Oo, tam po prawej!” – wskazał zamaszystym ruchem bliżej nieokreślony kierunek. – „Nie dalej jak 5 kilometrów i dojedziecie do asfaltu, a stamtąd już prosto do celu!”

Czytaj dalejKrym cz. 2. Bakczysaraj – w drodze do dawnej stolicy tatarskiej potęgi

Krym cz. 1. Półwysep Tarchankut – tam gdzie step spotyka się z morzem

Jedno z najbardziej dziewiczych miejsc na Krymie – to tutaj bezkresny step spotyka się z morską tonią. Półwysep Tarchankut – majestatyczne klify, wpadające pionowo do morza, urokliwe, piaszczyste zatoczki, możliwość rozbicia namiotu dosłownie wszędzie. Zapraszam do wspólnego zagłębienia się we wspomnienia jednego z najciekawszych miejsc z wyprawy rowerowej na Krym. 

Czytaj dalejKrym cz. 1. Półwysep Tarchankut – tam gdzie step spotyka się z morzem

Wyspy Kanaryjskie na własną rękę – ile nas kosztował wyjazd?

Jako podsumowanie relacji z naszej plecakowej tułaczki po Kanarach, postanowiłem przedstawić szczegółowy kosztorys wyjazdu. I tym samym udowodnić, że dłuższy pobyt w droższym niż Polska kraju wcale nie musi oznaczać wydania góry pieniędzy. Wyspy Kanaryjskie na własną rękę, czyli dokładna analiza kosztów przelotu, życia na miejscu, cen żywności oraz bilety wstępu do atrakcji turystycznych. Udowadniam, że da się odwiedzić egzotyczne miejsce relatywnie niskim kosztem.

Czytaj dalejWyspy Kanaryjskie na własną rękę – ile nas kosztował wyjazd?

LA GRACIOSA – Prawie bezludna wyspa…

Idziemy ubitą, piaszczystą drogą wzdłuż poszarpanych, nadbrzeżnych klifów. Od kilku godzin nie spotkaliśmy człowieka, jednak jesteśmy spokojni – tutaj trudno się zgubić. Droga prowadzi w dół wprost na pustą, szeroką plażę. Stajemy na brzegu pozwalając falom obmyć stopy, wokoło słyszymy tylko kwilenie mew i szum niespokojnej wody. Czy to ciągle te same, pełne turystów Wyspy Kanaryjskie, widniejące we wszystkich podróżniczych folderach? La Graciosa – zapraszam Cię na spacer po prawie bezludnej wyspie. 

Czytaj dalejLA GRACIOSA – Prawie bezludna wyspa…

Close