Przez dziewicze fiordy i przełęcz Oxi

Po zostawieniu za sobą lagun lodowych i lodowca Vatnajökull z każdym kilometrem odnosimy wrażenie, że wokół nas robi się coraz spokojniej i bardziej dziko. Mimo tego, że jakiekolwiek miejscowości na trasie od kilku dni pojawiają się z rzadka, teraz do najbliższego miasteczka Höfn mamy ponad 80 kilometrów. Następne jest Djupivogur, kolejną stówkę dalej. Potem już tylko przełęcz Oxi. Wydawałoby się, że gęstość zaludnienia nie może bardziej spaść – a jednak. Po drodze, co jakiś czas napotykamy małe domki lub gospodarstwa, luźno rozrzucone w pewnej odległości od asfaltówki. Niektóre z nich są tak daleko, że ledwie dostrzegamy kolor elewacji budynku, inne stoją przy samej szosie. Aż przez wielkie okna możemy dostrzec bawiące się w środku dzieci. Bo Islandczycy nie chowają się przed obcymi za zasłonami. Płotów wokół posesji też często nie ma, a panoramiczne okna wpuszczają do domu mnóstwo światła dziennego. Tak, jakby chciano się za wszelką cenę nacieszyć długimi, lipcowymi dniami.

Czytaj dalejPrzez dziewicze fiordy i przełęcz Oxi

Islandia, czy Antarktyda? Wzdłuż brzegów Jökulsárlón i Fjallsárlón

Wzniosły lodowiec Vatnajökull jest położony w południowej części Islandii, około 330 km od Reykjaviku. Z jego roztapiających się części utworzyły się jeziora, wokół których panuje klimat niczym na Antarktydzie. Odwiedzamy laguny lodowe Jökulsárlón i Fjallsárlón, w których wodach dryfują liczne góry lodowe, finalnie wypływające na szerokie wody oceanu.

Czytaj dalejIslandia, czy Antarktyda? Wzdłuż brzegów Jökulsárlón i Fjallsárlón

Islandia. Na rowerze przez krainę ognia i lodu

Kryzys dopadł mnie już trzeciego dnia. Po kilku godzinach jazdy 10km/h i biernego patrzenia, jak islandzki huragan przywiewa nad nasze głowy deszczową chmurę, której końca nie widać, z pokorą przyjąłem pierwsze krople deszczu na twarzy. Jedziemy dalej, nastaje wieczór. Niewielka wioska, pytamy o możliwość noclegu choćby w stodole, spotykamy się z odmową. Podczas postoju wiatr i deszcz bardzo wychładza. Mam dość. Rozbijamy obozowisko tuż obok głównej drogi – i tak prawie nic tędy nie jeździ. 15 minut później, w dwóch parach skarpet, zawinięty w śpiwór, rozgrzewam się od środka ugotowanym makaronem z sosem. Całą noc deszcz konsekwentnie bębni w tropik. Aż dziw, gdy rano naszym oczom ukazuje się błękitne niebo. Po chmurach nie ma śladu. Wokół srogie, skaliste wzgórza, soczyście zielona łąka, a na niej trzy namioty. Słońce już mocno operuje wyciągając wilgoć z traw. Chce mi się śpiewać z radości. Taka właśnie jest ta jedyna w swoim rodzaju wyspa. Islandia – kraina ognia i lodu. Wyspa, którą można w jednej chwili kochać, a zaraz nienawidzić. Nie ma nic pomiędzy.

Czytaj dalejIslandia. Na rowerze przez krainę ognia i lodu

Białoruś – blisko, a tak daleko cz. II

Przemierzamy dalej Białoruś, której niezwykła stolica kryje w swej historii wiele ciekawostek. Mińsk został prawie doszczętnie zburzony podczas II Wojny Światowej. Na jego gruzach zbudowano nowe miasto, którego ideą architektoniczną był socrealizm podobny do moskiewskiego. W efekcie centrum największego miasta Białorusi ma szansę zostać wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO jako idealne miasto socrealizmu. Pomimo zmęczenia całodniowym zwiedzaniem i trasą nie mogliśmy doczekać się kolejnego dnia, aby zobaczyć je na własne oczy.

Czytaj dalejBiałoruś – blisko, a tak daleko cz. II

Tallinn – pomysł na sylwestra?

Chociaż zwyczajowo nie jestem zwolennikiem kilkudniowego zwiedzania jednego miasta, od czasu do czasu trzeba zrobić wyjątek od reguły. Od kilku lat się przyjęło, że Nowy Rok witam “na wyjeździe”, wspólnie z różnymi znajomymi. Poza zabawą w ten najbardziej imprezowy dzień w roku, zawsze jest okazja pozwiedzać miasto, poczuć ducha niedawno minionych Świąt (lub dopiero nadchodzących – w przypadku prawosławnej części Ukrainy). Ani się obejrzałem, a wyjazd w tym okresie stał się moją niepisaną tradycją i swego rodzaju pretekstem do ruszenia się z domu w zimnym i ciemnym miesiącu. W tym roku niestety się to nie uda, toteż pozwolę sobie przytoczyć ulotne wspomnienie pobytu w mroźnym Tallinnie, a zarazem moją pierwszą podróż do Estonii.

Czytaj dalejTallinn – pomysł na sylwestra?

Białoruś – blisko, a tak daleko

Pobudka wczesnym porankiem, pakowanie samochodu i wyjazd to dla nas normalka, dopiero po opuszczeniu Warszawy zaczynamy rozważać, co spotka nas po drugiej stronie granicy. Standardowe rozterki przed przekroczeniem wschodniej granicy – jak długa będzie kolejka, ile czasu będą nas sprawdzać, czy przeszukają szczegółowo cały samochód i ile kontroli milicji czeka nas zanim dojedziemy do celu?

Czytaj dalejBiałoruś – blisko, a tak daleko

Cziatura – kolejką linową do pracy i na zakupy

W Gruzji nietrudno znaleźć miejsce, w którym czas się zatrzymał kilka dekad temu. W środkowej części kraju znajduje się niewielkie, przemysłowe miasto, leżące z dala od głównych szlaków turystycznych. W mieście nieprzerwanie od 1954 roku funkcjonuje 17 linii kolejek linowych, służących do przemieszczania się między centrum a położonymi wysoko osiedlami oraz zakładami przemysłowymi.

Czytaj dalejCziatura – kolejką linową do pracy i na zakupy

Achalcyche, Borjomi i zaproszenie do gruzińskiego domu

Po przejechanych 100 kilometrach przez dwa interesujące miasta, dzień został zwieńczony zaproszeniem do domu przez gruzińską rodzinę. Mieliśmy okazję zbliżyć się do mieszkańców tego pięknego kraju i spróbować pysznych dań lokalnej kuchni. Bezinteresowna gościnność w niewyobrażalnej skali wprawiła nas w potężne zakłopotanie.

Czytaj dalejAchalcyche, Borjomi i zaproszenie do gruzińskiego domu

Przez kaukaską przełęcz Goderdzi i wioski pasterskie

Z Batumi kierujemy się w wysokie góry. Jesteśmy na poziomie morza, a za niespełna 120 kilometrów będziemy przekraczać przełęcz Goderdzi, na wysokości 2025 m.n.p.m. Mozolny podjazd rozłożyliśmy sobie na półtora dnia. Wyjazd z Batumi się opóźnił przez próby znalezienia właściwego dla naszej kuchenki kartusza z gazem (zakończone niepowodzeniem) i padający deszcz. Chcieliśmy poczekać na przejaśnienie, jednak nie zanosiło się. Tak więc po przyodzianiu przeciwdeszczowych ciuchów ruszyliśmy stawić czoła największemu podjazdowi tej wyprawy.

Czytaj dalejPrzez kaukaską przełęcz Goderdzi i wioski pasterskie

Batumi – gruzińska wyspa szczęśliwości

Niegdyś słynny kurort i wakacyjne marzenie mieszkańców bloku wschodniego. Dziś odmienione nie do poznania – krzykliwe, szokujące, pełne sprzeczności i kontrastów, przyciągające rosyjskich oligarchów i europejskich backpackerów. Batumi – trzecie co do wielkości miasto w Gruzji, jedyne w swoim rodzaju.

Czytaj dalejBatumi – gruzińska wyspa szczęśliwości

Close