Winnice La Geria i urokliwa Haria

Oddalamy się powoli od Parku Narodowego Timanfaya, co nie znaczy, że opuszczamy wulkaniczny krajobraz. Naszym dzisiejszym celem jest La Geria – chroniony teren wykorzystywany pod uprawę winorośli oraz usytuowane w zielonej dolinie miasteczko Haria. Stajemy na rozstaju dróg i ochoczo wyciągamy kciuki do góry, na twarzach ląduje uśmiech nr 37. Nie mijają dwie minuty, a przed nami staje terenowe Daihatsu z uśmiechniętą kobietą za kierownicą. Dzień zaczął się szczęśliwie, oby tak dalej!


Czy tu było trzęsienie ziemi?

Z auta wysiadamy na skrzyżowaniu, skąd musimy jeszcze kawałek podejść do pierwszej winnicy. Decydujemy się na spacer, znowu bowiem czujemy się jak na innej planecie. Tak, wiem, to już nudne 😉 Wokół nas zastygła lawa przybrała przedziwne formacje. Zdominowana przez brunatne i czarne barwy okolica wygląda, jakby po ustaniu erupcji i zastygnięciu magmy przeszło przez nią jeszcze trzęsienie ziemi. Podłoże w wielu miejscach jest spękane, w wyniku działań sejsmicznych stworzyły się głębokie na kilka metrów rozpadliny.  Gdzieniegdzie nieśmiało zaczęły się pojawiać rośliny – przede wszystkim porosty i kaktusy, które są odporne na suszę i niesprzyjającą glebę.

Powoli zarastające pole lawowe, w tle wierzchołki Gór Ognistych.


Typowa dla Wysp Kanaryjskich roślina Eonium – na Lanzarote pojawia się w formie chwastu. Wystarczy trochę ziemi, śladowe ilości wody i dostęp do słońca, a wyrośnie nawet na skale wulkanicznej.

Na wulkanicznym szlaku. Nazwa „Góry Ogniste” nie wzięła się znikąd – poza niesamowitymi barwami, jakie przybierają zbocza, pod powierzchnią ziemi nadal panuje nienaturalnie wysoka temperatura. 

 

Wino wprost z wulkanicznego popiołu

Idąc wzdłuż drogi docieramy do naszego celu – winnic La Geria. Zwyczajowo nie jestem amatorem zaliczania winnych szlaków i zwiedzania kolejnych po sobie winnic – do La Gerii przyciągnęła nas jednak nietypowość krajobrazu tutejszych upraw. Ze względu na niekorzystne warunki uprawy, każdy krzaczek winorośli rośnie oddzielnie w specjalnie przygotowanym dołku w popiele wulkanicznym. Dzięki takiej ingerencji deszczówka, której na Lanzarote jest tak niewiele, zasila uprawę w sposób najbardziej efektywny. Dodatkowo każde zagłębienie jest osłonięte ręcznie ułożonym murkiem, mającym chronić przed silnymi wiatrami, które są na wyspie powszechne. Z pozyskanych w ten sposób winogron tworzy się słynne na wyspach wino Malvasia, chętnie kupowane przez turystów. W ostatni wieczór na Kanarach pozwoliliśmy sobie na odrobinę szaleństwa próbując tegoż zacnego trunku – może nie jestem smakoszem, ale.. wino jak wino 😉

Niestety odwiedzamy La Gerię zimą – nie mamy więc okazji podziwiać soczyście zielonych winorośli, kontrastujących z czarną glebą. Mimo to, widok jest dość interesujący.



Kameralna wyspa wolna od reklam i masowej turystyki

Kto mnie zna ten wie, że zamiast wertować przewodniki w poszukiwaniu faktów historycznych o odwiedzanym miejscu, wolę maksymalną ilość czasu i energii poświęcić na zwiedzenie każdego zakamarka, zapuszczenie się w okolice nieopisywane w przewodnikach, odkrycie czegoś nowego na własną rękę. W niektórych przypadkach taka ignorancja jest niewskazana 😉 

Już w trakcie rejsu na Lanzarote od razu rzuca się w oczy przejmująca, monotonna biel wszystkich budynków. Ponadto większość z nich ma prostą bryłę, poza stołecznym Arrecife nie przekraczają trzech kondygnacji. Wszystko idealnie harmonizuje się z otoczeniem, zwracają uwagę proste detale (jednolite murki oddzielające posesje, kolory okiennic itd.), które sprawiają, że Lanzarote jest niezwykle estetyczne. Linie energetyczne są w większości poprowadzone pod ziemią, dodatkowo na całej wyspie nie ma reklam. Wyobrażacie to sobie? Żadnych przydrożnych billboardów, niechlujnych plakatów i tablic na skrzyżowaniach, kolorowych ulotek przyklejonych do słupów. Dla Polaka, w którego umysł marketing wdziera się wszystkimi możliwymi drogami, nagły brak tego czynnika może stanowić większy szok niż same księżycowe krajobrazy wyspy 😉

A wszystko to dzięki wybitnemu architektowi, działającemu na Lanzarote w latach 60 ubiegłego wieku – Cesarowi Manrique. W jego koncepcji Lanzarote miała się jawić jako wyspa elitarna, wolna od masowej turystyki. Na pierwszym miejscu zawsze była natura i unikalny krajobraz, którego harmonię można było zakłócać w mocno ograniczonym stopniu. Rozwój turystyki mógł następować wyłącznie w wyznaczonych strefach (głównie wzdłuż południowego wybrzeża), poza limitem pięter w budynkach ograniczano nawet limit pokoi. Architekt zaadaptował również według swojej koncepcji część lanzarotańskich atrakcji turystycznych. Według jego pomysłu zagospodarowano jaskinie Cueva de los Verdes i Jameos del Agua, punkt widokowy Mirador del Rio, z którego doskonale widać wyspę la Graciosa. Ponadto właśnie Manrique zaprojektował szlak prowadzący przez Park Narodowy Timanfaya oraz budynek centrum turystycznego. Te wszystkie działania sprawiają, że Lanzarote sprawia wrażenie kameralnej wyspy, gdzie ekspansja turystyczna w imię zysku zatrzymała się na odpowiednim poziomie. Należy także wspomnieć, że w wyniku działań architekta Lanzarote wraz z El Hierro (jedną z siedmiu głównych wysp Kanaryjskich) zostały wpisane w 1993 roku na listę UNESCO, jako rezerwat biosfery. 

Poniżej przykłady typowej dla Lanzarote architektury ze schludnego miasteczka Teguise.


W drodze do Harii

Ale już dość zachwytów, pora wrócić na szlak! Z Teguise planujemy się przedostać do Harii, w której mamy nadzieję na znalezienie noclegu. Jedna noc w normalnym łóżku nam nie zaszkodzi 😉 Plany szybkiego złapania stopa pokrzyżował nam deszcz… pierwszy porządny opad od naszego przylotu! Jak się później okazuje, ostatni 🙂 Przeczekujemy go na komisariacie Policji, akurat nie było w okolicy innego wolnego dachu nad głową.

Po przejściu chmury dość szybko łapiemy Opla z Belgami w środku. Podobnie jak my objeżdżają całą wyspę, podobnie jak my są zafascynowani mijanymi miejscami i z chęcią zatrzymują się przy punktach widokowych. Na jednym z nich widok jest niebagatelny – u naszych stóp rozciąga się zielona dolina, w tle widać ocean zlewający się z ciemną, deszczową chmurą. A przed nami spory zjazd i położona wśród wysokich palm Haria. Klimat okolicy w mgnieniu oka zmienił się z surowego, pozbawionego życia na iście tropikalny. 

 

Kolejny gatunek kaktusów do kolekcji 🙂

Deszcz przestał padać, najwyższy czas ruszać w drogę!

Punkt widokowy – po lewej stronie Haria.

Kilka serpentyn w dół i jesteśmy w miasteczku.

 

Haria – zaciszne miasteczko w zielonej dolinie palm

Haria jest największą miejscowością w północnej części Lanzarote. Stanowi doskonały punkt wypadowy do wspomnianych wyżej jaskiń Cueva de los Verdes i Jameos del Agua. Miasteczko samo w sobie ma kameralny charakter, wąskie uliczki i jednopiętrowe białe domki nadają mu swoisty urok. Samo położenie w głębokiej dolinie wśród gór jest unikatowe – jest to najbardziej zielony obszar na Lanzarote. Aż jesteśmy podekscytowani tak nagłą zmianą krajobrazu – wokół nas bujna zieleń i dziesiątki wysokich palm. 

W centrum miasta zgromadzeni przy knajpianych stolikach mieszkańcy odpoczywają przy popołudniowej kawce. Z uchylonych drzwi w sąsiednim budynku sączy się orientalna muzyka… W środku dostrzegamy sklep z ręcznie robioną biżuterią. Jednak naszym celem na dziś jest znalezienie noclegu, co okazuje się trudniejsze niż przypuszczaliśmy. Pokierowani przez tubylców trafiamy na obrzeża miasta, idąc we wskazanym przez dwie osoby kierunku docieramy do końca asfaltu… Zawracamy.

Nie chce nam się już dźwigać plecaków, w akcie desperacji zaczepiamy szczupłego chłopaka grabiącego żużel (!) w czyimś ogródku. Ten, choć nie rozumie słowa po angielsku, mocno angażuje się w naszą sprawę. Gdzieś dzwoni, w końcu każe nam czekać a sam oddala się między domy. Mija 10 minut, tracimy nadzieję… nagle obok zatrzymuje się stary Seat – umorusany farbą kierowca pyta, czy szukamy noclegu. W pierwszej chwili zastanawiamy się, czy to kolega naszego ogrodnika, czy może jesteśmy tak nietypowymi turystami, że wszyscy mieszkańcy już znają nasze zamiary. Okazuje się jednak, że chłopaki się znają – a nasz kierowca został prawdopodobnie odciągnięty od malowania ścian u siebie w domu. Ustalamy cenę, Pan zawozi nas na miejsce i prosi o chwilę na ogarnięcie mieszkania. Jest nieźle, do dyspozycji mamy całkiem sporą przestrzeń – długi hol, dwa przytulne pokoje, kuchnię i prysznic 🙂 Niby normalka, a człowiek cieszy się jak dziecko. Tak wspaniale zakończony dzień należy uczcić lokalnym winem!

Haria u stóp wulkanów.


Budynek Ratusza Miejskiego wygląda na najbardziej zadbany w okolicy.

Przy tej uliczce mieszkaliśmy – po lewej wejście do naszego apartamentu 🙂



Samo centrum i główna knajpka, wokół której trwa życie towarzyskie.

1 km na północ od Harii znajduje się Maguez – miejscowość o podobnym charakterze.

Czas łapać stopa dalej… ku Mirador del Rio.

 

4 przemyślenia nt. „Winnice La Geria i urokliwa Haria

Dodaj komentarz

Close