Konsumpcjonizm w natarciu! Czy otaczając się dobrami materialnymi stajemy się szczęśliwsi?

Na chwilę odstawiamy na bok podróże i wyjazdowe porady. Święta Bożego Narodzenia za pasem – okres zadumy, spotkań z rodziną i pływającego karpia w wannie. Przynajmniej do czasu. Choć nie, zaraz… chyba o czymś zapomniałem. Tak! Prezenty! Czymże by były Święta bez prezentów? Już za chwilę zaczniemy za nimi latać po sklepach w popłochu, niektórzy stresując się, że nie zdążą przed pierwszą gwiazdką.

Czekoladowe mikołaje w październiku – wypadek przy pracy, czy konsumpcjonizm atakuje?

Boże Narodzenie to także czas refleksji. Długie wieczory, padający śnieg za oknem, resztki jesiennej melancholii – to wszystko sprawia, że łatwiej niż zazwyczaj zastanawiamy się nad doczesnymi sprawami. Oczywiście, jeśli znajdziemy na to czas między pracą, a kupowaniem prezentów 🙂

A ja, robiąc spożywcze zakupy w Lidlu w połowie października, głowię się, co u diabła robią przy kasie czekoladowe mikołaje. Tuż po Wszystkich Świętych dziwi mnie widok choinki, przyozdobionej łańcuchem i bombkami w sklepowej witrynie. Przypadek? O nie. Nieśmiało zaczyna się szał przedświątecznych zakupów.

Co roku między galeriami handlowymi odbywa się niepisana rywalizacja w eleganckim przystrojeniu ozdobami świątecznymi. Wszystko po to, abyśmy mogli zrobić zakupy w miłej atmosferze, wśród migoczących świecidełek i Jingle Bells, sączącym się z głośników w tle.


Zachłyśnięci dobrobytem

Konsumpcjonizm to postawa, coraz śmielej zakorzeniająca się w naszym społeczeństwie. Po chudych latach komuny w końcu mamy co do garnka włożyć, mamy w co się ubrać. Nie trzeba stać w absurdalnych kolejkach po byle co, towary z każdej branży są ogólnodostępne. Mamy także coraz więcej środków na ich nabywanie – w końcu kraj się rozwija, stajemy się zamożniejsi. To dobrze, możemy wyglądać i jeść lepiej, ułatwiać sobie życie poprzez zakup większej lodówki, oszczędniejszej pralki czy nowszego samochodu. Poprawia się nasza jakość życia – to zdecydowanie pozytywny aspekt przemian. Tymczasem ja poruszę dziś te negatywne skutki.

Jakie negatywne skutki?! Już widzę tę falę oburzenia – co może być złego w bogaceniu się i kupowaniu nowych rzeczy? Przecież zarabiam, stać mnie na to! A w IKEI upatrzyłem ostatnio takie fajne fotele do salonu, dawali stolik kawowy gratis. Jak można było tego nie kupić, taka okazja!


Kluski leniwe vs Burger Jalapenos

Przechadzając się po urokliwych zakątkach starego miasta, podświadomie lepiej czujemy się z prestiżowym kubkiem Starbucksa w dłoni niż kawą z bezimiennej kawiarni za rogiem. To nic, że nasze karmelowe latte kosztowało prawie dwie dychy. Spotykamy się ze znajomymi, idziemy do cukierni gdzie serwują bezglutonowe lody o smaku tzatzików. Gałka 5 zł, ale to najlepszy lokal w okolicy.

Tak samo – chcemy coś zjeść. Nie znajdziemy już tak łatwo popularnego baru mlecznego, gdzie schabowy z ziemniakami i białą kapustą kosztował 12 zł. Może wąsata Pani Grażyna ze swoim cierpkim „Co będzie?!” nie sprawiała tak pozytywnego wrażenia, jak egzaltowana kelnerka z przyklejonym uśmiechem na ustach, przyjmująca zamówienie na krem pomidorowy i podwójnego, średnio wysmażonego burgera z pastą z granatu. Jednak przyszedłeś tu zjeść, a nie plotkować. 

Niestety, takie „przemiany” są najbardziej zauważalne w Warszawie. To tutaj mało reprezentatywne lokale z tanim jedzeniem są najszybciej przerabiane na dziwaczne knajpy z hipsterskim żarciem i kraftowym piwem z nalewaka. Jasne – skoro jest popyt, musi powstać i podaż. Choć może nie „zamiast”, a „obok”.



Agresywny marketing kreuje w nas potrzeby, których nigdy nie mieliśmy

Wydajemy pieniądze na rzeczy; nadrzędną kwestią staje się mieć zamiast być. Współczesny, kapitalistyczny rynek doskonale o tym wie. Jest przepełniony produktami do wszystkiego – ich trwałość jest na tyle niska, abyśmy za jakiś czas byli zmuszeni do zakupu nowego produktu. Zresztą nie zawsze robimy to w wyniku zepsucia się sprzętu – rotacja wszelakich dóbr na rynku jest na tyle duża i częsta, że sami podświadomie pragniemy nabyć najnowszy model. Nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak błyskawicznie zamykamy się w swoim egocentryzmie i najistotniejsze staje się dla nas posiadanie, wymiana towaru dobrego na lepszy. Pomijam tu dobrze znaną, sąsiedzką zazdrość, lecz współczesny obraz świata sprawia, że trudno nam się przed tymi mechanizmami bronić. Zapominamy o tym, że warto wydać pieniądze na wspomnienia, na ubogacanie siebie. Rozwijajmy talenty, wrażliwość, uczmy się języków, starajmy się być bardziej doświadczeni i silniejsi. Rzeczy, którymi się otoczymy w prestiżowym mieszkaniu tego nie dadzą, choćby i były Premium przez duże P. 

Bo co tak naprawdę wyznacza Twoją wartość? To, co przeżyłeś, co widziałeś i masz w środku, czy powłoka zewnętrzna – nienagannie dopasowany płaszczyk, metka od spodni z modnego, drogiego butiku i kawa ze Starbucksa, którą trzymasz dumnie w dłoni penetrując niespiesznie kolejne korytarze nowo otwartej galerii? (Wybacz, że tak się czepiam Starbucksa – ale odkąd podróżuję, nie znalazłem droższej kawy w sieciówce, niż własnie ta w Polsce 😉 Choć zapewne kawę mają smaczną!)

Łódź, centrum handlowe Manufaktura. Zeszłej niedzieli miałem okazję zwiedzać to miasto. Nawet w centrum, na ulicach tylko pojedyncze osoby, miasto było jakby wymarłe. Wszyscy byli tutaj!


Warszawska Arkadia. Jedna z popularniejszych galerii handlowych stolicy nigdy nie narzeka na brak klientów. 

Konsumpcjonizm stawia ludzi naprzeciwko siebie

Coraz częściej zapominamy, co tak naprawdę się liczy i łatwo szufladkujemy ludzi.  Kiedyś „nic nie było”, a ludzie byli dla siebie bardziej życzliwi. Macie rodziców lub dziadków, którzy pamiętają okrucieństwo wojny i beznadzieję okresu PRL? Musiało minąć tylko kilkadziesiąt lat, aby dobrobyt poprzewracał w głowach współczesnemu pokoleniu. Z biegiem czasu zapominamy o pustych półkach w sklepach i z dużą łatwością zapełniamy mieszkanie kolejną porcją ciuchów z wyprzedaży czy niepotrzebnych gadżetów, mających nam ułatwić życie albo wnieść w nie nieco rozrywki. Żyjemy szybko, więc i szybko się nudzimy – a w telewizji już trąbią o kolejnej promocji. Jakie to cudowne, przecież musimy to mieć!

Normą staje się wyścig szczurów w korporacjach (i nie tylko). Nasze relacje ze współpracownikami są płytkie i sztuczne, acz wyrafinowane. Jak Cię widzą, tak Cię piszą – powtarzamy sobie to jako mantrę. Z początku nie rozumiemy, dlaczego jesteśmy oceniani ze względu na stój i makijaż – ani się nie obejrzymy, a sami zaczniemy tak traktować ludzi. Przestanie nas dziwić nóż w plecy włożony przez koleżankę z pokoju, w pogoni za awansem na lepsze stanowisko i podwyżką. Kiepskie relacje z kolegami w pracy, wiecznie marudzący szef, zasypujący nas kolejnymi ASAP-ami. To wszystko zradza wewnętrzną frustrację i gniew, które muszą znaleźć ujście. I tu nie wystarczy ładny ciuch czy nowy smartfon. 

Najlepsza okazja specjalnie dla Ciebie! Tylko dzisiaj!

Konsumpcjonizm jest najbardziej widoczny w Stanach Zjednoczonych, to żadna tajemnica. Mawiają tam: ” Ci co mówią, że pieniądze szczęścia nie dają, po prostu nie wiedzą, gdzie robić zakupy„. Utrwalany w społeczeństwie model życia „Pracuj i wydawaj” jest widoczny z roku na rok coraz silniej. Ordynarne reklamy, bez pardonu atakujące nasze zmysły w każdej sytuacji sprawiają, że zapytani, jednym tchem wymienimy czołowych producentów sprzętu AGD lub RTV, znane marki odzieżowe, uznanych producentów samochodów. Zwróciłeś kiedyś uwagę, że blok reklamowy, przerywający film lub serial, jest nadawany głośniej? Albo jak bardzo nienaturalny, manipulujący ton głosu ma spiker, ogłaszający promocję w Media Expert? Jak myślisz, dlaczego? 

Black Friday w Anglii. 
Źródło: digitalgearbox.co.uk

Stany Zjednoczone – to tutaj zapoczątkowano coroczne „Święto Zakupów”. Aby załapać się na przeceniony telewizor, społeczeństwo cofa się do pierwotnych instynktów. Towaru nie starczy dla wszystkich – wygra silniejszy i sprytniejszy. Słabsze jednostki będą musiały obejść się smakiem, te mające mniej szczęścia zakończą wyprawę na zakupy w szpitalu.

A u nas? Czasami marketing w prosty sposób odnosi się do podstawowych… popędów? Na widok takiej rowerzystki z pewnością każdy facet wstąpi do sklepu po nową dętkę.

Kiedyś były kolejki po mięso, teraz po garsonki w H&M

Żeby było jasne – nie potępiam zwyczaju obdarowywania się nawzajem materialnymi dobrami, zapakowanymi w piękne torebki. Sam już truchleję na myśl o przyszłotygodniowych zakupach świątecznych – jednak tradycja jest tradycją, a uśmiech na twarzy moich bliskich będzie bezcenny (o ile trafię w gust). Po prostu czasem warto z boku spojrzeć na pewne procesy, które zachodzą w społeczeństwie od wielu lat, a szczególnie widoczne są w grudniu. Black Friday, który przyszedł do nas z USA sprawia, że ludzie stoją kilka godzin w kolejce do swojego ulubionego sklepu, by kupić trzy bluzki w promocyjnej cenie. Albo tratują się przed Media Marktem, gdzie ogłoszono 30% zniżki na wszystkie telewizory. W którym momencie to zjawisko przestaje być promocją, a staje się chorą żądzą?

Jeśli sam chadzasz do Starbucks’a i poczułeś się urażony – przepraszam. Nie to miałem na celu 😉 Czasami dopiero po lekkim przerysowaniu skali dostrzegamy rzeczywisty problem. Nie jest moim celem piętnowanie konkretnych jednostek, dających się wciągać w jarzmo konsumpcjonizmu. Bo przecież mniej lub bardziej wszyscy w tym siedzimy po uszy, prawda?  Nie uciekniemy od reklam ani tym bardziej od zakupów 😉 Starajmy się tylko być bardziej świadomi mechanizmów, które nami sterują. Nie ulegajmy konsumpcyjnemu zepsuciu, pamiętajmy, co jest w życiu naprawdę ważne. Ograniczmy pazerność i panujmy nad żądzą posiadania. Konsumpcjonizm tylko pozornie sprawia, że nasza jakość życia jest wyższa. Bo przy okazji tracimy o wiele więcej – i nawet gdybyśmy dysponowali wszystkimi pieniędzmi świata, pewne rzeczy nie są na sprzedaż. 

Ho ho ho holidays! Wejdziesz do środka?

Odskocznia od zepsutego świata jedynym kluczem do równowagi

Pewnie jestem przewidywalny, ale co mi tam… Mnie spojrzenie (także) na ten problem z dystansu umożliwiły podróże do państw biedniejszych niż Polska. W części z nich nie ma jeszcze galerii handlowych, ale także podstawowych dóbr egzystencjalnych, do których my jesteśmy przyzwyczajeni (np. media – bieżąca woda). Nie jest to regułą, ale ludzie są tam naprawdę szczęśliwi. Nie ma pogoni za nie wiadomo czym, uszkodzony lub stary przedmiot się naprawia albo oddaje sąsiadowi, a nie wyrzuca. Więzi społeczne są silniejsze – człowiek człowiekowi jest bratem, a nie wilkiem. Zamiast rywalizacji jest serdeczność i wzajemna pomoc w trudnym czasie. Zepsucie cywilizacyjne i pieniądz, jako największa wartość jeszcze w te miejsca nie dotarły.

Doświadczając choćby gruzińskiej, bezinteresownej życzliwości i obserwując ją między samymi Gruzinami, można w szybki tempie przewartościować swój światopogląd. Zrobiłem sobie rachunek sumienia i zastanowiłem się, co jest dla mnie naprawdę w życiu ważne? Dotarło do mnie, że ludzie z pozoru biedniejsi ode mnie, są dużo bogatsi.

Tak, podróżowanie, odkrywanie świata i pogłębianie relacji z ludźmi. To jest mój sposób na przywrócenie wewnętrznej równowagi w tym zwariowanym świecie i właściwe wyznaczenie priorytetów.

A jaki jest Twój? 

 

Zobacz także:

Jesienna chandra. Jak z nią aktywnie walczyć?
Podróżowanie z sensem – naucz się otwartości na świat!
Czego mnie nauczyła pierwsza, samotna wyprawa?

4 przemyślenia nt. „Konsumpcjonizm w natarciu! Czy otaczając się dobrami materialnymi stajemy się szczęśliwsi?

  1. Nie bierz stron , jest tak a także tak.

    „Nie potrafisz zmienić świata, ale możesz zmienić siebie. Jeśli uda ci się to zrobić, nie będziesz musiał nigdzie wyjeżdżać w poszukiwaniu szczęścia, możesz nic nie robić i siedzieć w zamkniętym pokoju, a życie i tak potoczy się do twoich stóp.”
    Franz Kafka

  2. Dobry post Dawid. I bardzo na czasie. Niestety takie nastały czasy, że ludzie w znacznej większości wolą mieć niż być. I nie wydaje mi się, żeby miało się to zmienić na lepsze w najbliższym czasie (o ile w ogóle). Cholernie to smutne…

Dodaj komentarz

Close